Unia kapitałowa jest bohaterką drugiego planu wszystkich zapowiedzi Komisji Europejskiej związanych z szybką budową wspólnego rynku, nad czym prace mają teraz mocno przyspieszyć. Co się nie udało przez 30 lat, teraz się ma udać w ciągu dwóch lat. Co tu jest ważne dla Polski w tym temacie?
Rzeczywiście te prace się toczą, a 2026 r. ma być przełomowy. Polska też bierze w tym udział. Ale o co tak naprawdę chodzi? Na świecie funkcjonują dwa modele rynku finansowego, mamy rynek anglosaski, w którym to rynek kapitałowy jest głównym źródłem dostarczania finansowania dla przedsiębiorstw, motorem napędowym innowacji. Mamy też model kontynentalny, gdzie to banki są tym głównym źródłem dostarczania finansowania. Europie jest bliżej do tego modelu. Niektórzy mówią, że jest to model mieszany, bo mamy jednak giełdy.
Założenie polega na tym, że silny rynek kapitałowy spowoduje wzrost inwestycji, że kapitał będzie płynął też do innowacji, z czym Europa ma problem. A w Unii Europejskiej stwierdzono, że podstawowym problemem jest fragmentaryzacja na 27 rynków, w tym niektóre rynki kapitałowe są mocniejsze, jak Amsterdam, Frankfurt, Paryż. I mamy też średnie rynki, jak Polska, ale mamy też Czechów, czy Rumunię. Te rynki nie są między sobą równe. I to jest pewien problem, bo choć połączenie wydaje się ciekawe, że połączmy wszystko, zrobimy takie same regulacje, żeby był łatwy przepływ i kapitału, i inwestorów, ale z tego wyłania się obraz, który może być też potencjalnie zagrożeniem dla emitentów. Założenie unii kapitałowej poleta na tym, by każdy mógł zdecydować, gdzie chce być notowany, by patrzeć na rynek kapitałowy Unii Europejskiej jako na coś wspólnego. Żeby działalność była prosta, by emitent z Warszawy mógł być notowany w Amsterdamie, inwestor mógł kupować akcje za granicą, by emitenci mieli takie same obowiązki w Warszawie i Amsterdamie.
Jakie zagrożenia mogą płynąć dla Polski z wdrożenia unii kapitałowej?
Podstawowy problem jest taki, że my jesteśmy średnim rynkiem. Mamy średnich emitentów, oprócz InPostu, który zadebiutował z sukcesem na giełdzie w Amsterdamie, żadnemu emitentowi bezpośrednio z Polski nie udało się zaistnieć na rynkach zagranicznych. Mamy naturalną barierę związaną z wielkością naszych spółek. Jeżeli polska spółka jest warta miliard złotych to u nas jest dużą firmą, ale za granicą będzie to 250 mln euro, czyli będzie mała. Dlatego naszym emitentom nie udaje się wzbudzić zainteresowania za granicą. Wspólne regulacje mają to do siebie, że dają szanse, ale są pewnymi zagrożeniami. Mamy tendencję w Polsce do gold platingu rynku kapitałowego. Pytanie brzmi, czy te same regulacje rzeczywiście są odpowiednie dla spółki, która należy do sWIG80 na giełdzie w Warszawie, i w skali europejskiej jest mikro firmą, jak i wielkim niemieckim czy francuskim korporacjom. Osobną kwestią są instytucje finansowe. Czy polski średni bank jest takim samym bankiem jak wielki niemiecki gracz?
Przedstawiciele funduszy inwestycyjnych mówili mi, że z ich punktu widzenia, rynek w ogóle nie jest zintegrowany. Co kraj to inne wymagania.
To jest problem. I teraz pytanie czy realne jest to, że my wyeliminujemy te problemy? Czy jako Polska jesteśmy w stanie zgodzić się na te ogólne regulacje? Bo problemem, jaki może z tego wyniknąć, będzie to, że ci duzi będą jeszcze więksi a ci mali będą jeszcze mniejsi. My jako Polska jesteśmy oczywiście za tym, oficjalne stanowisko rządu jest takie, że idziemy w kierunku tej unii kapitałowej. Natomiast da się to usłyszeć i wyczytać, że będziemy próbowali walczyć o naszą lokalność? Bo to może być potencjalnie zagrożenie dla naszego całego lokalnego rynku kapitałowego, rynku finansowego, dla funduszy inwestycyjnych w Polsce, jeżeli my się na to tak bezrefleksyjnie zgodzimy.