Inwestycje

Loża Parkietu. Nadchodzą wymagające tygodnie. W co inwestować w drugim kwartale?

Wojciech Białek, autor bloga "K(no)w future", Krzysztof Borowski, prof. SGH i Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets, byli gośćmi Piotra Zająca w programie "Loża Parkietu".

Dyskusję w Loży Parkietu tradycyjnie prowadził Piotr Zając, a wzięli w niej udział: Krzysztof Borowski, prof. SGH, Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets, oraz Wojciech Białek, autor bloga „K(no)w Future”.

Foto: parkiet.com

Nadchodzą wymagające tygodnie. W co inwestować w drugim kwartale? Tradycyjnie na początek zacznijmy od pozytywnych i negatywnych zaskoczeń minionego miesiąca...

Wojciech Białek (W.B.): Na pewno warto wspomnieć o statystykach dotyczących śmiertelności. W ciągu ostatniego roku w Polsce zmarło prawie 0,5 mln osób, to blisko o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. To najgorszy wynik w Europie. Jeśli chodzi o kwestie rynkowe, jestem zaskoczony tym, że koniec marca nie wyglądał tak jak koniec października, tzn. że nie zadziałał efekt podatkowy, który powinien był wywołać falę spadków na rynkach akcji. I teraz mam dylemat, czy od kwietnia być optymistą, czy jednak się z tym wstrzymać w oczekiwaniu na jakieś wydarzenie, które postraszy inwestorów na początku miesiąca.

Maciej Leściorz (M.L.): Dla mnie negatywnym zaskoczeniem jest rozwijający się „romans" Tesli i bitcoina (BTC). Na początku roku Elon Musk informował o zakupach kryptowaluty za 1,5 mld USD, a w marcu udostępnił możliwość płacenia za auta właśnie w BTC, deklarując, że środki te nie będą wymieniane na dolary. Z raportu firmy wynika, że zyski z samej kryptowaluty przekroczyły już zyski ze sprzedaży samochodów, co moim zdaniem nie jest dobrą informacją dla inwestorów, którzy przecież stawiają na elektromobilność, a nie spekulację. Pozytywne zaskoczenie to rekordy indeksu DAX, które pokazują, że mimo lockdownów na naszym kontynencie nastawienie inwestorów do europejskich rynków jest dobre. To daje nadzieje, że globalny kapitał w końcu przypomni sobie i o polskim parkiecie.

Krzysztof Borowski (K.B.): Ja mam kilka zaskoczeń. Jednym z nich jest utrzymujący się spekulacyjny charakter niektórych blue chips – patrz JSW i CD Projekt. Wygląda na to, że zagraniczny kapitał robi tu, co chce. Podkreśliłbym też sporo spekulacji, które było widać na Mabionie, Mercatorze i Biomedzie. To w sumie dobrze, że gdy kapitał spekulacyjny szuka alternatyw dla WIG20, może je znaleźć w drugiej linii GPW. Byłem zaskoczony zmiennością cen ropy naftowej i szumem wokół zablokowania Kanału Sueskiego. Nie spodziewałem się spadku cen złota. Cieszę się z kolei ze zbiórek crowdfundingowych: Tenczyńskiej Okovity, Pory na Pola i Farm Fotowoltaiki. Czekam na firmy, które zajmą się budową uli i stworzeniem farmy pszczół, a także na firmy, które zaczną gromadzić wodę.

Został wywołany już temat pandemii, który znów straszy na polskim rynku, szczególnie zniechęca kapitał zagraniczny, co widać po konsolidacji WIG20. Z kolei mWIG40 i sWIG80 cały czas mają się nieźle. Czy ta tendencja w poszczególnych segmentach GPW będzie się pogłębiać?

K.B.: W indeksowym ujęciu taka tendencja faktycznie może się utrzymywać, przy czym warto patrzeć na poszczególne spółki. O ile WIG20 idzie w bok, o tyle już PKO BP i PZU systematycznie w marcu zwyżkowały. Cześć blue chips faktycznie utkwiła w trendzie bocznym i jeśli trwa na nich dystrybucja, a „grane będą misie", to zapowiada nam się ostatnia fala hossy, która trwa od roku. I to mnie trochę niepokoi. Jeśli WIG20 nie dostanie wsparcia od zagranicy, to z pokonaniem 2000 pkt może być problem.

M.L.: Marazm na WIG20 trochę się przedłuża. Tłumaczenie tego lockdownem i trzecią falą pandemii trochę mnie przekonuje, ale z drugiej strony nie są to ani nowe, ani niespodziewane czynniki ryzyka. Zakładając, że drugie półrocze przyniesie ożywienie gospodarcze, powinniśmy jednak zobaczyć napływ kapitału na GPW, zwłaszcza że w porównaniu nie tylko ze wspomnianym DAX, ale i innymi indeksami europejskimi jesteśmy relatywnie słabsi. Stąd w szerszym ujęciu czasowym jestem optymistą co do WIG20. Poza tym naszemu rynkowi sprzyjają teraz globalne tendencje – przychylniejsze spojrzenie na spółki typu „value".

W.B.: Z jednej strony mamy postępującą u nas katastrofę, a z drugiej prężnie działające za granicą programy szczepień, które w poszczególnych krajach skutkują stopniowym wygaszaniem pandemii. Spodziewam się więc, że na świecie za kilka tygodni powinna zapanować „radość", a wtedy trzeba będzie raczej sprzedawać akcje. W moim scenariuszu obserwowana na WIG20 słabość to podobny proces jak ten z jesieni 2020 r. Zakładam, że 13 kwietnia może być tu przełomem, wtedy poznamy wyrok Sądu Najwyższego w sprawie kredytów frankowych i być może sektor bankowy pociągnie rynek w górę. Szkopuł w tym, że moje podejście zakłada koniec optymizmu w kwietniu lub maju, co wiąże się bezpośrednio z tzw. wzorcem dekadowym, czyli układem WIG w odcinkach dziesięcioletnich. W tym kontekście, jeśli ma nastąpić fala wzrostowa na wzór tej listopadowo-styczniowej, to już niebawem. A potem, na fali „radości", przejdziemy w trend boczny lub spadkowy na cztery bądź pięć kwartałów.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział we wtorek, że do końca drugiego kwartału zaszczepi się 20 mln Polaków. To być może wpisuje się w pański scenariusz „radości" z pokonania zarazy. Problem ma jednak nie tylko WIG20, ale też złoty. Czy jego słabość w połączeniu z rosnącą inflacją to nie jest błędne koło? Zwłaszcza że NBP nie zamierza zaostrzać swojej polityki.

M.L.: Złoty na tle konkurencji wypada słabo. Kapitał woli waluty innych rynków wschodzących, gdzie są większe szanse na podnoszenie stóp. Tymczasem polityka NBP takich perspektyw nie daje. Ponadto zwróciłbym uwagę na to, że w ubiegłym roku fale słabości złotego pokrywały się z falami słabości na globalnych rynkach akcji. A teraz słabość wystąpiła mimo wzrostowego otoczenia. Obawiam się więc, że deprecjacja może się pogłębić.

W.B.: Wygląda na to, że w NBP są keynesiści, którzy dobrze wiedzą, że jeśli chcemy przejść przez kryzys z niskim bezrobociem, to musimy zgodzić się na słabą walutę i inflację. Nasze produkty są wtedy konkurencyjne za granicą, w co wpisują się ostatnie dane o produkcji przemysłowej. Poza tym mamy najwyższe tempo inflacji w Europie i najniższą stopę bezrobocia. Wszystko się sprawdza i ma to swój sens. NBP zaostrzy politykę, gdy nadejdzie ożywienie, wtedy będziemy słabiej rosnąć niż inne kraje, ale przez kryzys przejdziemy suchą stopą.

Niepokoi mnie to tylko z punktu widzenia cyklu Kitchina. Zgodnie z nim hossa na rynku akcji skończy się w okolicach maja, a wraz z jej końcem zacznie osłabiać się złoty. Szkopuł w tym, że złoty wcześniej nie zdążył się specjalnie umocnić. To grozi tym, że przez kolejne 12 miesięcy nasza waluta będzie się dalej osłabiać, a dolara i euro zobaczymy na poziomach, na jakich nie widzieliśmy ich nigdy.

Zaczynamy drugi kwartał w dość trudnym rynkowym położeniu. Tymczasem nasi inwestorzy zarobili w 2020 r. średnio po 70,1 tys. zł i być może będą chcieli pieniądze dalej pomnażać na rynkach. Gdzie proponują panowie ulokować taki kapitał? Stojący w miejscu NewConnect? Może tokeny NFT lub polskie numizmaty? A może duże przecenione ostatnio spółki z WIG20 albo banki w nadziei na reakcję po wyroku SN? Szykują nam się też w kwietniu ciekawe IPO, jak Captor Therapeutics...

M.L.: Wydaje mi się, że wciąż bardzo atrakcyjne będą inwestycje w branże związane z odnawialną energią. To się powoli przenosi na elektromobilność. I nie mam na myśli tylko Tesli, ale też inne koncerny samochodowe, te tradycyjne, które postanowiły rzucić rękawice Elonowi Muskowi. To m.in. Volkswagen, który zapowiedział całkowite odejście od silników spalinowych. Wcześniej podobna zapowiedź dotyczyła General Motors. Warto wyczekiwać podobnych komunikatów od innych przedstawicieli tego sektora.

W.B.: Ja bym łapał noże. Na CD Projekcie i na Allegro.

K.B.: Co do rynku sztuki czy numizmatów, proszę pamiętać o tym, że są to inwestycje na długi termin. Ponadto nie jestem zwolennikiem podawania w prasie rekordowych licytacji, bo to nie oddaje sytuacji rynkowej. Wciąż wiele obrazów spada z aukcji. Istnieje też ryzyko, że wysokie licytacje są ustawione i służą praniu pieniędzy. Zanim ktoś zdecyduje się wejść na rynek sztuki, sugeruję, by dobrze się z nim zapoznał.

Jeśli chodzi o rynek akcji, warto zainteresować się crowdfundingiem. Pojawia się tam coraz więcej ciekawych zbiórek, przy czym to również oznacza ulokowanie kapitału na kilka lat. Łapanie noży na giełdzie polecam tylko osobom doświadczonym. Bo może dojść do sytuacji, że zamiast łapać dołek, zostaniemy inwestorem długoterminowym...

Jeśli już, to może warto zaczekać na pojawienie się formacji odwrócenia. Wtedy wprawdzie nie kupimy po najniższej możliwej cenie, ale będziemy mieć więcej argumentów za tym, że sytuacja danej spółki faktycznie się poprawia. Ponadto może warto się zastanowić nad rotacją sektorową związaną z sytuacją pandemiczną. Gdy lockdown się skończy, być może firmy turystyczne czy linie lotnicze wrócą do łask, a przedstawiciele IT stracą część zainteresowania inwestorów. I niezmiennie w długim terminie atrakcyjna wydaje się woda i wszystkie przedsięwzięcia związane z „bio" i „green".

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.