Gra giełdowa

Zwycięzca pierwszego tygodnia: to było zagranie czysto spekulacyjne

Z Bartłomiejem Karkutem, zwycięzcą pierwszego tygodnia zmagań rozmawia Piotr Zając
Foto: parkiet.com

Wygrał pan pierwszy tydzień zmagań w Parkiet Challenge z wynikiem 38,2 proc. Wiem, że ten wynik to efekt piątkowych inwestycji w Biomed Lublin.

Zgadza się. To było zagranie czysto spekulacyjne. Obserwowałem spółkę przez cały tydzień i uznałem, że poranny spadek kursu o prawie 30 proc. to dobra okazja, by zagrać „all in". Złapałem dołek i czekałem. Nie ukrywam, że miałem sporo szczęścia.

Trzeba mieć stalowe nerwy, żeby wytrzymać taką zmienność, jaka była w piątek na lubelskiej spółce.

Pomogło mi to, że do notowań zajrzałem tego dnia tylko trzy razy. Kupiłem rano i do godziny 14 nie zaglądałem na rynek. Im mniej patrzenia na kursy, tym mniej nerwów i czasem można na tym lepiej wyjść. Oczywiście udział w grze rządzi się swoimi prawami. Na realnym rachunku nie pozwalam sobie na takie zagrania.

Rozumiem zatem, że ma pan inwestycyjne doświadczenie?

Tak. Posiadam rachunek maklerski i inwestuję własny kapitał.

Jest pan „dzieckiem" trwającej od marca hossy?

Nie. Jestem na rynku od września 2018 r. Nie mam wielkiego doświadczenia, ale udało mi się już popełnić kilka poważnych błędów i trochę zarobić.

Jak zaczęła się pańska przygoda z giełdą?

Zanim zainwestowałem pieniądze, obserwowałem CD Projekt. Zwróciło moją uwagę to, jak cena akcji rośnie i jak pozytywnie reaguje na nadchodzącą premierę „Cyberpunka". Widziałem też, że nieźle radzą sobie inni przedstawiciele tej branży, jak 11 bit studios czy PlayWay. Przełomem było wejście Ten Square Games na główny parkiet. Kolejny raz potwierdziło się, że gaming to może być dobra inwestycja, więc spróbowałem swoich sił.

Udało się panu podłączyć pod gamingowy trend?

Nie do końca. Popełniłem na początku poważne błędy, a mianowicie zainwestowałem zbyt dużo kapitału w dwie spółki – Farm 51 i Jujubee. Na pierwszej okazałem się zbyt chciwy i nie sprzedałem w odpowiednim momencie, a druga była po prostu nietrafionym wyborem. W sumie miałem po tym wszystkim 45 proc. strat. Musiałem odpocząć od rynku, ale po dwóch miesiącach wróciłem i jestem do dziś. Patrząc z obecnej perspektywy, dziękuję za te porażki i straty, które poniosłem, gdyż to właśnie one obnażyły moje słabości. Początki są bardzo emocjonujące, od euforii po płacz. Jednak, kiedy rzeczywisty portfel skurczy się o blisko 50 proc., wtedy tak naprawdę dowiadujemy się, jak wiele nie wiemy, jak często jesteśmy w błędzie i czy jesteśmy w stanie to zaakceptować. Myślę, że to właśnie te straty poniesione na początku dały mi siłę do dalszej walki i po części to dzięki nim walczę dalej na rynkach kapitałowych.

Straty odrobione?

Tak, i to z nawiązką. W tej chwili jestem jakieś 150 proc. na plusie, głównie dzięki trwającej od marca hossie. Połowę kapitału już wyjąłem, co daje mi komfort psychiczny i pozwala trochę stać z boku i czekać na kolejne okazje.

Rozumiem, że na co dzień nie gra pan tak agresywnie, jak w piątek?

Nie. Raczej kieruję się fundamentami i raczej jest to „kup i trzymaj". Inwestuję głównie w gaming i trochę w energetykę odnawialną. Znajomi blogerzy (Investjourney.pl) stworzyli grupę w sieci i wspólnie analizujemy rynek i szukamy podmiotów jeszcze przez rynek niezauważonych. Tak było m.in. z 4MASS – kupno po 13 gr, sprzedaż przy 1 zł. Czasem pozwalam sobie na spekulacyjne, agresywne zagrania, ale za mniejsze kwoty.

Giełda to pańskie jedyne źródło utrzymania?

Nie. To dodatek. Na co dzień pracuję za granicą, w branży telekomunikacyjnej.

Jaki ma pan cel w Parkiet Challenge?

Chciałbym utrzymać dobry wynik i dojść do finału. PZ

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.