REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Loża Parkietu: Co najmniej dwa argumenty za spadkami w lipcu

Gośćmi czwartego odcinka Loży byli: Wojciech Białek, autor bloga "K(no)w future", Krzysztof Borowski, prof. SGH i Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.
Foto: parkiet.com

Jesteśmy świeżo po I turze wyborów prezydenckich i chyba kluczowa informacja jest taka, że będzie II tura, a szanse kandydatów wydają się dość wyrównane. Czy te wyniki mają jakieś znaczenie dla polskiego rynku akcji i złotego?

Łukasz Wardyn (ŁW): Uważam, że wyniki nie mają większego znaczenia. Wprawdzie niepokojący jest proces postępującego upolitycznienia spółek z udziałem Skarbu Państwa, ale wydaje mi się, że gdy pewien "Rubikon" został już przekroczony, zwłaszcza w polskich realiach politycznych, to nie ma odwrotu. W tym kontekście wydaje mi się, że nawet zmiana prezydenta nie będzie miała większego znaczenia i nie odwróci tych procesów. Dodam jednak, że w ujęciu krótkoterminowym ewentualna wygrana Rafała Trzaskowskiego mogłaby zostać odebrana pozytywnie i przełożyć się na wzrost wycen.

Krzysztof Borowski (KB): Wyniki I tury nikogo nie zaskoczyły. To było w cenach, stąd brak reakcji podczas poniedziałkowej sesji. Kluczowa będzie II tura. Trzeba jednak zauważyć, że inwestorzy zwracają uwagę na to co dzieje się w spółkach z udziałem SK, co widać było ostatnio w branży energetycznej. Ja bym postulował, by utworzyć osobny fundusz przeznaczony na cele, które teraz realizuje się obciążając te spółki.

Wojciech Białek (WB): Ja mam dwie obserwacje. By wygrać wybory prezydenckie w przeszłości, trzeba było mieć w I turze 33,1 proc. W tym kontekście Rafałowi Trzaskowskiego zabrakło ok. 3 pkt proc., ale oczywiście nie jest to rozstrzygające, bo statystyki historyczne mamy dość ubogie. Druga kwestia, sprawdziłem, jak rynek kapitałowy wpływał na wybory, a nie na odwrót. Od początku działania GPW mieliśmy 5 wyborów, i tylko raz była reelekcja – mowa o 2000 r. i wygranej Aleksandra Kwaśniewskiego. W marcu tamtego roku WIG osiągnął historyczny szczyt, więc można powiedzieć, że wyborcy byli zadowoleni, bo są bogaci i głosowali za dotychczasowym prezydentem. Teraz natomiast mamy zupełnie odwrotną sytuację...

Tradycyjnie poproszę o pozytywne i negatywne zaskoczenia miesiąca w szeroko pojętym świecie finansów.

WB: Ja jestem pozytywnie zaskoczony siłą S&P500. Od dołka zyskał już ponad 40 proc. Gdybyśmy chcieli znaleźć podobny ruch w historii, to musimy cofnąć się do 1932 i 1933 r., a wiec do dwóch fal, którymi indeksy wychodził z blisko 90-proc. bessy związanej z Wielkim Kryzysem. W kolejnych 80 latach takie nieco słabsze, ale też imponujące ruchy, pojawiły się jeszcze cztery razy w 1975 r., w 1982 r., 1998 r. i 2009 r. W trzech z tych przypadków S&P500 później nie był już niżej, a w każdym z nich był 14 miesięcy później przynajmniej 19 proc. wyżej. Brzmi to więc optymistycznie. Co do negatywnych zaskoczeń – są nimi rosnące statystyki zakażeń covid19 w USA i Brazylii. To jest bardzo niepokojące w kontekście tego, co może dziać się u nas jesienią, gdy zacznie się sezon grypowy.

KB: Nie dostrzegam spektakularnych zaskoczeń, ale zwróciłbym uwagę na powolne, ale postępujące słabnięcie polskiego rynku akcji. Nie jest to silna tendencja, ale dostrzegalna. Na plus wyróżniłbym utrzymującą się siłę małych spółek i NewConnect, która pokazują, że nowi inwestorzy zasilili rynek dodatkowym kapitałem, co przekłada się na trwające ożywienie. Niepokojąca jest trochę ta liczba debiutów spółek gamingowych. Ponadto na plus wyróżniłbym spadek indeksu strachu VIX. Zaskoczyło mnie zachowanie złota – spodziewałem się szybszego wzrostu, a mamy dość spokojny ruch.

ŁW: Dla mnie zaskoczeniem miesiąca jest analiza JP Morgana, w której stwierdzono potencjał wzrostu cen ropy Brent w długim terminie nawet do 190 USD. Głównym motorem napędowym cen miałby być brak inwestycji w nowe projekty wydobywcze i infrastrukturalne. To jest o tyle istotne, że jeśli się ziści, to trudno sobie wyobrazić, by nie pojawiły się przy tym inflacja. Co do pozytywnych zaskoczeń, byłem ostatnio we Włoszech i widziałem dużą dbałość i restrykcyjne podejście do dystansu społecznego. Ta odpowiedzialność jest budująco przed ewentualną, drugą falą epidemii.

Skoro mowa o epidemii. Czy te niepokojące dane z USA – kilka dni z rzędu dzienny skok zakażeń przekraczał 40 tys., jest już w cenach? Czy jednak jest to coś niespodziewanego, co może wywołać kolejną falę spadków na rynkach akcji?

WB: Wydaje mi się, że świata i polityków nie stać na powtórkę z ostatnich miesięcy i ponowne zamykanie gospodarek. Jeśli druga fala nadejdzie, czego się spodziewam, to myślę, że ludzie nauczeni ostatnimi doświadczeniami będą bardziej odpowiedzialni, a działania rządowe skupią się przede wszystkim na tych najbardziej narażonych osobach.

KB: Uważam, że wystąpienie fali spadkowej C wciąż jest możliwe. Jeśli na jesieni koronawirus wróci, to dojdzie do zamknięć gospodarek, ale bardzo wybiórczych. Niektóre branże zostaną mocno ograniczone np. turystyka, a inne mocno zyskają, jak np. gaming. Nie spodziewałbym się więc panicznej wyprzedaży na wszystkim, ale otwarte jest pytanie, jaka będzie rynkowa wypadkowa tego bilansu. Odpowiedź utrudnia to, że banki centralne cały czas "dolewają" kapitału, więc mamy do czynienia z sytuacją zupełnie nową. Podsumowując – spodziewam się kolejnej fali spadkowej, ale raczej powolnej, nie panicznej, i na wybranych branżach. Trudno mi sobie wyobrazić, by dołek marcowy został pogłębiony.

ŁW: Moim zdaniem te niepokojące dane dotyczące epidemii nie mają aż takiej siły, by zgasić całkowicie trwającą na rynkach falę wzrostową. Są jednak w stanie spowodować wielosesyjną korektę. Po ostatnich doświadczeniach inwestorzy są już świadomi tego najgorszego scenariusza i są w stanie go wycenić. Dlatego uważam, że nie będzie powtórki z przełomu lutego i marca.

A czy nie przesadzamy trochę z tą gotowością? Rządy i banki centralne na całym świecie uruchomiły ogromne pakiety pomocowa. Historia finansów czegoś takiego nie widziała. Czy może się okazać, że już na pierwszą falę zużyto całą amunicję?

ŁW: Skala pomocy jest tak duża, że faktycznie można powiedzieć, że banki „wystrzelały się" z całej amunicji. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na poziom stóp procentowych. I to niestety jest groźne zjawisko.

KB: Moim zdaniem zarówno rządy, jak i banki centralne mają jeszcze w zapasie dodatkowe narzędzia i na wypadek kolejnych problemów, będą gotowe je użyć. Pytanie jednak – co z tymi pieniędzmi, które trafiły do obiegu? Czy one tam zostaną? Czy jednak powstaną programy wycofywania ich w kolejnych latach? Jeśli zostaną, to mamy nową ekonomią, a wszelkie analogie historyczne mocno tracą na znaczeniu.

WB: Karol Marks prognozował w XIX w. przejście ówczesnych gospodarek kapitalistycznych w fazę komunizmu, a teraz możemy taki proces obserwować na przykładzie Japonii, która druk pieniądza i skup aktywów stosuje już o 1998 r. Jeśli spojrzymy na udział banku centralnego w spółkach publicznych i obligacjach rządowych, to można dojść do wniosku, że ten proces jest tam  bardzo zaawansowany. USA i Europa Zachodnia wkroczyły na tę samą ścieżkę dopiero w 2008 r., a my teraz. Euro do złotego wyraźnie się umocniło, dochodząc do poziomów 4,4 zł. Ostatnie notowania się uspokoiły, co sugeruje, że rynek zaakceptował proces przechodzenia do systemu komunistycznego, w którym jedynym władcą kapitału jest państwowy bank centralny.

Na koniec poproszę o prognozy na lipiec. Czego panowie się spodziewają, czego oczekują?

ŁW: Myślę, że warto w lipcu zainteresować się kilkoma aktywami spoza naszej giełdy. Mam na myśli gaz ziemny. Rozkład kolejny serii kontraktów pokazuje duże contango, czyli im dalej w przyszłość tym inwestorzy są w stanie więcej płacić. Te różnice wycen są duże, więc ze spekulacyjnego punktu widzenia to jest ciekawy temat. Zwróciłbym uwagę na zachowanie DAXa, który ostatnio przeszedł w fazę boczną i mogą się tu pojawić ważne ruchy. Co do naszej giełdy, to myślę, że wciąż duża zmienność będzie utrzymywać się na New Connect i tam potencjał do „szaleństwa" wciąż jest duży.

KB: Ja obstawiam, że lipiec przyniesie korektę na rynkach. Nie będzie głęboka, ale jest bardziej prawdopodobna niż kontynuacja zwyżki. Ale okazji spekulacyjnych, zwłaszcza na małym parkiecie, brakować nie będzie. No chyba, że ta korekta okaże się głębsza, niż się spodziewam.

WB: Też jestem sceptyczny jeśli chodzi o perspektywę najbliższych trzech tygodni na rynku akcji.  Z dwóch powodów. Po pierwsze – jak popatrzymy na ścieżki WIGu po pierwszej turze pięciu poprzednich wyborów prezydenckich w Polsce, to za każdym razem przez trzy tygodnie WIG był poniżej poziomu z sesji przed pierwszą turą. Po drugie – wskaźnik put/call ratio dla amerykańskich opcji na akcje osiągnął w zeszłym tygodniu najniższy poziom od kwietnia/maja 2010 r., a więc na kilka dni przed pamiętnym flash crashem. Stąd właśnie mój pesymizm. Jeśli coś złego się wydarzy, to WIG20 może zejść poniżej 1700 pkt.

Całe nagranie na youtube.com/parkiettv

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA