Wczoraj parlament ostatecznie uchwalił zmiany w prawie energetycznym, określane jako „mały trójpak". Organizacje promujące rozwój odnawialnych źródeł energii od razu skomentowały, że nowelizacja nie rozwiązuje poważnych problemów branży. I potrzebna jest ustawa specjalnie dla niej. I rzeczywiście – jeśli spojrzeć na losy małych, notowanych na giełdzie spółek z sektora OZE, wyraźnie widać, że część z nich przeżywa trudności. To właśnie najmniejsze spółki odczuwają skutki zawirowań najdotkliwiej. Mówi się wręcz o zapaści na rynku zielonych certyfikatów, a to właśnie o ten mechanizm w większym lub mniejszym stopniu opiera się biznes firm z sektora zielonej energii. Zielone certyfikaty potwierdzają, że prąd został wytworzony w ekologiczny sposób. Są sprzedawane na wolnym rynku, dzięki czemu miały wspierać OZE.
Co poszło nie tak?
Specjalizujący się w tej branży fundusz BBI Zeneris nie uplasował obligacji zamiennych serii I na akcje serii F. Spółka podała 16 lipca, że emisja nie doszła do skutku, ponieważ nie został osiągnięty próg emisji. Za to na początku lipca nie było większych problemów ze sprzedażą papierów serii J wartych około 23,15 mln zł zł. Wpływy z emisji pomogły spłacić wcześniejsze zobowiązania. Na 21 sierpnia zaplanowano walne zgromadzenie akcjonariuszy, na którym głosowana będzie emisja od 36,7 do 73,4 mln akcji serii F z prawem poboru. Akcjonariusze rozpatrzą też projekt scalenia papierów w stosunku 10 do 1. Obecnie rynek wycenia spółkę o ok. 50 proc. taniej niż rok wcześniej. By wyciągnąć BBI Zeneris z dołka, potrzebne będą nowe pomysły. Ich zapowiedzią może być wprowadzenie w maju do zarządu spółki Piotra Kardacha, wcześniej m.in. prezesa Sygnity.
– Obecna sytuacja firm z branży energetyki odnawialnej zależy od tego, jak dużą część ich przychodów stanowią wpływy ze sprzedaży zielonych certyfikatów. Ich ceny kształtują się w granicach poniżej 150 zł/MWh, czyli na poziomie o ok. 40 proc. niższym niż rok temu – wyjaśnia w rozmowie z „Parkietem" Piotr Kardach. – Jednym z rozwiązań jest łączenie wytwarzania zielonej energii z inną produkcją, niezależną od rynku OZE (np. węgla drzewnego) lub, jak np. w przypadku biogazowni, zmiana technologii na takie, które umożliwiają używanie do produkcji energii darmowych substratów odpadowych, zamiast płatnych, których używa obecnie większość polskich biogazowni – dodaje. Odnosząc się do bieżącej sytuacji na rynku, OZE wyjaśnia, że mimo wszystko widać symptomy wskazujące, że nie później niż w przyszłym roku ceny certyfikatów wzrosną. – To poprawi ekonomikę przedsiębiorstw OZE – zaznacza Kardach.
Biomasa mocno pod kreską
Ożywienie na rynku zielonych certyfikatów zdecydowanie przydałoby się notowanej na NC Widok Energii. W związku z tym, że miała kłopoty z terminowym wykupieniem obligacji, udało się jej wynegocjować z obligatariuszami posiadającymi ponad 75 proc. papierów dłużnych (wartych ponad 20,5 mln zł) restrukturyzację zadłużenia. Przewiduje ona, że obligacje pięciu serii (E1, E2, E3, K oraz obligacji serii D zamiennych na akcje) zostaną wykupione 31 lipca, czyli już w najbliższą środę.
Pozytywny dla spółki był fakt, że w połowie lipca firma Ekofinn-Pol wycofała wniosek o upadłość likwidacyjną Widok Energii. Ale spółka, szukając możliwości restrukturyzacji zobowiązań, sama złożyła na początku lipca wniosek o upadłość układową jednej ze swoich spółek zależnych – Widok Energia sp. z o.o., w której są dwa zakłady granulacji biomasy na północy Polski. Grupa chce zaproponować wierzycielom spółki-córki odroczenie spłaty należności do końca br., z jednoczesną redukcją zadłużenia o 20 proc. Zarząd podmiotu zależnego ocenia, że pozwoli to uregulować zadłużenie w ciągu trzech lat. Zdaniem zarządu Widok Energii to właśnie brak odpowiednich przepisów doprowadził do destabilizacji całego rynku OZE. Wytwarzanie energii z biomasy przestało się opłacać, więc spółki energetyczne nie chcą jej kupować. A producenci znaleźli się w tarapatach.