Ta dekada może należeć do Polski

Jeśli patrzeć na świat przez pryzmat bieżących wydarzeń, nie tylko tych gospodarczych, trudno o optymizm. Jeszcze nie skończyła się pandemia, a tuż za naszą wschodnią granicą wybuchła wojna.

Publikacja: 16.05.2022 21:00

Ta dekada może należeć do Polski

Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys

Jej konsekwencje będą wielorakie i powszechnie odczuwalne. Już rewidowane są prognozy wzrostu (w dół) czy inflacji (w górę), ale to nie wszystko. Wojna w Ukrainie wywołała coś na kształt fal tsunami, które zaburzą gospodarczy, społeczny i geopolityczny porządek świata. Paradoksalnie jednak – jeśli spojrzeć na obecną sytuację z nieco szerszej perspektywy – to właśnie te zaburzenia mogą stanowić źródło... unikalnej szansy!

Wiele zależy bowiem od nastawienia; każda kryzysowa sytuacja to z jednej strony wyzwanie (czasami wręcz zagrożenie), ale także szansa. Dobrze oddaje to – podobno, bo sam znawcą tematu nie jestem i jedynie podpieram się mądrzejszymi – słowo weiji, oznaczające „kryzys" w języku chińskim. Składa się ono z dwóch znaków; pierwszego oznaczającego niebezpieczeństwo/zagrożenie i drugiego – początek nowej drogi, szansę.

Moim zdaniem takie patrzenie na obecną rzeczywistość ma w sobie bardzo dużo sensu; kryzys bowiem prowadzi z reguły do zerwania z liniowością i ciągłością procesów, zerwania z panującą hierarchią i zasadami. To sytuacja, gdy dotychczas stosowane rozwiązania zawodzą. Gdy nienaruszalne – wydawałoby się – firmy popadają w problemy, tworząc tym samym miejsce dla graczy drugiego planu. Dzieje się tak, ponieważ w takich sytuacjach jak obecnie ważniejsze od wielkości okazują się: elastyczność oraz zdolność adaptacji, swego rodzaju umiejętność żeglowania po wzburzonych wodach, często wręcz „na wysokiej fali". Gdy ta fala ostatecznie po kilku latach opada, zaburzenia ustają, okazuje się, że świat wygląda już inaczej, panuje w nim nowa sytuacja, zarówno na poszczególnych rynkach, jak i jeśli chodzi o globalny porządek. Okazuje się, że są takie firmy i kraje, które „wypłynęły"; w kilka lat osiągnęły coś, na co normalnie trzeba pracować kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Towarzyszy temu bolesny upadek innych.

W moim przekonaniu nasz kraj ma potencjał, by znaleźć się w gronie tych, którzy na obecnej sytuacji mogą średnio- i długofalowo zyskać. Argumentów za tym jest sporo. Zacznijmy od strukturalnej siły naszej gospodarki. Składają się na nią: i) wysoki poziom samowystarczalności w zakresie podstawowych produktów, wynikający z rozbudowanej bazy produkcyjnej (produkcja rolna i przemysłowa), ii) dywersyfikacja branżowa, brak silnego uzależnienia od jednego–dwóch sektorów, iii) konkurencyjne z punktu widzenia inwestorów zasoby pracy (dobre wykształcenie, zaangażowanie), iv) geograficzna lokalizacja, która w dobie przechodzenia od „just-in-time" do „just-in-case" stanie się jeszcze większym atutem.

Do tego dochodzą elementy ściśle związane z obecną sytuacją. Po pierwsze, jako kraj przyfrontowy możemy liczyć na wzmocnioną i długofalową obecność wojsk USA, co stanowić będzie z jednej strony istotny element odstraszania, ale może się także okazać bodźcem do znaczącej rozbudowy określonej infrastruktury logistycznej.

Po drugie, kryzysy tradycyjnie skłaniają do poszukiwania tańszych dostawców, a w obecnym przypadku Polska może zyskać na tym procesie podwójnie; zastępując (oczywiście tam, gdzie się da) dostawców z Rosji i Białorusi oraz zyskując na przyspieszonej regionalizacji – możemy przejąć część produkcji wracającej do Europy z Azji. Nie tylko zresztą tej; mamy potencjał, by rozwinąć się jako lokalizacja dla firm z Azji (Japonii, Korei, Tajwanu itd.), które także będą potrzebować swoich europejskich centrów produkcyjnych.

Po trzecie, mamy unikalnych w świecie menedżerów; połączenie doświadczeń wyniesionych z pracy w ramach różnych kultur korporacyjnych ze specyficznie polską zdolnością do adaptacji, a jeśli potrzeba – to improwizacji. To właśnie dzięki tym unikalnym kompetencjom polska gospodarka w czasie kryzysów zyskuje; tak było w czasie globalnego kryzysu finansowego i w trakcie pandemii. Tak może być i teraz.

Po czwarte, swoista samoorganizacja obywateli i biznesu, jaka miała miejsce przy okazji pandemii i napływu uchodźców, przekłada się w szybkim tempie na wzrost kapitału społecznego (zaufania, współpracy), który przez lata był brakującym elementem nowoczesnej gospodarki.

Po piąte, wizerunek i marka Polski w świecie bardzo zyskały w ostatnim czasie, głównie za sprawą solidarności, którą wykazaliśmy jako społeczeństwo wobec przesiedleńców z Ukrainy.

Po szóste, wojna w Ukrainie otwiera drogę do przedefiniowania wielu aspektów funkcjonowania Unii Europejskiej. Możemy włączyć się w ten proces i mieć realny wpływ na kształt Unii. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że „walenie pięścią w stół" zastąpi oparty na faktach, analizach, argumentach dialog.

Wszystkie te strukturalne mocne strony można w warunkach właściwej polityki społeczno-gospodarczej przekuć w przyśpieszone wspinanie się po drabinie rozwojowej, zapewnienie znaczącego wzrostu zaawansowania (poprzez absorpcję, rozwój oraz praktyczne zastosowanie topowych technologii), a co za tym idzie – produktywności i dochodów.

Reasumując, choć w nadchodzących kwartałach w kontekście gospodarczym uwaga skupiać będzie się na PKB i inflacji, to równocześnie nie można przeoczyć bardzo ważnych strukturalnych zmian, jakie zachodzą, a które to zmiany będą mieć wpływ na stan naszej gospodarki w średnim i długim okresie. W moim przekonaniu stoi przed nami duża szansa, którą jednak trzeba jeszcze umieć wykorzystać. By tak się stało, musimy stawiać na zorientowanych na przyszłość wizjonerów, a nie tych, którzy koncentrują się na rozliczaniu przeszłości, zaklinaniu rzeczywistości i reagowaniu – często z opóźnieniem – na zachodzące wydarzenia. Musimy dopuścić do głosu ludzi, którzy działają nie na fundamencie strachu i wzmacniania społecznych podziałów, lecz wspólnotowości i odwagi. Musimy także zmienić swoją mentalność; odejść od pozycjonowania się na „wiecznie biednych i pokrzywdzonych" – takie społeczeństwa nigdy świata nie zawojują. W nowe globalne rozdanie musimy wejść jako wspólnota, która wie, czego chce, i ma własną wizję tego, dokąd ma dojść. Pytanie tylko, czy my taką wspólną wizję mamy?

Felietony
Stan gospodarki sprzyja krajowym obligacjom
Felietony
Zawsze uważaj, z kim rozmawiasz
Felietony
Dywersyfikacja portfela obligacji
Felietony
Wielka batalia małych spółek
Felietony
Przyszłość rynków kapitałowych w świetle planów Eurogrupy a perspektywa Polski
Felietony
Strategiczny błąd Fedu?