– Nie dawno w trakcie wizyty w Chinach miałem okazję zobaczyć całe miasteczka, w których tysiące informatyków pracuje nad nowymi wirusami, żeby kraść strategiczne dane, patenty lub informacje z korporacji lub rządów. To nowy teatr wojny, w którym co praw da nie ma ofiar śmiertelnych, ale straty również mogą być liczone w setkach miliardów dolarów – mówił w 2012 r. podczas debaty eksperckiej w naszej redakcji Juval Aviv, założyciel firmy Inter for Inc. zajmującej się wywiadem finansowym i doradztwem w kwestiach bezpieczeństwa. Aviv to człowiek, który spędził wiele lat w służbach specjalnych, i to na nim miano wzorować głównego bohatera filmu „Monachium". Podczas tamtej dyskusji przekonywał on, że chiński wywiad jest coraz mocniej zainteresowany Polską. – To jedna z najdynamiczniej rozwijających się gospodarek w Europie. Chińczycy to widzą. Myślę, że Polska może również stać się celem zmasowanych ataków cyberprzestępców, którzy uderzą w sektor energetyczny, gazowy czy finansowy – ostrzegał.
Wówczas wielu ludzi mogło to uznać za przesadę. „No bo przecież Chiny to daleki kraj, który ma tutaj tylko interesy gospodarcze". Czyżby? Niedawna afera szpiegowska wokół Huawei na pewno zmusza do zweryfikowania tego poglądu. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali 11 stycznia pod zarzutami szpiegostwa Piotra D., byłego funkcjonariusza ABW pracującego później w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej i firmie Orange, oraz Weijinga W. vel Stanisława W., obywatela ChRL będącego jednym z dyrektorów w polskim oddziale koncernu Huawei. Zarzucono im szpiegostwo. Huawei szybko odcięła się od aresztowanego dyrektora i zwolniła go ze stanowiska. To jednak niewiele pomogło jej wizerunkowi, gdyż firma od lat jest oskarżana o bliskie związki z chińskimi służbami specjalnymi. Te oskarżenia nasiliły się w ostatnich miesiącach, a stała za nimi głównie administracja Trumpa i podległe jej tajne służby. Za namową Amerykanów państwa sojusznicze (Australia, Japonia, Wielka Brytania, ale też Czechy) wykluczały Huawei z przetargów na budowę infrastruktury dla sieci telekomunikacyjnej 5G lub zakazywały wykorzystywania urządzeń tej firmy przez instytucje rządowe. Tego typu restrykcje mogą zostać wprowadzone również w Polsce. Nie ma co się oszukiwać: nasz kraj też jest polem bitwy toczonej przez supermocarstwa. Ostatnia afera szpiegowska jest tylko jednym z odprysków tego.
Wymiana ciosów
– Kocham swój kraj. Wspieram partię komunistyczną. Ale nie zrobię nic, by zaszkodzić światu – stwierdził podczas niedawnej konferencji prasowej Ren Zhengfei, 74-letni założyciel Huawei. To wojskowy w stanie spoczynku, który wcześniej służył w oddziałach łączności. W 1987 r. założył spółkę Huawei Technologies, dysponując kapitałem wynoszącym zaledwie 21 tys. juanów (wówczas było to ok. 5 tys. USD). Początkowo handlowała ona sprzętem telekomunikacyjnym kupowanym w Hongkongu. Szybko jednak urosła do rozmiarów wielkiego koncernu, a majątek Rena sięgnął 3,5 mld USD. Część ekspertów wskazuje, że firma dostawała hojne państwowe wsparcie w kluczowych momentach swojego rozwoju. Z tego powodu wzbudza ona wiele podejrzeń wśród amerykańskich i sojuszniczych służb wywiadowczych.
„Amerykanie nie powinni korzystać z produktów i usług chińskich spółek telekomunikacyjnych Huawei i ZTE, gdyż narażają się w ten sposób na inwigilację ze strony tajnych służb Chińskiej Republiki Ludowej" – takie ostrzeżenie wygłosili dyrektorzy amerykańskich agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych (m.in. CIA, FBI i NSA) podczas wystąpienia przed senacką komisją ds. wywiadu na początku zeszłego roku. Za tym ostrzeżeniem poszły czyny. Amerykańskie służby zaczęły ostrzegać kraje sojusznicze, by nie używały urządzeń Huawei w swoich sieciach telekomunikacyjnych, a szczególnie w powstających sieciach 5G. W przypadku mniej zamożnych krajów USA rozważały wzrost pomocy na rozwój sieci telekomunikacyjnych, tak by zniechęcić te państwa do korzystania z chińskich produktów. Ostrzeżenia zostały wysłuchane i Huawei jest poddawana restrykcjom w kolejnych krajach. W Czechach np. Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego (NUKIB) określił urządzenia tej firmy jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa", a premier Andrej Babisz zakazał posługiwania się nimi przez pracowników swojej kancelarii. Kolejne ciosy mogą się posypać już wkrótce. Niemcy rozważają, czy nie wykluczyć chińskiego koncernu z zamówień publicznych, a amerykańska prokuratura może oskarżyć Huawei o kradzież technologii.
W grudniu została aresztowana w Kanadzie Meng Wanzhou (vel Sabrina Meng, vel Cathy Meng), dyrektor finansowa Huawei i zarazem najstarsza córka założyciela firmy. Czeka tam, poddana dozorowi elektronicznemu, na rozstrzygnięcie sprawy jej ewentualnej ekstradycji do USA. Amerykanie zarzucają jej łamanie sankcji nałożonych na Iran. Adwokaci Meng twierdzą, że sprawa jest motywowana „rasistowsko", a niejako w odwecie za zatrzymanie dyrektor w ostatnich tygodniach aresztowano w Chinach 13 obywateli Kanady. Sprawa Huawei poważnie więc zaszkodziła relacjom kanadyjsko-chińskim, które w ostatnich latach dynamicznie się rozwijały. Kanadyjski premier Justin Trudeau, który dotychczas uchodził za bardzo prochińskiego, teraz stał się chłopcem do bicia dla propagandy Pekinu.