Inwestycje

Bartosz Świdziński, Erste Securities: Zagranica może jeszcze więcej znaczyć na GPW

#PROSTOZPARKIETU. Bartosz Świdziński: awans do grona rynków rozwiniętych wcale nie musi być taki zły

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Bartosz Świdziński, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Erste Securities.

Foto: parkiet.com

Od lat najaktywniejszą grupą inwestorów na GPW są gracze zagraniczni. W I półroczu mieli aż 56 proc. udziału w obrotach. To chyba zaskakująco dużo?

Bartosz Świdziński: To trend, który widzimy już od kilku lat i to nie tylko na rynku polskim, ale także na innych rynkach w regionie. Dominują inwestorzy zagraniczni, a dzieje się tak z dwóch powodów. Z jednej strony mamy w miarę stabilny napływ kapitału zagranicznego. Pojawiają się nowi inwestorzy, czyli chociażby firmy proptradingowe, które działają tylko na rachunek własny. Mam też napływy do funduszy ETF, które pośrednio również inwestują w Polsce. Z drugiej strony mamy zaś stosunkowo niską aktywność lokalnego kapitału, który inwestuje głównie w średnie i małe spółki.

Czy możliwe jest, że będziemy zmierzać do modelu, w którym zagraniczny kapitał będzie znaczył jeszcze więcej?

Na giełdzie wiedeńskiej, która jest pewnego rodzaju benchmarkiem, 85 proc. obrotu jest generowane przez zdalnych członków giełdy, a ponad 60 proc. obrotów to kapitał zagraniczny. W tę stronę zmierzamy. Proces ten na pewno jednak potrwa. Trzeba jednak pamiętać, że Polska mimo wszystko ma też dużą bazę lokalnych inwestorów, którzy aktywizują się, przede wszystkim kiedy koniunktura rynkowa sprzyja.

Wspomniał pan o zdalnych członkach giełdy. Wydaje się, że u nas w tym roku pierwszy raz w historii najaktywniejszym brokerem na rynku zostanie Merrill Lynch, czyli właśnie zdalny członek GPW. Co za tym stoi?

Jest to pokłosie tego, że mamy cały czas stabilny udział pasywnych funduszy czy też funduszy ETF. Po drugiej stronie jest to, o czym już wspomniałem, czyli niska aktywność lokalnego kapitału.

Przed nami bardzo ciekawy okres. Niedługo oficjalnie już znajdziemy się w gronie rynków rozwiniętych według FTSE Russell. To szansa dla naszego rynku czy może wręcz przeciwnie?

Wydaje się, że z punktu widzenia wizerunkowego jest to dobra informacja. Jest to bowiem dostrzeżenie Polski i tego, co zostało zrobione na naszym rynku w ciągu prawie 30 lat. Jeśli zaś chodzi o biznesowy punkt widzenia, to tutaj odpowiedź nie jest już taka prosta. Polska jest rynkiem o stosunkowo niskiej płynności w porównaniu z rynkami globalnymi, do których będziemy się równać. Wydaje się jednak, że w długim terminie będzie to miało pozytywne efekty i napływy kapitału powinny rosnąć.

Zawsze jest jednak dyskusja czy lepiej być dużym w gronie małych, czy małym w gronie dużych...

Warto zwrócić uwagę na to, co działo się w innych krajach, które mają za sobą awans do grona rynków rozwiniętych. Chodzi o Izrael oraz Koreę. Oczywiście rynek izraelski jest dość specyficzny, wiele spółek stamtąd jest notowanych również na rynkach amerykańskich. Awans do grona rynków rozwiniętych mierzony poziomem obrotów nie był korzystny dla Izraela, ale warto zwrócić uwagę, że Izrael rok po roku został zaliczony do rynków rozwiniętych zarówno przez FTSE, jak MSCI. Jeśli zaś chodzi o Koreę, to sam awans nie przełożył się na większe ruchy, jeżeli chodzi o kapitalizację czy obroty. Korea, tak jak i Polska, zaliczona została do grona rynków rozwiniętych tylko przez FTSE Russell.

Może inwestorzy większą wagę przywiązują jednak do metodologii MSCI?

Zdecydowanie. Aktywa zgromadzone „pod tym" indeksem są zdecydowanie większe. Nie wydaje mi się jednak, aby w ciągu najbliższych lat Polska miała awansować do rynków rozwiniętych według tej metodologii. Wynika to głównie z kwestii ekonomicznych. Dyskusja na ten temat to tak naprawdę dyskusja na temat tego, czy bliżej nam do Rosji, czy też do Niemiec. Wydaje się, że oczywiście bliżej nam do Niemiec, ale jeszcze nie jesteśmy krajem, który ma tak rozwinięty rynek, gospodarkę czy też zasady ładu korporacyjnego w spółkach.

Może jednak brak awansu według metodologii MSCI jest dobrą informacją. Jest bowiem szansa, że będziemy przyciągali kapitał z dwóch stron, czyli jako rynek rozwijający się, ale też rozwinięty, tyle że według metodologii FTSE Russell.

W pełni się z tym zgadzam. To jest specyficzny okres, w którym właśnie powinniśmy mieć napływy z dwóch źródeł. To na pewno jest korzystne. Trzeba pamiętać, że kraje zaliczane do grona rynków rozwijających się są zaliczane jako aktywo oportunistyczne o większym ryzyku. To są też kraje, które charakteryzują się większymi obrotami, czyli mówiąc wprost: jest więcej handlu.

Kolejne ważne wydarzenie, które jest przed nami, to awans polskich spółek do indeksu Stoxx Europe 600. Czy ten fakt jest już w cenach, bo można odnieść wrażenie, że chyba nie do końca wszyscy są tego świadomi?

Faktycznie większą wagę do tej pory przykładano do awansu do rynków rozwiniętych według metodologii FTSE. Ciężko jednak określić, czy jest to już w cenach. Trzeba poza tym pamiętać, że fundusze „benchmarkujące się" do Stoxx Euro 600 mają mniejsze aktywa niż te, które „benchmarkują się" do indeksów FTSE, czy to dużych, czy też małych spółek. Myślę, że i tak czeka nas jeszcze kilkaset milionów napływów do spółek, które dołączą do indeksu Stoxx Europe 600.

Ostatnio pojawił się także pomysł stworzenia regionalnego indeksu. Mówił o tym chociażby szef GPW Marek Dietl. Taki indeks jest potrzebny?

Wszystkie inicjatywy regionalne są mile widziane. Najlepiej byłoby, aby w regionie w ogóle działała jedna platforma, ponieważ trzeba też powiedzieć, że nasz region jest stosunkowo mały. Działania mające na celu promocję regionu należy więc oceniać pozytywnie. Co do samego indeksu to mam jednak mieszane uczucia. Takie indeksy już są. Pytanie więc, czym nowy indeks miałby się wyróżniać na tym tle. Oczywiście z zainteresowaniem będziemy śledzić tę inicjatywę i to, czy faktycznie powstanie fundusz ETF na taki indeks i czy będzie on w stanie gromadzić aktywa. PRT


Wideo komentarz