Podczas gdy pierwsza faza marcowej zawieruchy na rynkach dała się we znaki przede wszystkim obligacjom (rewizja oczekiwań odnośnie do działań banków centralnych, wzrost rentowności), to w ostatnich dwóch tygodniach nerwowość przeniosła się na rynki akcji (im dłuższy szok naftowy, tym gorzej dla gospodarek).
O ile w przypadku amerykańskiego S&P 500 skala przeceny nie była jak dotąd szczególnie okazała, a indeks zdołał w poniedziałek wybronić się po chwilowym przełamaniu 200-sesyjnej średniej kroczącej, to na niektórych innych giełdach rozmiary wyprzedaży stały się już dość pokaźne. Najmocniejszy cios otrzymały rynki europejskie i wschodzące, czyli te, które były najmocniejsze w pierwszych dwóch miesiącach roku. Po poniedziałkowej sesji indeks MSCI Emerging Markets znalazł się ponad 12 proc. poniżej niedawnego szczytu. Obecna przecena rynków wschodzących zbliżyła się więc rozmiarami do tej sprzed niespełna roku, gdy MSCI EM spadł maksymalnie o nieco ponad 13 proc. na skutek strachu inwestorów przed cłami Trumpa.
Wtedy przed jeszcze głębszą zniżką uratowało giełdy nagłe TACO, czyli wycofanie się Trumpa z części wcześniejszych gróźb. I teraz inwestorzy z entuzjazmem przyjęli w poniedziałek pierwsze oznaki możliwego TACO w postaci zapowiedzi wstrzymania ostrzału infrastruktury paliwowej Iranu. Sęk w tym, że rozpętaną wojnę dużo trudniej z dnia na dzień „wyłączyć” tak jak to miało miejsce w przypadku jednostronnych gróźb celnych.