Inwestycje

Dorota Sierakowska, DM BOŚ: Czy ropa ma szanse dotrzeć do 100 USD?

#PROSTOzPARKIETU. Dorota Sierakowska: korekta cen surowców może być gwałtowna.

Przemysław Tychmanowicz rozmawiał w Parkiet TV z Dorotą Sierakowską, analityk DM BOŚ.

Foto: parkiet.com

Cena ropy przebija coraz wyższe poziomy. Co napędza jej ceny?

Obecnie można byłoby nawet zadać pytanie, co nie wpływa pozytywnie na wzrost cen? Jest bowiem tak wiele czynników, które ostatnio działają na ropę, że fundamentalnie popyt miał bardzo mocne argumenty. Mamy do czynienia chociażby ze zwiększonym zapotrzebowaniem na surowce energetyczne. To wiąże się m.in. z tym, że gospodarki, w szczególności te azjatyckie, otwierają się po pandemii, widać większy popyt na paliwa, rozumiane też bardzo szeroko. Ropa naftowa drożeje więc w obliczu drożejących innych surowców energetycznych. Pamiętajmy poza tym, że z ropy można otrzymywać energię elektryczną. Oczywiście do tego dochodzi kwestia podaży na rynku. W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z huraganem i ograniczeniem produkcji. Widać było ograniczenie podaży pozostałych surowców energetycznych. Wywołało to ogólnorynkowe obawy dotyczące podaży, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się zimy.

Jest jeszcze OPEC+, który ostatnio nie zmienił założeń polityki dotyczącej produkcji ropy.

OPEC+ podjął bardzo ciekawą decyzję. Ona może świadczyć o tym, że organizacja ta uważa, iż zwiększanie produkcji jest po prostu niepotrzebne. Takie wnioski można było wysnuć z wypowiedzi przedstawicieli OPEC+. Dalej więc mamy stopniowe zwiększanie produkcji do końca tego roku. Moim zdaniem OPEC+ w ostatnich latach na ogół podejmował relatywnie trafne decyzje dotyczące dopasowania produkcji do poziomu globalnego popytu. Możliwe, że tym razem OPEC+ też obawia się tego, że nagle z obecnego, ogromnego zapotrzebowanie na surowiec, rynek przeskoczy zbyt szybko w nadwyżkę ropy, co oczywiście nakręciłoby spadek cen. Myślę więc, że OPEC+ może przyczynić się do tego, że ceny będą się stabilizowały w okresie kilkumiesięcznym czy nawet rocznym. W tym momencie popyt na ropę może być natomiast w dużej mierze uzależniony od czynników, które są relatywnie trudne do przewidzenia, jak chociażby to, czy będzie mroźna czy łagodna zima.

Stabilizacja cen przy obecnych poziomach? Czy możliwe jest, że niedługo zobaczymy 100 USD za baryłkę, a może trzeba będzie na to dłużej poczekać?

Zastanawiam się, czy w ogóle poziom 100 USD jest realny w ciągu najbliższych lat. Oczywiście rynki nie są racjonalne i w perspektywie nawet najbliższych tygodni może dojść do dalszych mocnych zwyżek i osiągnięcia wspomnianego poziomu 100 USD, bo chociażby pojawią się nowe informacje, których rynek jeszcze nie zdyskontował. Wydaje mi się jednak, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Mimo wszystko w dużej mierze inwestorzy spodziewają się niewielkiej podaży surowców energetycznych i to jest już w cenach. Mamy też do czynienia z bardzo dużymi pozycjami spekulacyjnymi, które zakładają wzrost cen ropy. Spora część inwestorów weszła już na rynek i można zadać sobie pytanie, kto może jeszcze pociągnąć ceny ropy w górę. Krótkoterminowo możemy więc jeszcze zobaczyć różne, nagłe nerwowe ruch, jednak w perspektywie do końca roku czy też w ciągu pół roku, uważam, że ceny ropy będą raczej niższe niż teraz. Wynikać to będzie z faktu, że sytuacja na rynku surowców energetycznych powinna się jednak nieco uspokoić.

Te długie pozycje na ropie naftowej to może być jednak broń obosieczna. Oczywiście ostatnio stanowiły one wsparcie, ale w przypadku korekty, mogą one ją tylko przyspieszyć i wzmocnić.

Istnieje takie ryzyko. Zawsze takie mocne wychylenie się wahadła rynkowego jest czynnikiem, który sprawia, że ryzyko inwestowania na danym rynku jest większe. Moim zdaniem już teraz, zajmowanie długiej pozycji na rynku ropy naftowej jest obarczone coraz większym ryzykiem. Wystarczy bowiem, że część funduszy zacznie realizować zyski ze swoich inwestycji. To może przyspieszyć spadki i sprawi, że zobaczymy dynamiczną i gwałtowną korektę. Na ten czynnik warto więc zawsze uważać.

Problemy ze wzrostem mają natomiast metale szlachetne, takie jak chociażby złoto czy srebro. Dopóki mamy mocnego dolara wzrost na tych rynkach jest niemożliwy?

Nie da się ukryć, że rynki te tkwią w niepewności. Mimo że ostatnio mieliśmy spore ruchy na rynku dolara i złota, to informacje, które się pojawiły, nie odpowiedziały na pytanie, czy Fed zdecyduje się na to, aby od listopada już zacząć zacieśnianie polityki pieniężnej. Szczególnie złoto jest teraz zależne od dolara i ciężko będzie wyrwać się z tego powiązania. Inwestorzy nadal bowiem czekają na to, co zrobi Fed. Wielu z nich wstrzymuje się w związku z tym z decyzjami, co przekłada się na konsolidację na rynku złota. Myślę, że taka sytuacja może się jeszcze jakiś czas utrzymywać i może nas czekać relatywnie mało zdecydowanych ruchów.

Podczas ostatniej naszej rozmowy mówiła pani, że mimo wszystko metale szlachetne mają dobre perspektywy w dłuższym terminie. Nadal tak jest?

Tak. Nadal uważam, że w długim terminie ceny złota powinny rosnąć i wejść w nową, dłuższą hossę, natomiast krótkoterminowo, tak jak wspomniałam, wygląda to nieco gorzej. Punkt przegięcia się jednak zbliża. W momencie ogłoszenia zacieśniania polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych istnieje prawdopodobieństwo, że zobaczymy jeszcze presję na spadek cen złota, bo zapewne ta decyzja też przełoży się na dolara. Natomiast, kiedy ten kurz opadnie, być może zobaczymy próbę ustabilizowania notowań i wypracowanie długoterminowego dna.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.