REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Kłamstwa, manipulacje i japońskie statystyki rządowe

40 proc. kluczowych danych publikowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni było przez wiele lat obarczonych poważnymi błędami. Opozycja mówi o fałszerstwach, władza o pomyłkach.

Premier Shinzo Abe obiecywał wyciągnąć Japonię z kryzysu i przyspieszyć wzrost gospodarczy. Skutki jego polityki są jednak mocno dyskusyjne. Cieszyła ona inwestorów, przyczyniając się do osłabienia jena. Nie udało się jednak na dłużej przyspieszyć wzrostu PKB. Przedsiębiorcy nadal niechętnie podnoszą płace, a zwykli Japończycy niechętnie wydają pieniądze.

Foto: AFP

Czy to możliwe, by statystyki gospodarcze w jednym z najbardziej rozwiniętych ekonomicznie krajów świata były niewiarygodne i obarczone poważnymi błędami? Czy kraj kojarzący się powszechnie z perfekcjonizmem i pracoholizmem, mógł dopuszczać się manipulacji statystykami? Może wydawać się to nieprawdopodobne, ale jednak coś takiego się wydarzyło. Raport japońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych opublikowany pod koniec stycznia mówi, że 22 spośród 56 kluczowych statystyk gospodarczych publikowanych przez rząd, było w ostatnich latach obarczonych poważnymi błędami. Jak poważne były to omyłki? Na przykład Ministerstwo ds. Ziemi musiało zrewidować w dół tempo wzrostu aktywności w budownictwie w roku fiskalnym 2017 z 14,9 proc. do zaledwie 2,5 proc. Ministerstwo Pracy przyznało się, że w latach 2012–2018 zawyżało wzrost średniej płacy nominalnej nawet o 0,7 pkt proc. r./r. Dane dotyczące płac są wykorzystywane do wyliczania zasiłków dla bezrobotnych oraz progów dochodowych dla różnego rodzaju świadczeń. Błędy i manipulacje dokonane przez Ministerstwo Pracy sprawiły, że 20,2 mln Japończyków dostało świadczenia niższe o łącznie 60 mld jenów (około 2 mld zł). Ale mogło to mieć również poważne konsekwencje dla rynków finansowych. Dane o płacach są przecież jedną z kluczowych statystyk analizowanych przez Bank Japonii. Tempo wzrostu płac dużo mówi o przyszłej inflacji i wpływa na to jakich modyfikacji może dokonać bank centralny w swoich ogromnych programach stymulacyjnych. Skandal ze statystykami stawia również pod znakiem zapytania skuteczność strategii gospodarczej rządu Shinzo Abe, znanej jako abenomika.

Odgórne i oddolne fałszerstwa

Abenomika przewidywała wyciągnięcie Japonii z deflacji oraz przyspieszenie wzrostu gospodarczego za pomocą ultraluźnej polityki pieniężnej, wzrostu wydatków fiskalnych oraz reform mających zwiększyć konkurencyjność Japonii. Abe jest premierem od grudnia 2012 r., a skuteczność jego polityki gospodarczej wciąż jest tematem ożywionych dyskusji wśród ekonomistów. Po rozpoczęciu wdrażania programu abenomiki Japonia osiągnęła najwyższe roczne tempo wzrostu w 2013 r. Wyniosło ono 2 proc. Tego wyniku nie udało się później powtórzyć. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w 2019 r. tempo wzrostu PKB sięgnie zaledwie 0,9 proc. I to pomimo impulsu stymulacyjnego w postaci wydatków na infrastrukturę przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio mającymi się odbyć w 2020 r. Inflacja liczona rok do roku wyniosła w grudniu 2018 r. jedynie 0,3 proc. W porównaniu z listopadem ceny spadły o 0,2 proc. i był to drugi spadkowy miesiąc z rzędu. Miesięczna inflacja od 2014 r. nie przekroczyła 1 proc. (a zwykle była mniejsza niż 0,5 proc.). Stało się tak, choć podaż pieniądza M3 wzrosła z około 1,15 tryliona jenów na początku 2013 r. do 1,34 tryliona jenów na koniec 2018 r. Zwiększyła się więc o większą sumę niż wynosi nominalny PKB Rosji czy Korei Południowej. Stopa bezrobocia wynosiła na koniec 2018 r. 2,5 proc., czyli była bliska najniższemu poziomowi od wczesnych lat 90. Płace jednak rosną bardzo wolno, a to sprawia, że wielu zwykłych ludzi nie odczuwa skutków abenomiki. Skandal ze statystykami może ich utwierdzić w przekonaniu, że polityka rządu nie przynosi im korzyści.

– Załamała się podstawa dla statystyk, którymi premier chwalił się i wskazywał je jako skutek abenomiki – stwierdził Naoki Kazama, deputowany opozycyjnej Konstytucyjnej Partii Demokratycznej. – Manipulowanie statystykami odbywało się po to, by móc zaprezentować lepsze liczby będące wsparciem dla abenomiki – oskarżył Shinji Moritomo, polityk Demokratycznej Partii Ludowej. Premier Abe przeprosił za skandal ze statystykami, ale twierdzi, że o sukcesie abenomiki mówią nie tylko zmanipulowane dane dotyczące wzrostu płac.

Premier może się też bronić, że manipulowanie statystykami zaczęło się na długo, zanim zaczął kierować rządem. Ministerstwo Pracy przyjęło wzbudzającą poważne wątpliwości metodę zbierania danych o wzroście płac w 2004 r. O ile wcześniej zbierało informacje o płacach we wszystkich miejscach zatrudniających więcej niż 500 pracowników, to od 2004 r. wyrywkowo wybierało pracodawców, do których wysłało zapytania w tej kwestii. Np. w regionie Tokio zbierało dane tylko od jednej trzeciej pracodawców. W styczniu 2018 r. resort się zorientował, że ta metoda jest nieodpowiednia i zaczął w tajemnicy zmieniać dane historyczne. A skąd miał brakujące dane potrzebne do korekt? Nie miał ich. Po prostu dokonał pewnych szacunków i ekstrapolacji trendów. Partie opozycyjne przedstawiły więc pod koniec stycznia własne wyliczenia wzrostu płac różniące się od tych podanych przez Ministerstwo Pracy. Wynika z nich, że płace spadały przez większą część 2018 r. I tutaj można mieć jednak poważne wątpliwości, czy te wyliczenia są prawidłowe.

Wiele błędów i manipulacji odkrytych ostatnio w japońskich statystykach gospodarczych mogło być skutkiem braków kadrowych i tego, że personel w urzędach się starzeje. Przykładem na to jest afera statystyczna z prefektury Osaka. Władze prefektury odkryły, że trzy urzędniczki mające zbierać dane o cenach detalicznych w sklepach oszukiwały swoich zwierzchników. Miały one za zadanie obejść 83 sklepy i spisać podawane w nich ceny, ale obchodziły co najwyżej 44 sklepy. Panie wyznaczone do tego zadania były już po sześćdziesiątce i po prostu nie chciało im się zbyt dużo chodzić po mieście. Jedna z kobiet przyznała, że przez dwa lata nigdy nie odwiedziła 29 z 32 sklepów powierzonych jej pieczy. Brakujące dane uzupełniały zmyśleniami i liczbami z poprzednich sondaży. Sprawa wyszła na jaw, gdy jeden z urzędników się zorientował, że w ankiecie zostały podane dane o cenach w supermarkecie, który trzy miesiące wcześniej został zamknięty. O ilu takich „drobnych" zafałszowaniach statystycznych nie wiemy? Czy problemy z sondażem Ministerstwa Pracy dotyczącym płac też nie wzięły się z prób oszczędzenia roboty zbyt zapracowanemu i starzejącemu się personelowi resortu?

Zaufanie mimo wszystko

Foto: GG Parkiet

Czy można więc wierzyć w oficjalne japońskie statystyki? W sondażu przeprowadzonym przez serwis Nikkei, 74 proc. Japończyków odpowiedziało, że nie wierzy w rządowe dane. Jedynie 14 proc. przyznało, że im ufa. Inny sondaż wskazał jednak, że po skandalu ze statystykami poparcie dla premiera Abe wzrosło o 6 proc. do 53 proc. Japończycy lubią więc swojego premiera, choć za grosz nie wierzą w statystyki mające dowodzić sukcesu jego polityki gospodarczej. Wybory do japońskiego parlamentu mają się odbyć dopiero w październiku 2021 r., a sondaże z ostatnich tygodni pokazują, że rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP) zdobyłaby w nich 35–43 proc. głosów. Mogłaby więc zdobyć samodzielną większość lub (tak jak obecnie) współrządzić z buddyjską partią Komeito. Od 1958 r., czyli od swojego powstania, LDP była w opozycji łącznie jedynie przez cztery lata. Przez resztę tego okresu samodzielnie albo z pomocą koalicjantów tworzyła kolejne rządy. Partia premiera Abe od pokoleń cieszy się więc poparciem wyjątkowo zdyscyplinowanego elektoratu i jeden skandal ze statystykami to za mało, by wywołać dużą zmianę preferencji wyborczych.

Foto: GG Parkiet

Czy polityka Abe cieszy się jednak również zaufaniem inwestorów? Ostatnie miesiące na tokijskiej giełdzie były bardzo burzliwe, podobnie jak na większości światowych giełd. Indeks Nikkei 225 stracił od szczytu z początku października do dołka z końcówki grudnia 21 proc. (czyli wszedł w bessę), ale od tamtego momentu odbił się już o około 9 proc. Wspomniany wcześniej szczyt z października, był dla Nikkei 225 najwyższym poziomem od 1991 r. Od grudnia 2012 r., czyli początku obecnych rządów Abe, ten indeks zyskał aż 104 proc., co plasowało go w tym okresie wśród najlepszych indeksów giełdowych świata. (Amerykański S&P 500 zyskał w tym czasie 95 proc., a Nasdaq Composite wzrósł o 150 proc.). Do zwyżek na giełdzie przyczyniło się w dużym stopniu osłabienie jena o 28 proc. wobec dolara. Słabszy jen z reguły pomaga japońskim eksporterom i przyczynia się również do napędzania boomu turystycznego w Japonii. Na początku rządów Abe za dolara płacono 85,5 jena, a w tym tygodniu kurs dochodził do 109 jenów za 1 USD. To wciąż jednak mniej, niż wiosną 2015 r., gdy za dolara płacono 125,5 jena. Tak lubiane przez inwestorów osłabienie narodowej waluty jest jednym ze skutków abenomiki. Czy jednak gdyby polityka banku centralnego i rządu oparta była na bardziej wiarygodnych statystykach gospodarczych, to osłabienie nie byłoby większe? Być może rząd i Bank Japonii zbyt uwierzyły w swojej sukcesy i nie zapewniły gospodarce wystarczającego wsparcia w momentach, gdy tego potrzebowała.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA