Okiem eksperta

Sytuacja na wykresach nie zachęca do kupna akcji

Nowy tydzień na europejskich giełdach rozpoczął się od wzrostu indeksów. Jako że korelowało to z mocnym odreagowaniem piątkowej przeceny na rynku ropy, umocnieniem walut rynków wschodzących i ogólnym spadkiem awersji do ryzyka, można przyjąć wstępną tezę, że piątkowe strachy wywołane nową mutacją koronawirusa okazały się zdecydowanie przesadzone.

Marcin Kiepas analityk, Tickmill

Foto: materiały prasowe

Dlaczego teza ma wstępnym charakter? Z kilku powodów. Po pierwsze, o nowym koronawirusie wciąż niewiele wiadomo, a w zestawieniu z dużo gorszą od zakładanej sytuacją epidemiczną w Europie już samo to jest czynnikiem każącym zachować ostrożność. Po drugie, w wielu przypadkach poniedziałkowe odreagowanie nie zanegowało wygenerowanych w piątek sygnałów sprzedaży na indeksach, przez co ryzyko przedłużenia korekty wydaje się wciąż spore. I po trzecie, a odnosi się to bezpośrednio do warszawskiej giełdy, jest ona teraz tak słaba jak Legia w Ekstraklasie, stąd prognozowanie innych zwyżek niż tylko korekcyjne wydaje się jedynie pobożnymi życzeniami.

Niewielu teraz potrafi odgadnąć, jak w najbliższych tygodniach będzie kształtowała się sytuacja epidemiczna w Europie. A jeszcze mniej, czy poniedziałkowa sesja w Warszawie to takie 1:0 Legii z Jagiellonią, czy może jednak zapowiedź trwałego zwrotu na rynku, który poprzedzi najpierw rajd Świętego Mikołaja i efekt stycznia.

W sytuacji gdy jest tak wiele niewiadomych, pozostaje odwołać się do mądrości tłumu, czyli do... analizy technicznej.

Sytuacja na wykresie dziennym WIG20 wygląda źle. I poniedziałkowa sesja, nawet w zestawieniu z zauważalnym już wyprzedaniem, niewiele tu zmienia. Tu karty zostały rozdane w piątek, gdy indeks zanurkował poniżej 2200 pkt, otwierając szeroką lukę bessy i kreśląc długą spadkową świecę. Dopóki pozostaje on poniżej oporu na 2229,44 pkt., ryzyko zejścia w okolicę 2000 pkt będzie większe niż powrotu do październikowego szczytu (2478,55 pkt).

Bardzo podobnie kształtuje się sytuacja na wykresie indeksu WIG. I to nawet pomimo tego, że poniedziałkowy zwrot powyżej lokalnych dołków z czerwca i lipca niesie odrobinę więcej optymizmu. To jednak tylko złudzenie. Przynajmniej do czasu, aż indeks nie domknie piątkowej luki bessy, czyli nie wróci powyżej 68 860,62 pkt.

Niestety równie źle prezentuje się sytuacja na wykresie niemieckiego DAX. Piątkowa luka bessy, już druga od momentu, gdy 18 listopada rozpoczęła się realizacja zysków, blokuje możliwość wzrostu, jednocześnie zwiększając ryzyko spadków w okolicę 15 000 pkt. Dobrą informacją jest to, że zejście niżej wydaje się mało prawdopodobne. Stąd to idealny punkt zwrotny. A ewentualne zwyżki na giełdzie we Frankfurcie, co jeszcze w I kwartale 2022 r. powinno przynieść nowe rekordy na DAX, mają szansę pociągnąć w górę również giełdę w Warszawie.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.