Za nami rok, który na warszawskiej giełdzie był absolutnie wyjątkowy. WIG zyskał ponad 45 proc. Jest to najlepszy wynik od 1996 r. Aż chciałoby się prosić o powtórkę w tym roku...
Rok był spektakularny, ale też warto dodać, że był to kolejny rok hossy na naszym rynku. Najmocniej w 2025 r. zachował się WIG20, co można uznać za pewne zaskoczenie. Wzrostów tej skali raczej szybciej można byłoby przecież szukać w mWIG40 czy też sWIG80.
Rok temu chyba nikt nie zakładał takiego wyniku WIG20?
Można powiedzieć, że zarządzający na polskim rynku przyzwyczaili się, że kupują WIG20 po 1800 pkt i sprzedają gdzieś w okolicach 2600–2700 pkt. Na pewno więc można mówić o sporym zaskoczeniu.
O powtórzenie wyników z 2025 r. raczej będzie trudno...
Mówiąc o 2026 r., zacząłbym od mWIG40. Jak spojrzymy szerzej, to indeks ten był zawsze dobrze skorelowany z tempem wzrostu gospodarczego w Polsce i dobrze zachowywał się w okresach dobrej koniunktury. W przypadku WIG20 jest nieco inaczej. WIG20 jest miernikiem ryzyka systemowego w Polsce i w momencie, w którym nastąpił pozytywny splot czynników wewnętrznych i zewnętrznych, co automatycznie powoduje napływ kapitału na rynki zewnętrzne, inne niż Stany Zjednoczone. I tego doświadczyliśmy na naszym parkiecie. Hossę zapewnił nam kapitał zagraniczny.
Ale żeby mocniej ruszył mWIG40 czy też sWIG80, to przydałyby się też napływy do funduszy akcji, a tych wciąż brakuje. Czy to ma szansę się zmienić?
Oczywiście wszyscy liczymy na to, że to się w końcu zmieni. Mam też poczucie, że widać już inne podejście do ryzyka wśród inwestorów indywidualnych. Pojawia się zainteresowanie giełdą, a nie tylko nieruchomościami czy lokatami. Widać to zresztą po bardzo dużym przyroście liczby rachunków maklerskich. Społeczeństwo edukuje się finansowo i to jest też sukces naszego rynku.