Inwestycje

Krzysztof Stupnicki: To koniec ostrego trendu wzrostowego surowców

#PROSTOZPARKIETU. Krzysztof Stupnicki: Inflacja w Polsce wymknęła się spod kontroli.

W poniedziałek gościem Andrzeja Steca był Krzysztof Stupnicki, doradca zarządu Kredyt Inkaso.

Foto: parkiet.com

W 2008 r. krew lała się na rynkach finansowych po upadku Lehman Brothers. Pamiętam, jak pan mówił wtedy, że warto uzupełniać portfele o akcje. Dzisiaj też nie wiadomo, w czym lokować nadwyżki. Zacznijmy od obligacji. Warto je mieć w portfelu? Które?

Obligacje skarbowe o stałej stopie procentowej są mało dochodowe na najbliższe kwartały. Obecnie sprzedawane czteroletnie obligacje antyinflacyjne, nienotowane na giełdzie, oferują średnio tylko 3 proc. rocznie, nie pokrywają całej prognozowanej inflacji. Alternatywą mogą być obligacje korporacyjne, bo niektóre oferują nawet powyżej 5 proc. rocznie.

Po wielu latach niskich stóp procentowych nie ma ryzyka, że jak banki zaczną podwyższać stopy, to na rynku pojawi się wiele spółek widmo, które przeżyły tylko dzięki tanim kredytom?

Jeżeli sytuacja gospodarcza się poprawia, to sytuacja finansowa emitentów też się poprawia. Poprawia się na tyle, że w przypadku obligacji bardziej ryzykownych kompensuje podwyżkę stóp procentowych. To nie tylko moja opinia, wielu zarządzających w to wierzy. Nie można wykluczyć, że niektórzy emitenci okażą się spółkami widmo, ale to będą wyjątki, a nie generalna zasada.

A gdzie lokować pieniądze i szukać wyższych zysków?

Przede wszystkim w akcjach, może krótkoterminowo w surowcach energetycznych.

Przed wyborami amerykańskimi prognozowałem, że w USA stopy zwrotu z akcji będą wyższe niż w Europie, szczególnie na spółkach technologicznych, a rynki rozwijające się zachowają się gorzej niż rozwinięte. Minęło 11 miesięcy, rynki rozwinięte mają stopy zwrotu powyżej 30 proc., a rozwijające się – około 10 proc. Polska i Rosja są ciekawymi wyjątkami od zachowania się rynków rozwijających.

Do końca roku spodziewam się kontynuacji tego trendu. Rynki rozwinięte będą się zachowywały lepiej niż Chiny. Co będzie w przyszłym roku, zależy od tego, co się wydarzy w najbliższym kwartale.

Jesteśmy przed korektą?

Miesiąc temu duże banki z Wall Street ostrzegały przez zwiększoną zmiennością. Nigdy maklerzy nie mówią, że spadnie i stracimy 10 proc., tylko że jest podwyższona zmienność, w domyśle w dół. Od tego czasu były korekty po 2 proc. Natychmiastowe kupowanie na spadkach powodowało odbicia. Zdrowej korekty do 10 proc. nie było od wielu miesięcy. Ostatnie dane makroekonomiczne z Europy i USA były poniżej oczekiwań, problemy Evergrande w Chinach się nie skończyły, mamy nieplanowany skokowy wzrost cen surowców. Pretekstów do korekty w październiku jest sporo.

Surowce drożeją. Co dalej?

Ceny ropy nie wzrosły do 50, tylko do 80 dol. To jest cena kontrolowana przez OPEC i Rosję. Jak długo nie zwiększą podaży, tak długo cena ma prawo rosnąć w sezonie grzewczym. Mamy kryzys energetyczny na cenie gazu. Wynika to z istotnych zakłóceń podaży. Przeliczając na wartość energetyczną, cena gazu jest dwa razy wyższa niż ropy, zazwyczaj jest poniżej ceny ropy. Na gazie jest więc szaleństwo, sytuacja wymknęła się spod kontroli. To potrwa parę miesięcy.

Z drugiej strony na wielu innych surowcach mamy koniec ostrego trendu wzrostowego. Złoto spadło rok temu, tak samo srebro. W maju br. zakończyło się duże odbicie na wielu surowcach, jak miedź, drewno. Jeżeli Chiny zwalniają, to różne surowce nie będą dalej rosnąć. Uważam, że ciągu najbliższego roku na surowcach, poza energetycznymi, nie będzie można dużo zarobić.

W Polsce tematem nr 1 jest inflacja. Przewidywał pan, że będzie tak wysoka?

To, że inflacja będzie powyżej celu inflacyjnego NBP, było proste do prognozowania pół roku temu. Jednak nikt nie prognozował, że będzie wynosiła ponad 5 proc. W tym roku skończymy na 6 proc. W 2022 r. inflacja będzie powyżej 4 proc., może nawet w 2023 r. Inflacja w Polsce wymknęła się spod kontroli.

Jest możliwe, że kiedyś wróci do nas deflacja?

Przy tak silnym wzroście gospodarczym inflacja sama do 2 proc. nie spadnie. Zerowy wzrost cen nie jest niebezpieczny, a ryzykiem deflacji nie ma się co zajmować. Z inflacją jest jak z pociągiem. Jak się rozpędzi, trudno ją zatrzymać. Przez najbliższe trzy lata inflacja będzie powyżej 3,5 proc., jeśli nie podejmie się zdecydowanych działań.

Co rząd i RPP powinny zrobić w takiej sytuacji?

Jeżeli NBP rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych, to powinno to wzmocnić złotówkę i spowolnić wzrost importowanych towarów. Tym samym cena benzyny na stacjach będzie niższa. Można by obniżyć VAT, który tymczasowo został podwyższony z 22 do 23 proc. dziesięć lat temu. Niemcy tak niedawno zrobili i inflacja natychmiast spadła.

Można też rozważyć zrównoważony budżet na przyszły rok. To oznacza mniejszy impuls inflacyjny ze strony sektora publicznego.

Covid był głównym czynnikiem wpływu na inflację?

Tak, covid ma i będzie miał wyraźny wpływ na poziom inflacji. Pojawiło się trudne określenie „zakłócenie globalnego łańcucha dostaw". Jeżeli w największym porcie kontenerowym w Chinach pojawiają się ogniska covidowe, to zamykają ten port na dwa tygodnie. To powoduje, że ceny wynajmu kontenerów idą w górę i dostawy podzespołów są opóźnione, co przekłada się na podwyżkę cen dostaw różnych towarów. Gdy zbliżają się zakupy świąteczne, to ten problem się zaostrza. Problemy z podzespołami elektronicznymi do samochodów, które są produkowane przez fabrykę na Tajwanie, nie skończą się w ciągu dwóch kwartałów. Mogą potrwać rok albo dłużej. To się przełoży na dalszy wzrost cen producentów i cen detalicznych.

Not. G. Balawender

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.