Ten pojazd trafia w gusta ludzi, dla których bmw jest zbyt wulgarne, a mercedes zbyt monumentalny.
Nadwozie
Niemcy w tradycyjny dla siebie sposób zadbali o najdrobniejsze szczegóły. Z przodu powiększyli wyraźnie atrapę chłodnicy, którą dzieli na dwie części tablica rejestracyjna. Całość zamyka aluminiowe obramowanie typu silver-frame, nadając sylwetce masywny, wręcz atletyczny charakter. Czuje się drzemiącą wewnątrz siłę, nawet jeśli po odpaleniu usłyszymy basowy stukot sześciocylindrowego silnika Diesla.
Mierzące blisko 5 metrów długości nadwozie, przy czystej i prostej formie z unoszącą się ku górze linią okien, prezentuje się dostojnie i okazale. Łączy w sobie zalety limuzyny, rodzinnego kombi i sportowego coupe.
W porównaniu z wersją sedan, A6 avant ma wydłużoną linię dachu, która od słupka B lekko opada ku tyłowi. A mimo to udało się wygospodarować przedział ładunkowy o pojemności 565 lirów, który po złożeniu oparć tylnej kanapy powiększa się o kolejne 1000 litrów. Przy transporcie niewielkich przedmiotów poznamy zalety umieszczonych w podłodze szyn i dostępnych siatek i taśm. Podczas podróży możemy zająć się jazdą, nie myśląc o wciąż przesuwających się po bagażniku przedmiotach.
Dyskretny luksus kombi
Wnętrze wydaje się mniejsze niż w poprzedniej generacji modelu A6 avant. A to przez masywną i bezpieczną konstrukcję szkieletu auta, które gwarantuje najwyższy poziom bezpieczeństwa. Za kierownicą A6 avant czujemy się bezpiecznie, choć pasażerowie - ci wysocy - na tylnej kanapie mogą narzekać na brak miejsca na nogi. Nad ich głowami jest natomiast wystarczająca przestrzeń.
Urzeka nas czytelny zestaw wskaźników z czerwonym, charakterystycznym dla tej marki podświetleniem. W konsoli centralnej znajduje się także duży, ciekłokrystaliczny wyświetlacz, który obsługujemy jednym umieszczonym między przednimi fotelami pokrętłem.
W standardzie A6 Avant znajdziemy przednie i boczne poduszki powietrzne, a także kurtyny boczne i poduszki boczne dla pasażerów tylnej kanapy. Dodatkowo całe nadwozie nafaszerowano elektroniką. Są m.in. adaptacyjne reflektory oświetlające wewnętrzną część zakrętu czy systemy elektroniczne - ABS, ASR i ESP.
Uzupełnieniem są wygodne i dobrze wyprofilowane przednie fotele, a także możliwość obniżenia zawieszenia, wybierając pakiet S-Line.
To, co porusza
Po krótkiej przejażdżce zaskoczy nas neutralne zachowanie auta w zakręcie przy różnym obciążeniu. Samochód wyposażono bowiem w napęd na cztery koła z mechanicznym rozwiązaniem typu Torsen. W zależności od przyczepności i stylu jazdy pojazd samodzielnie steruje podziałem przekazywanego momentu obrotowego na przednią i tylną oś.
Pod maską testowego modelu zainstalowano wysokoprężną jednostkę napędową, która z sześciu cylindrów i przy pojemności trzech litrów daje 225 KM i moment obrotowy o wartości 450 Nm. Napęd przenoszony jest na obie osie za pośrednictwem automatycznej przekładni o sześciu przełożeniach. Nawet zwolennicy manualnych skrzyń rzadko będą używać możliwości ręcznej zmiany biegów w systemie Tiptronic.
Pojazd przyspiesza od 0 do 100 km/h w czasie 7,3 sekundy i osiąga maksymalnie 240 km/h. Tu nawet nie można się doczepić zużycia paliwa, które waha się w granicach 8 litrów na 100 kilometrów - przy takich parametrach to bardzo przyzwoity wynik. Cena modelu z trzylitrową jednostką wysokoprężną zaczyna się od 220 tys. złotych.