REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Trzy lata podatku bankowego

Część banków odrobiła wartość nowej daniny dzięki poprawie marż, głównie za sprawą niższych kosztów finansowania oraz wzrostowi wolumenów. Rentowność jednak wciąż jest niższa.
Foto: Bloomberg

PKO BP w latach 2016–2018 płacił odpowiednio 829 mln zł, 932 mln zł i 944 mln zł podatku bankowego. W pierwszym roku pochłonął 25 proc. hipotetycznego zysku, który bank wypracowałby bez tego obciążenia (skorygowanego o Visę). W 2017 r., gdy podatek obowiązywał już za pełny rok, było to 23 proc., a w 2018 r. już tylko 18 proc. W 2018 r. bank zarobił ok. 3,7 mld zł netto – o 1,2 mld zł więcej niż w 2016 r. skorygowanym o Visę, czyli w ujęciu nominalnym z nawiązką odrobił podatek.

Foto: GG Parkiet

Gdy jesienią 2015 r. PiS wygrało wybory parlamentarne, wyraźnie wzrosło prawdopodobieństwo, że czarny sen bankowców może się ziścić. Chodzi o wprowadzenie tzw. podatku bankowego, nad którym prace ruszyły z kopyta od razu po utworzeniu rządu – odwrotnie niż w przypadku ustawy frankowej, innej niekorzystnej dla banków obietnicy wyborczej, która do dziś nie została wprowadzona.

Znikła jedna piąta potencjalnego zysku

Pekao płacił 450 mln zł, 522 mln zł i 560 mln zł podatku w ostatnich trzech latach. W 2016 r. pochłonął 18 proc. zysku, który bank miałby bez tego obciążenia, w 2017 r. było to 21 proc., a w 2018 r. – 20 proc. (porównując do zysków skorygowanych). Aktywa banku, a więc podstawa opodatkowania, rosną szybciej niż skorygowane zyski. W 2018 r. Pekao zarobił tylko o 125 mln zł netto więcej niż w 2016 r. (po korekcie o Visę), czyli nie udało mu się odrobić podatku bankowego.

Foto: GG Parkiet

Ustawa o podatku była procedowana bardzo szybko i została uchwalona 15 stycznia 2016 r., czyli po zaledwie 43 dniach od wpływu projektu poselskiego do Sejmu i jeszcze zanim rząd formalnie przyjął w jej sprawie stanowisko. Jak wskazała Najwyższa Izba Kontroli tak szybkie tempo spowodowane było koniecznością pozyskania dodatkowego źródła finansowania wydatków budżetowych, w szczególności wydatków społecznych (program 500+). Podatek od niektórych instytucji finansowych, bo taka jest formalnie jego nazwa, obowiązuje od 1 lutego 2016 r. Objęto nim banki, oddziały banków i instytucji kredytowych, instytucje pożyczkowe oraz ubezpieczycieli i SKOK-i (te ostatnie jednak nie płacą go ze względu na kwotę wolną). Podstawą opodatkowania są aktywa, a stawka wynosi 0,44 proc. rocznie. Podstawa pomniejszana jest o 4 mld zł w przypadku banków, 2 mld zł dla ubezpieczycieli i 200 mln zł dla firm pożyczkowych. Podstawę opodatkowania zmniejszają także fundusze własne, obligacje skarbowe i aktywa nabyte od NBP stanowiące zabezpieczenie kredytu udzielonego przez NBP.

Santander Bank Polska wyłożył na nowy podatek 387 mln zł, 424 mln zł i 466 mln zł. Stanowiło to 16–17 proc. hipotetycznego zysku bez tej daniny. Wynik za 2018 r. skorygowaliśmy o kilka zdarzeń jednorazowych, ale bez uwzględnienia wyższych kosztów finansowania spowodowanych fuzją z Deutsche Bankiem Polska. W 2018 r. skorygowany zysk wyniósł 2,2 mld zł, czyli był o 280 mln zł wyższy niż w 2016 r. pomniejszony o efekt Visy, więc odrobić podatku się nie udało.

Foto: GG Parkiet

Mimo stuprocentowej ściągalności wpływy z podatku okazały się niższe niż pierwotnie zakładane 5–7 mld zł. W 2016 r. podatek przyniósł łącznie 3,5 mld zł, ale obowiązywał tylko przez 11 miesięcy (same banki zapłaciły 3,2 mld zł). W 2017 r., pierwszym pełnym roku, było to już ponad 4,3 mld zł (czyli 1,3 proc. dochodów budżetu państwa), z czego na banki przypadło 3,6 mld zł. Wartości całych wpływów za 2018 r. jeszcze nie ma, ale wiedząc, że banki wpłaciły blisko 3,8 mld zł i odpowiadają za 85 proc. wpływów, można je szacować na nieco ponad 4,4 mld zł.

mBank musiał wysupłać 330 mln zł, 375 mln zł i 402 mln zł nowego podatku. W pierwszym roku stanowił on 24 proc. wyniku, który osiągnąłby bez tej daniny i w kolejnych dwóch latach wskaźnik ten wzrósł do 26 proc. (po korekcie o zdarzenia jednorazowe). W 2018 r. zarobił 1,14 mld zł netto, bez uwzględnienia dodatkowego zysku ze sprzedaży części spółki mFinanse, czyli udało mu się poprawić zysk wobec 2016 r. tylko o 125 mln zł, dużo mniej niż płaci podatku bankowego.

Foto: GG Parkiet

– Najbardziej wyraźnym skutkiem wprowadzenia podatku bankowego był skokowy spadek zysków banków w pierwszych latach jego obowiązywania. Doprowadziło to do tego, że system bankowy jest nie tylko jedną z najbardziej opodatkowanych branż w Polsce – na co składa się podatek dochodowy i opłaty na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ale także limity w odliczaniu podatków i najwyższy w Europie podatek bankowy. Może być także uznany za najbardziej dociążony sektor bankowy w Europie, o ile nie na świecie – mówi Marcin Materna, dyrektor działu analiz w Millennium DM.

ING Bank Śląski płacił 280 mln zł, 330 i 372 mln zł podatku bankowego rocznie. W 2016 r. stanowiło to 20 proc. jego potencjalnego wyniku, w kolejnym roku 19 proc. i 20 proc. To najszybciej zwiększający aktywa bank w sektorze, co w połączeniu z poprawą marży dzięki niższym kosztom finansowania pomogło mu zasypać z nawiązką wartość podatku. W 2018 r. zarobił netto 1,5 mld zł, czyli o nieco ponad 400 mln zł więcej niż w 2016 r. i więcej, niż kosztuje go podatek.

Foto: GG Parkiet

Wprawdzie w 2016 r., pierwszym z nowym podatkiem, zysk netto sektora wzrósł o 24 proc., ale to nie jest odpowiedni wskaźnik, bo o wzroście zadecydowały zdarzenia jednorazowe: transakcja z Visą przyniosła sektorowi ponad 1,6 mld zł dodatkowego zysku netto, a wynik w 2015 r. obciążyła upadłość SK Banku i składka na nowy Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, co obniżyło wynik brutto odpowiednio o 2,1 mld zł i 600 mln zł. Ile więc realnie zysku banków pochłonął nowy podatek?

Sytuacja BGŻ BNP Paribas jest bardziej skomplikowana ze względu na przejęcia, które prowadził. Nie tylko zaburzyły one rachunek wyników (koszty fuzji obniżające wyniki), ale i podbiły wartość aktywów, a więc i płaconego podatku. Ta danina kosztowała go odpowiednio 186 mln zł, 206 mln zł i 213 mln zł. Bank dopiero pracuje nad osiągnięciem odpowiedniej rentowności po fuzjach, w 2018 r. podatek stanowił około jednej trzeciej zysku, który wypracowałby bez tej daniny.

Foto: GG Parkiet

Banki zapłaciły w 2016 r. 3,2 mld zł tej daniny, która nie jest kosztem uzyskania przychodu, i gdyby nie ona, zysk netto sektora wyniósłby 15,5 mld zł, nie 12,3 mld zł (obydwa rezultaty skorygowane o transakcję z Visą). Zatem podatek pochłonął w 2016 r. blisko 21 proc. hipotetycznego zysku sektora bez tej daniny. To nieco uproszczony rachunek, bo już w tym pierwszym roku nowego podatku banki zaczęły wprowadzać rozwiązania mające odbudowywać skokowy spadek rentowności. Dość dobrze jednak oddaje skalę utraty zysków banków, co potwierdzają wyniki w II kwartale 2016. r, pierwszym z pełnym podatkiem, ale zanim jeszcze „optymalizacja" podatku zaczęła przynosić pełne efekty. W całym 2017 r. danina stanowiła równe 21 proc. hipotetycznego zysku bez tego obciążenia, zaś w 2018 r. było to około 19,8 proc.

Mozolne odrabianie strat

Millennium wydał w ostatnich trzech latach odpowiednio 174 mln zł, 188 mln zł i 199 mln zł na podatek bankowy. W jego hipotetycznym zysku bez tej daniny było to 27 proc., 22 proc. i 21 proc. Bank w 2018 r. zarobił 761 mln zł, czyli poprawił wynik w porównaniu ze skorygowanym o Visę rezultatem z 2016 r. o 290 mln zł, co oznacza, że udało mu się z nawiązką odrobić nowy podatek. Zadecydowała o tym poprawa marży dzięki niższym kosztom finansowania i wzrostowi rentowności aktywów.

Foto: GG Parkiet

Niektóre banki liczyły, że uda im się odrobić podatek od aktywów już po trzech latach – takie nadzieje miał choćby mBank w połowie 2016 r. W ujęciu nominalnym i patrząc na dane całego sektora – jeszcze się to nie udało. W 2018 r. zysk netto sektora wyniósł około 15,3 mld zł (szacunki oparte na danych za 11 miesięcy), czyli przez trzy lata urósł o równe 3 mld zł w porównaniu z wynikiem sektora zanotowanym w 2016 r. (skorygowanym o Visę). Brakuje zatem jeszcze około 500–700 mln zł. Można zaryzykować stwierdzenie, że po trzech latach od startu podatku sektor odrobiłby go, gdyby nie bardzo duże straty Idea Banku i Getin Noble Banku, które w 2018 r. mogły obciążyć wynik netto sektora łącznie na 500 mln zł (głównie z powodu dużych odpisów).

Alior płacił 131 mln zł, 201 mln zł i 209 mln zł podatku bankowego (wzrost w 2017 r. wynika z rozpoczętej w listopadzie 2016 r. konsolidacji przejętej części Banku BPH). Początkowo danina ta stanowiła 28 proc. zysku, który osiągnąłby bez tego obciążenia (skorygowanego o zdarzenia jednorazowe). W 2018 r. wskaźnik ten mógł zmaleć do 23 proc. Bank zarobił wtedy 720 mln zł netto, czyli o 364 mln zł więcej niż w 2016 r. i wyraźnie więcej, niż kosztuje go nowy podatek.

Foto: GG Parkiet

Głównym sposobem na odrabianie podatku bankowego okazały się nie większe opłaty i prowizje oraz marże kredytowe, jak początkowo się obawiano, ale cięcie oprocentowania.

– Tylko początkowo podatek wpłynął lekko na wzrost opłat i prowizji, ale banki szybko zorientowały się, że łatwiej zarządzać marżą odsetkową niż opłatami. Obserwując banki giełdowe, można zauważyć, że wprowadzenie podatku zahamowało trend spadku tego wskaźnika. W analizowanym okresie wręcz marża odsetkowa netto wzrosła mimo stabilnych stóp procentowych. Nowa danina, jako że trudniej było ją zrekompensować wzrostem marż kredytowych, negatywnie odbiła się na oprocentowaniu lokat czy kont: ich średni poziom spadł w tym okresie – wskazuje Materna.

Potwierdzają to liczby. Średnie oprocentowanie nowych depozytów terminowych gospodarstw domowych na początku 2016 r. wynosiło 1,71 proc., zaś w połowie ubiegłego roku było o 0,20 pkt proc. niższe. W podobnym stopniu spadło oprocentowanie nowych depozytów dla przedsiębiorstw – do 1,15 proc. z 1,36 proc. To spadki po około 15 proc., czyli całkiem sporo.

Ścięcie oprocentowania depozytów przez banki było możliwe dzięki sporej nadpłynności w sektorze i szybszemu napływowi pieniędzy klientów niż wzrostowi akcji kredytowej. Poza tym poprawiała się struktura finansowania (rósł udział depozytów bieżących kosztem terminowych) i wraz z cięciem oprocentowania umożliwiło to bankom obniżenie łącznego średniego kosztu finansowania pomimo stabilnych stóp procentowych. W 2015 r. wyniósł w sektorze 1,33 proc., a w 2018 r. już tylko 1,03 proc. Jednocześnie rentowność aktywów mniej więcej utrzymała się, co pozwoliło na wzrost marży odsetkowej do około 2,64 proc. w 2018 r. z 2,37 proc. w 2016 r. To niby niedużo, ale marża urosła o 11 proc. i dzięki dużej skali aktywów odsetkowych sektora (ok. 1,8 bln zł w ubiegłym roku) miało to spore przełożenie na wzrost wyniku odsetkowego. Wynik odsetkowy banków w 2018 r. był o około 10,6 mld zł wyższy niż w 2016 r. i można szacować, że wzrost bilansów odpowiada za poprawę wyniku odsetkowego o 5,8 mld zł, a do poprawy o kolejne 4,9 mld zł przyczynił się wzrost marży odsetkowej. Innymi słowy – gdyby bankom nie udało się podnieść marży odsetkowej tak jak to zrobiły i pozostałaby ona na poziomie z 2015 r., to ich wynik po uwzględnieniu podatku byłby w 2018 r. niższy o 4 mld zł.

Niektórym bankom, takim jak PKO BP, ING Bankowi Śląskiemu, Millennium i Aliorowi, już po trzech latach udało się z nawiązką odrobić podatek, a Santanderowi uda się to pewnie w tym roku. Łączy ich to, że postawiły na wzrost wolumenów (szczególnie ING BSK i Alior), pomogło im też wspomniane zmniejszenie kosztów finansowania i ryzyka. Innym – takim jak Pekao, mBankowi i BGŻ BNP Paribas – jeszcze się to nie udało.

Jednak rentowność banków nie wskazuje na odrabianie strat. Wskaźnik ROE sektora, skorygowany o Visę, wyniósł w 2016 r., pierwszym roku z podatkiem, około 6,8 proc. Czyli wyraźnie spadł w porównaniu z 8,9 proc. z 2015 r. (skorygowanym o składki na BFG po upadłości SK Banku i opłatę na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców). W 2017 r. wzrósł do 7 proc., a w 2018 r. – do 7,5 proc. To jednak nie jest najlepsza miara wpływu podatku od aktywów na rentowność banków, bo jest zaburzana przez kapitały – a wymagania w tym zakresie rosły. Wskazówką, że rentowność poprawia się od dołka z 2016 r., jest wspomniana coraz lepsza marża odsetkowa.

Katastrofy nie ma, ale warto coś zmienić

Przed wprowadzeniem podatku pojawiały się obawy, że przyhamuje on akcję kredytową. Na ile faktycznie do tego doszło? – Sądząc po dość słabym wzroście akcji kredytowej w segmencie firm i to przy bardzo dobrej koniunkturze, obawy te okazały się słuszne. Jednak negatywny wpływ podatku był mniejszy, niż można się było spodziewać. Niższy popyt na pożyczki sprawił, że banki nie były zmuszone do ograniczenia w tym zakresie. Warto zwrócić uwagę, że w segmencie firm spadły marże depozytowe jako te najprostsze do zarządzania. Największe firmy zaczęły też szukać pożyczek za granicą. Z całościową oceną wpływu podatku na kredyty poczekajmy jednak do dekoniunktury. Banki, chcąc zrekompensować sobie wolumenami podatek bankowy, zaangażowały się w ostatnich latach w udzielanie kredytów gospodarstwom domowym, bo tu popyt w przeciwieństwie do firm był. Może się okazać, że zrobiły to zbyt agresywnie i udzieliły kredytów w skali, a zwłaszcza przy marży, która w normalnych warunkach nie byłaby akceptowana – uważa Materna.

Eksperci wskazują, że podatek uderza też w pozycję konkurencyjną polskich banków w porównaniu z zagranicznymi rywalami, którzy nie są opodatkowani lub są w znacznie mniejszym stopniu. To powoduje niezdolność polskich kredytodawców do ekspansji zagranicznej: nasze banki nie przejmują i nie będą przejmować zagranicznych rywali, bo od razu po wchłonięciu takiego podmiotu musiałyby płacić duży podatek (jest on pobierany na poziomie grup kapitałowych), więc są na straconej pozycji. Co jakiś czas pojawiają się apele branży, aby zmienić zasady naliczania podatku, np. zamrozić podstawę opodatkowania na koniec któregoś roku. Teraz konstrukcja podatku zakłada, że jest on kroczący, tzn. kwota podatku podąża systematycznie – i to z każdym miesiącem – za podstawą opodatkowania, której wysokość determinują głównie aktywa. Jeśli rosną – do czego bank powinien naturalnie dążyć – podatek zwiększa się. Dlatego właśnie były obawy, że banki przyhamują akcję kredytową i będą udzielać tylko tych bardziej rentownych. Były także propozycje, aby wyłączyć lub zmniejszyć stawkę dla najmniej rentownych rodzajów kredytów, np. dla dużych przedsiębiorstw. Także same firmy, które muszą więcej płacić za kredyt, stoją na gorszej pozycji konkurencyjnej względem swoich zagranicznych odpowiedników (szczególnie tych ze strefy euro, gdzie stopy procentowe są niższe).

– Podatek jest za wysoki i klienci płacą za jego wprowadzenie w postaci wyższych marż kredytowych czy niższych stawek za lokaty, częściowo także opłat bankowych. To jest tak samo oczywiste jak stwierdzenie, że każdy koszt w firmie zostanie prędzej czy później przerzucony na klienta, o ile tylko konkurencja na to pozwala – uważa Materna. Jego zdaniem powinien być ograniczony, biorąc pod uwagę rozwój fintechów, konkurencję zagranicznych podmiotów czy nowoczesne rozwiązania finansowe, których podatek nie dotyczy. Pojawiają się także argumenty, że ograniczenie daniny zwiększyłoby konkurencyjność polskiego sektora bankowo-ubezpieczeniowego, także jego działalności za granicą. Do tego dochodzi wzrost wycen banków czy ubezpieczycieli, gdyby podatek został zmniejszony.


pytania do...
Kamila Stolarskiego, analityka Pekao Investment Banking
Mijają trzy lata od wejścia podatku bankowego. Jakie przyniósł skutki?
Nie doszło, tak jak niektórzy wieszczyli przed jego wprowadzeniem, do zachwiania stabilności sektora finansowego. Podatek uderzył jednak w wysokość zysków sektora i jego rentowność, więc banki podjęły próby odrabiania utraconych zysków. Banki są pośrednikami działającymi na rynku finansowym i nakładane na siebie obciążenia przenoszą na klientów. Jednym ze skutków podatku, odczuwalnym przez klientów, jest niższe oprocentowanie depozytów terminowych, bieżących i kont oszczędnościowych. Dzięki niższym kosztom finansowania banki zrekompensowały całkiem sporą część podatku. Cięcie oprocentowania depozytów w dobie stabilnych stóp procentowych było ewenementem. Duża nadpłynność w sektorze spowodowała, że banki odrabiały utraconą rentowność, właśnie obniżając ceny depozytów. Gdyby płynność nie była tak dobra, banki reagowałyby na podatek inaczej: podnosząc marże kredytowe lub opłaty.
Na ile sprawdziły się inne obawy o skutki wejścia podatku?
Akcja kredytowa banków rozwija się w ostatnich latach dobrze, wbrew obawom, że może przyhamować czy nawet spaść, a firmy przerzucą się na finansowanie obligacjami. Nie doszło też do masowego podnoszenia marż kredytowych, jedynym produktem, gdzie widoczny był pewien, ale ograniczony, ruch w górę są hipoteki. Nie widać też istotnego wzrostu opłat i prowizji pobieranych przez banki. Nadal klienci detaliczni mają dostęp do darmowych kont, kart i przelewów. Między innymi z powodu wciąż dużej konkurencyjności polskiego sektora nie ziściły się zapowiedzi niektórych bankowców, że to już koniec darmowej bankowości w Polsce.
Rentowność sektora mierzona ROE poprawiła się jednak tylko nieznacznie.
Tak, ale to nie jest w pełni dobra miara, bo trzeba pamiętać, że wzrosły też wymogi kapitałowe. W ostatnich dwóch latach zyski banków rosły przy stabilnych stopach procentowych w dwucyfrowym tempie, szybciej niż rosły ich bilanse, co pokazuje, że ich rentowność jednak się poprawia. Banki muszą podnosić ROE, bo po nałożeniu podatku spadło poniżej 7 proc., do poziomów nieakceptowalnych dla właścicieli. To kwestia czasu, aż banki odrobią większość utraconej rentowności przez podatek bankowy. Na tę daninę składają się akcjonariusze banków i klienci banków. Z czasem coraz większa część podatku finansowana jest przez klientów.
Długookresowe działanie sektora bankowego z 8-proc. ROE przy wzroście aktywów o 6–7 proc. rocznie jest pozbawione sensu. W takim scenariuszu sektor przeznaczałby zdecydowaną część zysku na zwiększające się wymogi kapitałowe, a zwrot trafiający do akcjonariuszy w postaci dywidend byłby minimalny i nie uzasadniał ponoszenia ryzyka związanego z działalnością bankową. Według mnie bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalsza poprawa rentowności sektora bankowego w Polsce. Do wzrostu rentowności może przyczynić się dalsza konsolidacja, podnoszenie opłat, optymalizacja kosztów, zwiększanie marż kredytowych czy dalsza poprawa struktury i obniżania cen depozytów. Trend poprawy rentowności obserwujemy na bieżąco i przy braku nadzwyczajnych zdarzeń, stabilnych stopach i kosztach ryzyka sektor może poprawiać wyniki nawet w dwucyfrowym tempie.
Co z konsolidacją, czyli kolejnym skutkiem podatku?
Konsolidacja przyspieszyła, ponieważ część banków zdecydowała się opuścić Polskę. W niektórych przypadkach były to decyzje indywidualne, ale w niektórych kluczowe było przekonanie właścicieli banków, że sektor w Polsce przestał być atrakcyjny. Tempo kredytów już nie rośnie tak szybko jak kiedyś, podatek bankowy wyraźnie obniżył rentowność. Banki stanęły przed wyborem: zainwestować w kapitały i w technologię albo odpaść z wyścigu. W bankach skutki strategii „na przeczekanie" bywają dewastacyjne. Mniejsza skala nie uzasadnia inwestycji w IT i budowania uniwersalnej oferty, co zniechęca klientów do niedoinwestowanych banków, co znowu sprawia, że dystans do liderów się powiększa. Takie banki stają się celami akwizycji przez większych graczy. Dlatego spodziewam się kolejnych procesów konsolidacyjnych w najbliższych latach. MR

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA