Czy po likwidacji systemu opustów od kwietnia rzeczywiście obserwujemy zapaść na rynku fotowoltaiki?

W segmencie rynku detalicznego tak się stało. Prosumenci, którzy chcieli zamontować panele, starali się to zrobić przy lepszych dla siebie przepisach, korzystniejszym systemie rozliczeń. W tej chwili nastąpiła stagnacja, ale rynek z biegiem czasu będzie się odbudowywał, bo przecież powstają nowe domy, ceny energii idą w górę. Fotowoltaika to nie tylko prosumenci i domy, ale też sektor małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) czy energetyka zawodowa, i tutaj popyt cały czas dynamicznie rośnie. Związane jest to z wysokimi cenami energii, budowaniem niezależności energetycznej, jak również wymogami unijnymi czy modą na ekologię.

Ceny energii są rekordowo wysokie. Czy firmy chętniej inwestują we własne źródła energii i stawiają właśnie na panele PV?

Tak, i to nie tylko przedsiębiorstwa produkcyjne, ale również hale logistyczne, przedsiębiorstwa związane z usługami (np. salony samochodowe). W tej chwili realizujemy kontrakt z Kią, gdzie w całej Polsce wyposażamy salony samochodowe w fotowoltaikę na dachach, jak i carporty.

Ostatnio podpisaliście duży kontrakt z Tauronem, na dostawę paneli za ponad 10 mln euro. Czy współpraca z energetyką zawodową jest dla was szansą?

Tak, to jest szansa. Bardzo się cieszę, że nastąpił zwrot w postrzeganiu rynku PV u dużych przedsiębiorstw energetycznych. Kiedyś mieliśmy do czynienia z ograniczaniem konkurencji do paneli chińskich. Teraz nastąpiło otwarcie na panele europejskie i ten trend będzie postępował. Strategia europejska przewiduje odbudowę tej branży i mamy nadzieję być jej częścią.

W I kw. ML System odnotował wzrost przychodów o 110 proc. Sprzedaż napędzał głównie popyt klientów indywidualnych czy również inteligentne szyby?

Jeszcze w I kw. nie zanotowaliśmy istotnej sprzedaży tych szyb, zanotujemy wyraźną w II kw. Jesteśmy zadowoleni z wdrożenia nowych produktów. Trzeba pamiętać, że są to produkty dla branży budowlanej, która z dystansem podchodzi do nowości i stopniowo uwalnia swój popyt na innowacyjne produkty, ale to się dzieje, i to lepiej niż przypuszczaliśmy. Mamy bardzo duże zapotrzebowanie na QGlass, chcemy jak najszybciej wdrożyć 2DGlass, wszystkie urządzenia są już w fabryce i jesteśmy na etapie synchronizacji produkcji. Popyt jest, będzie rósł i bardzo wspierają nas partnerzy. Z Pilkington realizujemy projekt mający na celu wdrożenie szyb, które dają prąd w samochodach. Mam nadzieję, że niedługo pokażemy prototyp takiego samochodu z naszymi szybami i będzie to jedna z bardziej popularnych marek na świecie.

Autopromocja
Real Estate Impactor

Gala wręczenia nagród liderom w branży nieruchomości

ZOBACZ RELACJĘ

Szyby QGlass trafiają głównie na eksport? Czym charakteryzuje się wasz kolejny projekt?

QGlass sprzedajemy teraz głównie sektorowi budowlanemu, z lekką przewagą eksportu. Pracujemy, aby trafił do producentów stolarki, żeby zaimplementowali w swoich liniach nasze rozwiązanie. Z kolei 2DGlass to szyby z kropkami kwantowymi, ale pasywne. Inwestor chętnie będzie płacił za szyby, które dają prąd od strony południowej, wschodniej czy zachodniej, ale efektywność tych szyb od północy będzie niska. Tam wykorzystamy więc inne zalety naszego rozwiązania – poprawę izolacji termicznej i energetycznej. W tym roku skupiamy się na uruchamianiu 2DGlass, a w przyszłym roku uruchamiamy produkcję Active Glass.

Jakie jeszcze nakłady musicie ponieść i jakie będą docelowe moce produkcyjne?

Na 2DGlass w większości nakłady już zostały poniesione, a na Active Glass około 147 mln zł. Każda z tych linii, w tym Q Glass, to 60–80 tys. mkw. szkła rocznie. Czyli mnożąc przez trzy, wychodzi około 200 tys. mkw. rocznej produkcji szkła. To wydaje się dużo, ale tak naprawdę jeden wieżowiec jest w stanie pokryć nam produkcję z jednej linii na cały rok.

Przychody w I kw. dynamicznie wzrosły, ale spółka wygenerowała stratę. Jakie są perspektywy wyników?

Bardzo duży wpływ przez najbliższe dwa–trzy lata na nasze wyniki będzie miała amortyzacja. My dokonujemy przyspieszonej amortyzacji w projektach badawczych, bardzo drogiego sprzętu. Jest to celowe działanie, po to aby jak najwięcej uzyskać zwrotu z funduszy europejskich.

Zdecydowaliście się na wejście w diagnostykę medyczną ze swoim urządzeniem Covid Detector. Na jakim etapie jest jego sprzedaż?

Walczyliśmy bardzo długo o to, aby Ministerstwo Zdrowia wydało rekomendację, aby firmy diagnostyczne mogły wykorzystywać nasze urządzenie jako równoważne z testami antygenowymi czy PCR. W połowie lutego powstała taka rekomendacja, ale mówiąca o tym, aby wykorzystywać Covid Detector do testów przesiewowych, a jeśli wynik jest pozytywny, to aby potwierdzić to testem PCR. To jest normalna droga wdrożeniowa – tak samo było z antygenami. Nasze dwa urządzenia są w klinice w Hiszpanii. Staramy się zwiększyć działanie detektora na inne patogeny. Realizujemy projekt ze szpitalem w Jaroszowcu, który specjalizuje się w gruźlicy, i mamy bardzo dobre efekty, dużo lepsze niż w przypadku covidu. Widzimy tutaj szansę wejścia w niszę i realne zapotrzebowanie.