Inwestycje

Jarosław Grzywiński: Mamy nowy rozdział w historii rynków

- Patrzenie wstecz na rynku finansowym na to, co się działo, nie ma teraz tak dużego znaczenia, jak w czasach przed pandemią - mówi Jarosław Grzywiński, szef Praktyki Rynków Kapitałowych, partner w kancelarii Kochański & Partners, były prezes GPW, gość programu Andrzeja Steca.

Jarosław Grzywiński, szef Praktyki Rynków Kapitałowych, partner w kancelarii Kochański & Partners, były prezes GPW

Foto: parkiet.com

W grudniu 2020 roku w Parkiet TV mówiłeś: akcje, dolar i surowce. To się sprawdziło, ale co dalej?

Tamte prognozy dotyczące surowców sprawdziły się nadmiernie optymistycznie. Nie najgorzej zachowuje się dolar, który ciągle jest stabilnym instrumentem. Rynek akcji nie wyhamuje, stopniowo będzie rósł, zwłaszcza rynek akcji globalnych firm dywidendowych. W USA widać drobną korektę, ale nie powinien to być trend, który się pogłębi. W przypadku surowców, w kolejnych miesiącach dużo zależy od stabilności w Azji. Jeżeli w Chinach na giełdach nie będziemy mieli niczego niespodziewanego, nie pojawi się żaden czarny łabędź, następne dwa kwartały zwiastują delikatne wzrosty. Nie mówię o obligacjach i rynku długu, bo tutaj akurat mamy do czynienia z rozkręconym już rynkiem. I tu nie spodziewałbym się jednak drastycznych zjawisk. Jak większość inwestorów na świecie, nie spodziewam się efektów związanych z inflacją i deprecjacją pieniądza.

Zwróciłeś uwagę na spółki dywidendowe. W ostatnich tygodniach obserwujemy słabość firm technologicznych. Czy to oznacza, że na szali więcej powinny ważyć spółki dojrzałe, dywidendowe, kosztem firm rozwijających się, technologicznych?

Tak, dokładnie. Nie przekreślałbym jednak spółek technologicznych, ale np. w Polsce widzimy korektę na rynku spółek gamingowych. Ten rynek dojrzewa, spółki wychodzą z okresu chorób wieku dziecięcego. Muszą pokazać solidne fundamenty, a nie tylko wizje i pomysł na biznes. Spółki technologiczne przechodzą pewną selekcję.

Na rynku dłużnym nie widać ryzyka inflacji? Teoretycznie za chwilę powinny zacząć rosnąć stopy procentowe. Czy można zaryzykować tezę, że rynek obligacji najlepsze ma już za sobą?

Rzeczywiście, w koszyku inwestycyjnym instrumenty dłużne nie powinny mieć zbyt dużej wagi. Aktualnie fundusze dłużne szukają pomysłu w kontekście globalnej polityki monetarnej, stóp procentowych versus inflacja.

Po dobrze ocenianej aktywnej polityce w zakresie zarządzania pandemicznymi skutkami przez FED i inne banki centralne, w ostatnich miesiącach instytucje te oddały już nieco pola. Cały świat wyczekuje na to, co się wydarzy na rynku monetarnym. Inflacji nie zatrzymamy i trzeba odpowiednio zarządzić instrumentami finansowymi. Wszyscy wstrzymujemy oddech i czekamy.

Jesień z reguły straszy inwestorów z rynku akcji. Jak będzie tym razem?

Te paradygmaty zostały fundamentalnie zmienione. Słynne powiedzenie „sprzedaj akcje w maju i jedź na wakacje" w tym roku nie sprawdziło się. Zaryzykowałbym tezę, że mamy nowy rozdział w historii rynków kapitałowych. Patrzenie wstecz na to, co się działo, nie ma teraz tak dużego znaczenia, jak w czasach przed pandemią.

Zmieniając temat, jak dzisiaj spółki finansują swój rozwój, inwestycje? Jakie panują tendencje? Wydaje się, że pieniądze leżą na ulicy.

Nie do końca. Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej mnóstwo spółek poszukuje finansowania na etapach 1-ej czy 2-ej rundy finansowania. Każda kolejna jest łatwiejsza, bo spółka jest rozpoznawalna. Z drugiej strony, polski rynek jest dosyć trudny. Finansowanie bankowe poszło w bardziej konserwatywnym kierunku. Finansowane są duże infrastrukturalne projekty z udziałem Skarbu Państwa czy państwowych funduszy. Z drugiej strony mamy poszukiwanie kapitału na rynku venture czy private equity. W Polsce nie ma kapitału łatwo dostępnego. Przybywa spółek, które są rozchwytywane w rundach finansowania za granicą. Idziemy do funduszy zagranicznych, gdzie mamy nadwyżkę środków i rundy finansowania przebiegają dużo sprawniej. Jeżeli mamy w Polsce skalowalny biznes, to łatwiej o pieniądze za granicą. Wspólnie z Business Centre Club stworzyliśmy coś na kształt akceleratora biznesu. Mamy obecnie ponad 40 spółek, dosyć rozwiniętych. Może co dziesiąta z nich pozyskało finansowanie w Polsce.

Słychać głosy, że w Polsce brakuje długoterminowego, stabilnego kapitału.

Brakuje długoterminowego kapitału, jeżeli mówimy o biznesie prywatnym. Jeżeli projekty są związane ze strategiami infrastrukturalnymi państwa, tam finansowanie jest.

W biznesie prywatnym finansowane są spółki z e-commerce, nowych technologii, biotechnologii. Spółki o tradycyjnym modelu finansują się na bieżąco z własnych środków. Brakuje kapitału długoterminowego. Jest problem widoczny w Polsce od kilku lat, by stworzyć przekonanie wśród finansujących, że warto inwestować w spółki, które pokazują prognozy dłuższe niż kwartał czy rok. Nie mamy następnego poziomu zaawansowania, jak mieliśmy w przypadku OFE. One były zdecydowane wejść w przedsięwzięcia na rynku kapitałowym na lata. Teraz wszystko się skróciło. Finansujący patrzą tylko na prognozy krótkoterminowe.

Może tę lukę kapitałową wypełni crowdfunding, gdzie niebawem limit pozyskiwania kapitału wzrośnie do 5 mln euro?

Jeżeli limit zostanie podniesiony, będzie to bardzo dobra decyzja. Ten rynek bardzo pomaga finansować przedsięwzięcia na wczesnych etapach, ale niewielu spółkom udało się w ciągu ostatniego roku uzyskać obecny maksymalny próg czyli 1 mln euro. Większość spółek pozyskuje 20-30 proc. zakładanego kapitału, który chcą pozyskać. Dochodzą głosy od strony regulatora, że przy podniesieniu progu ma być drastycznie zmieniony model equity crowdfundingu. Być może emisje będą mogły być prowadzone tylko za pośrednictwem podmiotów licencjonowanych, czyli domów maklerskich. Mogą z tego rynku wypaść niezależne platformy. Crowdfunding robi świetną robotę dla całego rynku kapitałowego. I póki co nie ma tam negatywnych zjawisk.

Not. Grzegorz Balawender

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.