Po nowe rekordy sięgnęły główne indeksy w USA, w Europie (w tym na GPW) i na rynkach wschodzących. W tym ostatnim przypadku nowy rekord to wydarzenie niecodzienne, bo benchmark cenowy emerging markets musiał na niego czekać niemal … pięć lat (dużo lepiej radził sobie indeks uwzględniający dywidendy).
Ciesząc się z tej solidarnej, globalnej hossy, warto jednocześnie trzymać rękę na pulsie i obserwować wskaźniki nastrojów. Czy „sentyment” nie stał się już aż nadto szampański, co groziłoby przegrzaniem i nadejściem głębszej korekty w kolejnych miesiącach? Ku takiej tezie skłania się Bank of America Bull & Bear Indicator, który w nowym roku wspiął się do 9 pkt. (w skali 0-10), sygnalizując „ekstremalnie bycze” nastroje na rynkach akcji. Co ciekawe, jeden ze swych rekordowych odczytów (9,6) wskaźnik ten odnotował na początku 2018, notabene również w styczniu i również na początku drugiego roku rządów administracji prezydenta Trumpa. Przypomnijmy, że po szampańskim otwarciu, potem cały 2018 rok stał raczej pod znakiem zmienności.
Skoro o działaniach administracji Trumpa już mowa, można się spodziewać, że w roku wyborów do Kongresu zapewni ona rynkom jeszcze wiele nieprzewidzianych „atrakcji”. Na razie czekamy na wyrok Sądu Najwyższego w sprawie ceł. Ewentualne zakwestionowanie legalności „Trump tariffs” teoretycznie miałoby pozytywne konsekwencje dla firm, ale jednocześnie postawiłoby pod jeszcze większym znakiem zapytania wiarygodność polityki budżetowej USA.