Okiem eksperta

Obawy przed drugą falą pandemii?

Główne międzynarodowe instytucje finansowe są generalnie optymistycznie nastawione, jeśli chodzi o tempo wzrostu gospodarczego na świecie w przyszłym roku.

Wojciech Białek, K(NO)W FUTURE

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Po bardzo silnym spadku w bieżącym roku (od 4,4 do 6,1 proc.) roczna dynamika realnego PKB na świecie w 2021 r. jest szacowana na +4,2 proc. przez Bank Światowy, +4,8 proc. przez EUI (Economist Intelligence Unit) oraz na +5,3 proc. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Te prognozy generalnie sugerują dla świata na lata 2020–2021 gospodarczy scenariusz dosyć podobny do tego, jaki rozegrał się w latach 2009–2010, kiedy po spadku PKB na świecie o 1,8 proc. podczas wielkiej recesji rok później przyszło silne odbicie o 4,3 proc.

Nieco mniej jednoznaczna jest prognoza OECD. Wyróżnia ona dwa scenariusze: „single hit scenario", w którym apogeum pandemii jest już za nami, a realny PKB na świecie spadnie w tym roku o 6 proc., by odbić w przyszłym w górę o +5,2 proc., oraz „double hit scenario", w którym jesienią i zimą pandemia ponownie uderzy z dużą siłą, powodując pogłębienie tegorocznego spadku realnego PKB na świecie do 7,6 proc. i wzrost w roku przyszłym o zaledwie 2,8 proc.

Ten hipotetyczny „double hit scenario" OECD trochę kojarzy się z przypadkiem grypy hiszpanki, której pierwsza wiosenna fala z 1918 r. była stosunkowo łagodna, natomiast druga, jesienna bardzo zabójcza (195 tys. ofiar w samych USA jedynie w październiku 1918 r.), chociaż obecnie nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że ewentualna druga fala obecnej pandemii byłaby bardziej zabójcza niż pierwsza, tak jak to było 102 lata temu.

O tym, że sytuacja może się ponownie gwałtownie pogorszyć, może jednak świadczyć przypadek Izraela, który w minioną niedzielę jako pierwszy kraj na świecie wprowadził powtórnie surową kwarantannę dla swoich obywateli. Nastąpiło to, kiedy liczba nowych przypadków rejestrowanych dziennie zaczęła przekraczać 4 tys. w tym zamieszkiwanym przez 8,9 mln osób kraju (w środę było już ponad 6 tys.). Dla porównania w naszym kraju w środę zarejestrowano 600 nowych zakażeń, a więc dziesięciokrotnie mniej przy ok. czterokrotnie większej niż w Izraelu populacji. Również w UE liczba nowych przypadków zakażeń osiągnęła w tym tygodniu poziom szczytu z początku kwietnia.

Czy to właśnie obawami przed nadejściem drugiej fali pandemii, która wymusiłaby jesienią ponowne wprowadzanie kwarantann na świecie, można tłumaczyć ostatnią słabość rynków akcji (WIG20 flirtował w trakcie czwartkowej sesji z 3,5-miesięcznym dołkiem)? Wyraźna sezonowość takich chorób jak grypa sugerowałaby duże ryzyko takiego scenariusza. Z pewnością w optymistyczne scenariusze nie wierzą nadal amerykańscy inwestorzy indywidualni ankietowani przez American Association of Individual Investors, wśród których pesymiści przeważali 30. tydzień z rzędu (poprzedni 28-tygodniowy rekord ustanowiony został podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej 30 lat temu). ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.