Rządowe prace nad projektem tzw. wakacji kredytowych w 2024 r. zbliżają się do końca. Minister finansów przestawił w poniedziałek swoją najnowszą propozycję, do zaakceptowania przez Radę Ministrów, z kilkoma poprawkami wobec pierwotnej wersji. Po pierwsze, nieco opóźnić się ma wejście w życie samej ustawy – z marca br. na kwiecień, co niesie za sobą zmianę ważnych dla kredytobiorców terminów. I tak, w II kwartale tego roku (to jest od 1 kwietnia do 30 czerwca tego roku) będzie można wystąpić do banku z wnioskiem o zawieszenie dwóch miesięcznych rat. W III kwartale – o jedną, a w IV kwartale – również o jedną.
Dotychczasowy projekt przewidywał, że pierwszy wniosek będzie można złożyć w marcu br. (w odniesieniu do I kwartału), a w przypadku kolejnych kwartałów – w wymiarze miesiąca w każdym kwartale.
Po konsultacjach społecznych resort finansów zdecydował się również na obniżenie progu wartości udzielonego kredytu – z 2 mln zł do 1,2 mln zł. – Ustanowienie tego progu na poziomie trzykrotności średniej wartości kredytu uniemożliwi z jednej strony skorzystanie z tzw. wakacji kredytowych przez osoby niepotrzebujące takiego wsparcia, a z drugiej strony uwzględni ceny nieruchomości mieszkalnych w dużych miastach – wyjaśnia w uzasadnieniu Andrzej Domański, minister finansów.
Podstawowe kryterium dochodowe, czyli wskaźnik rata do dochodu na poziomie 35 proc., nie uległo zmianie.
Nowe terminy i progi nie powinny wpłynąć znacząco na dostępność konsumentów do wakacji kredytowych. Minister finansów podtrzymał szacunek, iż uprawnionych w 2024 r. może być ok. 420 tys. umów kredytowych. Jeśli wszyscy zdecydują się na urlop od rat, koszt dla banków wyniesie około 3,6 mld zł. Jeśli zaś chętnych będzie tyle, ile poprzednio, mowa o ok. 2,5 mld zł.