Parkiet TV

Sektor budowlany u progu boomu

Gościem Grzegorza Siemionczyka w czwartkowym wydaniu „Prosto z parkietu” był Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Foto: parkiet.com

Jak dotąd ożywienie w budownictwie po pandemii było znacznie słabsze niż w przemyśle i handlu. W czerwcu produkcja budowlano-montażowa (oczyszczona z wpływu czynników sezonowych) była o 10 proc. niższa niż w lutym 2020 r., podczas gdy produkcja przemysłowa była o 7,5 proc. wyższa, a sprzedaż detaliczna o 4 proc. wyższa. Dlaczego sektor budowlany został w tyle?

Tuż po wybuchu pandemii budownictwo radziło sobie lepiej niż inne sektory. Inaczej niż w przemyśle, w budownictwie nie doszło do zatrzymania prac, czego się obawialiśmy. W niektórych krajach, np. w Austrii i Irlandii, budowy również objął lockdown, w Polsce tego nie było. Budownictwo doświadczyło więc konsekwencji kryzysu z opóźnieniem. Hamowanie rozpoczęło się w II połowie 2020 r. Był to m.in. skutek spadku inwestycji samorządowych, co z kolei wiązało się ze spadkiem dochodów jednostek samorządu terytorialnego. Na to nałożyło się wyczerpanie budżetu unijnego na lata 2014–2020 r. oraz kalendarz wyborczy. Przerwa w napływie funduszy unijnych ograniczyła też inwestycje infrastrukturalne, szczególnie kolejowe. W sektorze prywatnym również doszło do spadku inwestycji, z wyjątkiem mieszkaniówki. Uważam jednak, że dołek, jeśli chodzi o produkcję budowlano-montażową, przypadł na I kwartał br. Teraz sektor budowlany znajduje się w blokach startowych, szykuje się do wybicia.

Czy wśród przyczyn słabej koniunktury w sektorze budowlanym są też problemy podażowe? Sporo mówi się o tym w odniesieniu do przemysłu, który boryka się np. z niedoborem pewnych komponentów, ale też wzrostem cen części surowców oraz frachtu. Czy w sektorze budowlanym takie bariery rozwojowe też widać?

Jak najbardziej. Mamy do czynienia z bezprecedensowym wzrostem cen materiałów budowlanych. Epizody wyraźnego wzrostu tych cen mieliśmy też w latach 2007–2008, potem w 2011–2012 i 2017–2019. Ale teraz skala zwyżek jest nadzwyczajna, sięga od kilkudziesięciu do nawet kilkuset procent. Szczególnie niepokojąca jest sytuacja na rynku stali, ale też drewna, styropianu, kabli, rur. To jest konsekwencja wzrostu cen surowców na rynkach światowych, m.in. metali, ale też ograniczeń produkcji niektórych materiałów, która ucierpiała w trakcie pandemii. Pod koniec 2020 r. pojawił się bardzo silny popyt na te materiały w Chinach, potem w USA i Europie, a podaż za tym nie nadążyła.

Na globalnym rynku ceny drewna już zaczęły maleć, podobnie ceny stali. Szczyty przypadły mniej więcej na wiosnę. Czy to oznacza, że wkrótce zwyżki cen materiałów budowlanych w Polsce też ustaną?

Faktycznie, wzrost cen materiałów budowlanych wyhamował w połowie roku. Ale czy zaczną spadać? Trudno powiedzieć. Może być tak, że korekta będzie płytka i krótka, bo jesteśmy dopiero u progu odbicia inwestycji. Do problemów podażowych dołączy presja popytowa. A stabilizacja cen na obecnym, bardzo wysokim poziomie, nie byłaby dobrą wiadomością. Chociaż, co warto podkreślić, wyniki firm budowlanych w I połowie 2021 r. były bardzo przyzwoite. Jak dotąd więc rosnące ceny materiałów nie uderzyły mocno w branżę. Czynnikiem łagodzącym były dość stabilne koszty pracy oraz spadające ceny usług podwykonawców. Prawdopodobnie jednak wzrost cen materiałów uwidoczni się w wynikach firm budowlanych z opóźnieniem. W najgorszej sytuacji będą firmy, które wygrały przetargi publiczne w połowie 2020 r., gdy ceny były w dołku. W sektorze prywatnym firmy budowlane są często w stanie przekonać inwestorów do waloryzacji kontraktu. W sektorze publicznym jest o to trudniej, mechanizmy waloryzacji nie są doskonałe.

W świetle danych GUS jak dotąd wzrost cen materiałów w niewielkim stopniu przekłada się na ceny produkcji budowlanej. Wprawdzie w lipcu wzrosły one o 3,9 proc. rok do roku, najbardziej od sierpnia 2008 r., ale we wspomnianym przez pana 2019 r. rosły niewiele wolniej. Tymczasem ceny produkcji przemysłowej skoczyły w lipcu o ponad 8 proc. Jak to tłumaczyć?

Z publikowanym przez GUS wskaźnikiem cen produkcji budowlano-montażowej jako branża mamy pewien problem od dawna. Kilka lat temu rozmawialiśmy z GUS na temat tego wskaźnika i pewne zmiany metodologiczne wychodzące naprzeciwko naszych oczekiwań zostały do niego wprowadzone. Wciąż jednak dobrze pokazuje on raczej tendencje, kierunek zmian, ale już nie ich skalę. Czyli mogę się zgodzić z tym, że ceny produkcji rosną najszybciej od kilkunastu lat, ale nie z tym, że rosną w tempie niespełna 4 proc. rok do roku. A proszę pamiętać, że jesteśmy wciąż w przededniu kumulacji prac budowlanych. To będzie kolejny czynnik wywierający presję na wzrost cen, szczególnie jeśli doprowadzi do nasilenia odczuwalnego już dzisiaj problemu z dostępnością pracowników.

Co stoi za pańskimi oczekiwaniami, że aktywność w sektorze budowlanym czeka solidne odbicie?

Po pierwsze, będziemy musieli mocno przyspieszyć z inwestycjami w energetyce, związanymi z dekarbonizacją gospodarki. Czekają nas potężne inwestycje gazowe i paliwowe. Spodziewam się też odblokowania inwestycji kolejowych. Do tego rząd zapowiedział potężny program inwestycji drogowych, wart niemal 300 mld zł do 2030 r. Nawet jeśli ten program jest zbyt ambitny i nie zostanie w pełni zrealizowany, to i tak czeka nas boom w budownictwie drogowym. Tymczasem rozgrzana jest wciąż mieszkaniówka, a w kolejnych latach można oczekiwać odbicia inwestycji samorządów, nawet jeśli ich dochody spadną wskutek obniżki podatków w ramach Polskiego Ładu. Spodziewam się więc, że lata 2022–2025 będą w sektorze budowlanym bardzo intensywnym okresem.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.