Okiem eksperta

Rekord długości hossy na S&P 500

Wychodząc w sierpniu na nowy historyczny szczyt, indeks S&P 500 ustanowił nowy historyczny rekord długości hossy.

Wojciech Białek analityk finansowy

Foto: Archiwum

Poprzednia najdłuższa hossa rozegrała się pomiędzy 11 października 1990 r. (apogeum recesji gospodarczej wywołanej szokiem naftowym spowodowanym zajęciem Kuwejtu przez Irak) a 24 marca 2000 r. (szczyt hossy „internetowej"). Obecna hossa rozpoczęła się 9 marca 2009 r. w apogeum „Wielkiej Recesji", wywołanej pęknięciem bańki na globalnym rynku kredytów hipotecznych.

Co ciekawe, po spadkach w lutym i marcu S&P 500 rósł w kwietniu, maju, czerwcu, lipcu i – chyba – sierpniu. Taka sekwencja miesięcznych zwyżek w okresie maj–sierpień zdarzyła się w okresie minionych 100 lat siedmiokrotnie (2017, 2009, 2003, 1980, 1958, 1935 oraz 1927). W każdym z tych siedmiu przypadków S&P 500 był osiem miesięcy później przynajmniej o prawie 10 proc. wyżej. Oczywiście do tego typu „statystyk" nie należy przywiązywać przesadnej wagi: w latach 1871–1928 były cztery tego typu sygnały, ale tylko w dwóch z nich indeks kontynuował wzrost po takiej sekwencji pięciomiesięcznych zwyżek od kwietnia do sierpnia.

Ostatnia fala wzrostu cen akcji w USA sprowokowała również nasz rynek do odrabiania strat poniesionych w pierwszym półroczu. WIG20, który jeszcze pod koniec czerwca spadł do najniższego poziomu od ponad roku, już niecałe trzy miesiące później znalazł się na najwyższym poziomie od ponad pięciu miesięcy. Co ciekawe, w historii WIG20 podobne sytuacje zdarzyły się tylko czterokrotnie (sygnały 15 kwietnia 2015, 14 listopada 2001, 23 lutego 1998 oraz 19 kwietnia 1995). W każdym z tych czterech przypadków jeden–dwa miesiące później indeks ustanawiał istotny szczyt, będący albo końcem korekty bessy (fali B jak w maju 2015 oraz marcu 1998), albo końcem pierwszej fali nowej hossy (jak w styczniu 2002 i maju 1995). W każdym przypadku po takim szczycie (w obecnych realiach ustanawianym w okresie wrzesień–listopad) przychodził spadek trwający siedem–dziewięć miesięcy. Później nadchodził silny wzrost cen akcji. W obecnych realiach dawałoby to wiosnę 2019 r. jako początek silnej fali wzrostowej WIG20.

Na razie krajowi inwestorzy indywidualni nie wierzą w ten wzrost. Saldo optymistów i pesymistów w cotygodniowym sondażu INI SII, które pod koniec czerwca osiągnęło historyczne minimum na poziomie -42 pkt proc., nadal pozostaje ujemne (-8,6 pkt proc.) i niższe od lokalnego szczytu z przełomu lipca i sierpnia (-6,3 proc.). W ponadsiedmioletniej historii tego wskaźnika najniższymi poziomami salda INI SII, przy których formowały się istotne szczyty WIG20 w ramach cyklu 20-tygodniowego, były +26,5 pkt proc. w styczniu br. i +27 pkt proc. we wrześniu 2014 r. Do tych poziomów optymizmu jest ciągle bardzo daleko, ale być może, skoro czerwcowy dołek cen akcji uformował się przy rekordowym pesymizmie, to i następnemu ważnemu lokalnemu szczytowi towarzyszyć będą relatywnie słabe nastroje. Niezależnie od tego – z kontrariańskiego punktu widzenia – brak wiary krajowych inwestorów indywidualnych w możliwość dalszych zwyżek sugeruje, że rozpoczęta dwa miesiące temu domniemana korekcyjna „fala B" bessy nie jest jeszcze zakończona.


Wideo komentarz