Uwagę zwraca przede wszystkim jednoczesna przecena akcji, obligacji oraz dolara, choć wielu inwestorów wciąż liczy, że kryzys w relacjach USA i Europy uda się szybko zażegnać. Jak na razie jednak obie strony stoją twardo przy swoim. Przecena jak na razie wciąż nie jest jednak duża. Na giełdzie tokijskiej Nikkei 225 finiszował we wtorek z 1,1-proc. przeceną, a koreański Kospi spadł o 0,39 proc. Słabiej wypadł hinduski Sensex 30, który stracił 1,28 proc. W obliczu politycznych napięć i gróźb ceł na europejskie produkty sesja na Starym Kontynencie przebiegła również pod znakiem spadków. Pod koniec dnia niemiecki DAX tracił 1,2 proc., a francuski CAC40 osuwał się o 0,9 proc. Warszawskie indeksy miały trudny poranek, ale po południu zdołały sporo odrobić. Pod koniec sesji WIG20 zniżkował o 0,65 proc., a WIG o 0,44 proc. Początkowo wszystkie duże spółki świeciły na czerwono, ale z czasem rolę lidera objęło Orange, które pod koniec dnia zyskiwało 3,1 proc. W okolicach poziomów zamknięcia z poprzedniego dnia finiszowały z kolei Santander, Grupa Kęty, LPP i PKO BP. Na dole tabeli plasowały się PGE, CCC i CD Projekt.

Amerykański rynek we wtorek wrócił do handlu po poniedziałkowej przerwie. Dzień zaczął się od wyraźnych spadków, na co wcześniej wskazywały już kontrakty terminowe. S&P 500 po około godzinie handlu tracił 1,28 proc., a Nasdaq spadał o 1,58 proc. Zniżki te wymazywały całe tegoroczne wzrosty obu indeksów. Niepokojące sygnały płynęły z rynku obligacji, gdzie rentowności długoterminowych papierów USA rosły do poziomów sprzed czterech miesięcy. Na miano bezpiecznej przystani nie zasługiwał także dolar, który przy spadku o prawie 0,7 proc. do euro kosztował nawet 1,175 euro. Pod presją był także bitcoin.