Profesjonalny inwestor

Bitcoin idzie na rekord? Popyt i podaż działają na jego korzyść

W środę kurs najbardziej popularnej kryptowaluty rósł nawet do 18 460 USD. To oznacza, że znalazł się zaledwie 8,3 proc. od szczytu wszech czasów.
Foto: Bloomberg

Minęło pięć miesięcy od trzeciego w historii bitcoina (BTC) halvingu, w wyniku którego nagroda za wykopanie bloku spadła o połowę, do 6,25 USD. Od maja kurs kryptowaluty wzrósł z 8500 USD do prawie 18 500 USD. Wygląda więc na to, że prawo popytu i podaży działa tu książkowo. Dynamika przyrostu nowych monet spadła, a z rynku napływają sygnały, że popyt na bitcoina nie gaśnie. Efekt widać na wykresie.

Zmiana narracji

Od początku roku bitcoin zyskał 146 proc. Dla porównania złoto podrożało o 22,6 proc., srebro o 33,9 proc., a S&P 500 o 10,4 proc. Środowe maksimum bitcoina na poziomie 18 460 USD oznacza, że w ujęciu dolarowym kryptowaluta znalazła się około 1500 USD od historycznego rekordu (ATH, od ang. All Time High) ustanowionego pod koniec 2017 r. Celowo piszę o ujęciu dolarowym, bowiem w relacji do rosnącej liczby walut fiducjarnych bitcoin swoje dotychczasowe ATH już zdążył pobić. W tym gronie jest także złoty. W szczycie sprzed trzech lat za jedną sztukę BTC trzeba było płacić 69 788 zł, a w środę kurs sięgnął w porywach 69 814 zł. Kryptowaluta pobiła swoje dotychczasowe ATH także w relacji do brazylijskiego reala, tureckiej liry, rosyjskiego rubla i argentyńskiego peso.

Oczywiście wszyscy zerkają na relację BTC/USD, bowiem to dolar amerykański wciąż stanowi „numer jeden" w świecie tradycyjnych walut i to najczęściej do niego ucieka kapitał, gdy w globalnym ładzie ekonomicznym dzieje się źle. Nie brakuje jednak analityków w dużych grupach bankowych, którzy coraz częściej mówią o bitcoinie w kategoriach alternatywy dla ochrony i przetrzymywania środków finansowych.

Foto: GG Parkiet

Kilka tygodni temu w raporcie JP Morgana porównywano bitcoina do złota, akcentując lepsze długoterminowe perspektywy dla tego pierwszego. W ostatnich dniach na portalu zerohedge.com cytowany był Jim Raid, jeden z dyrektorów zarządzających w Deutsche Banku. – Widać rosnący popyt na bitcoina, który podobnie jak złoto zaczyna być używany jako zabezpieczenie przed ryzykiem dolarowym i inflacją – powiedział. Niby nie ma w tych słowach nic odkrywczego, bo żeby dojść do takiego wniosku, wystarczy zerknąć na wykresy obu aktywów w ujęciu kilkumiesięcznym. Kluczowa jest jednak zmiana narracji. O ile kilka lat temu szef JP Morgana mówił o bitcoinie w kategoriach globalnego oszustwa, a analitycy rynków kapitałowych na słowo „kryptowaluty" reagowali złośliwym uśmiechem, to teraz bez wahania wymienia się bitcoina w jednym rzędzie z ostojami tradycyjnych finansów, czyli złotem i dolarem.

Podaż od górników

Czynnik werbalny ma istotne znaczenie, ale z pewnością sam kursu bitcoina nie napędza. Robią to inwestorzy. O ile w 2017 r. siłą napędową bańki była przede wszystkim „ulica", tak teraz wzrost zdają się napędzać instytucję. To pokłosie m.in. poprawy infrastruktury potrzebnej do korzystania z kryptowaluty (możliwość bezpiecznego przechowywania kluczy prywatnych, proste interfejsy do obsługi przelewów, itd.). Wspominałem już, że decyzje Revoluta i PayPala o wprowadzeniu kryptowalut do oferty były bardzo cenotwórczymi informacjami. Do tego doszły wiadomości, że oto duże, publiczne spółki, jak MicroStartegy, lokują niemałą część swoich rezerw właśnie w BTC. W ostatnich dniach pojawiła się też informacja, że Ricardo Salinas Pliego, plasujący się na trzecim miejscu wśród najbogatszych Meksykanów, ma w bitcoinie 10 proc. swojego portfela płynnościowego. To tylko wybrane, duże czynniki popytowe. Nie brakuje jednak podażowych.

Oprócz wspomnianego na początku halvingu, ostatnio silnie na cenę BTC oddziaływać może działanie chińskich górników. To oni kontrolują ok. 70 proc. światowej mocy obliczeniowej BTC i niemal codziennie sprzedają część wykopanych monet, by za juany sfinansować bieżące wydatki, głównie rachunki za energię. Ostatnio jednak z zamianą na juany mają problem, na co zwraca uwagę Omkar Godbole na łamach coindesk.com. – Wielu chińskich górników ma zamrażane konta bankowe i karty w związku z działaniami rządu w Pekinie przeciwko praniu pieniędzy za pośrednictwem transakcji kryptowalutowych – tłumaczy.

Lewą część wykresu zawsze analizuje się stosunkowo łatwo. Gorzej z prawą. Wiele osób zastanawia się, czy bitcoin przebije dolarowe ATH, a jeśli tak, to gdzie zatrzyma się ten rajd? Na razie wszystko układa się zgodnie ze schematem znanym z poprzednich dwóch halvingów. Jeśli historia znów zatoczy koło, to z pewnością 20 000 USD pęknie w bliżej nieokreślonej przyszłości, a nagłówki mediów będą informować o kolejnych szczytach. Prognozy, które można znaleźć w sieci, są bardzo optymistyczne i wskazują okrągłe poziomy. Przykładowo Mike McGlone, starszy strateg ds. surowców w Bloomberg Intelligence, uważa, że kapitalizacja bitcoina wzrośnie do 1 bln USD, co przy obecnej wycenie oznacza 200-proc. wzrost notowań. Poczekamy, zobaczymy...

Foto: GG Parkiet

Na wykres bitcoina warto teraz zerkać z szerokiej perspektywy. Tylko wówczas widać, jak bardzo tegoroczna fala wzrostowa przybliżyła notowania do rekordu z 2017 r. W ciągu ostatnich kilku dni kurs bez problemu przebił strefę oporową 16 500–17 000 USD i w porywach dotarł prawie do 18 500 USD. Przy obecnym układzie cenowym opór jest już tylko jeden – to 20 000 USD. Rynek jest obecnie wykupiony, co pokazuje chociażby RSI(14) przyjmujący wartość 78 pkt. W tym kontekście całkiem naturalny wydaje się scenariusz, w którym przed atakiem szczytowym następuje schłodzenie. Wspomniana strefa oporu teraz zamienia się w strefę wsparcia. Jeśli pęknie, niżej barierę stanowią okolice 13 800 USD, gdzie nakładają się lokalny szczyt i średnia z 50 sesji. PZ

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.