Firmy

Dobry zysk dla każdego

Amerykanie wystawili obraz Kossaka z wyceną 10 dolarów.
Za 4,4 tys. zł kupiono idealnie zachowany banknot z czasów PRL.
Antykwariat

Nareszcie dostępny jest raport opracowany przez ekspertów portalu Artinfo.pl „Rynek sztuki w Polsce 2020". To analiza za 2019 rok. Atrakcją jest dodatkowy raport za pierwsze półrocze tego roku, kiedy obroty na aukcjach sztuki wzrosły o blisko 30 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2019.

Publikacja zawiera m.in. 255 kolorowych ilustracji oraz ponad 100 tabel i wykresów. Raport można kupić w empikach, księgarniach muzeów i u wydawcy (www.artinfo.pl). Lektura raportu pozwala zorientować się w aktualnych tendencjach i trafniej prognozować przyszłość. Jest wiele praktycznych zysków z lektury. Na przykład właściciel obrazu może się zorientować, komu powierzyć jego sprzedaż, kto sprzedaje skutecznie.

Emocje wzbudzi zapewne Ranking TOP 1000. Zawiera tysiąc najdroższych obrazów sprzedanych na krajowych aukcjach. W 2019 roku do rankingu weszło ok. 200 pozycji sprzedanych w rekordowych cenach. To świadczy o dynamice wzrostu cen.

Rosną ceny

W tym roku portal Artinfo.pl obiecywał wydać także raport 30 lat wolnego rynku sztuki. Pandemia pokrzyżowała plany. Jest co wspominać. Pamiętam, że w 1989 roku na przyjęciach przed niektórymi aukcjami był nawet striptease!

Na pewno raport trzydziestolecia powinien zawierać analizę, czym był czarnorynkowy przelicznik dolara na rynku sztuki w PRL. Jeszcze w 1989 roku w pracowniach klasyków powojennej sztuki można było kupować ich świetne obrazy po 100 dolarów. Dziś te same obrazy kupowane są np. za 500 tys. zł. Taki skok cen jest nie do powtórzenia. Spowodowany był zmianą ustroju politycznego i ekonomicznego.

Portal Artifo.pl zorganizował teraz internetową aukcję malarstwa „Sztuka dawna, modernizm, Ecole de Paris", licytacja kończy się 29 października. W ofercie jest efektowny portret kobiecy namalowany przez Witkacego. Rzuca się w oczy estymacja 120–200 tys. zł. Dotychczas górna granica estymacji portretów malowanych przez Witkacego wynosiła na krajowych aukcjach najwyżej 150 tys. zł.

Wyższa górna granica estymacji ma motywować klientów do licytacji. Zwraca uwagę klientów, że tej klasy towar cieszy się ogromnym, coraz większym powodzeniem. Faktem jest, że w ostatnich dwóch–trzech latach ceny portretów malowanych przez Witkacego wystrzeliły do góry.

Często przypominam w „Parkiecie", że ok. 20 lat temu można je było kupować za grosze. Kto przewidział ten wzrost cen, ręka do góry! Kto w porę zmagazynował zapas tanich obrazów? Byli tacy mądrzy inwestorzy?

Dziś słyszę, że niedawno ekspert z inwestorem specjalnie pojechali do Argentyny, ponieważ inwestor namierzył tam dwa obrazy Witkacego wywiezione w 1939 roku. Ekspert był potrzebny, bo klient nie chciał się nadziać na podróbkę. Falsyfikatów jest zatrzęsienie. W okresie pandemii panowie ryzykowali wyprawę w nieznane... To się musi opłacać, skoro nie bali się np. zamknięcia granic.

Nie wiem, skąd pochodzi oferowany teraz obraz Witkacego. Bogata historia dzieła, jeśli jest udokumentowana, może mieć wpływ na wycenę. Osobiście wolałbym, żeby wszystkie obrazy polskich artystów, które wyjechały w świat, pozostały w świecie. Gdyby stały się tam uniwersalnym, ponadnarodowym towarem, ich cena istotnie by wzrosła. Tym samym wzrosłaby międzynarodowa ranga naszej sztuki, naszej kultury. Dziś polonika kupują tylko Polacy. To spłaszcza ceny polskich dzieł, bo mamy ograniczone możliwości finansowe. Polskie dzieła są rażąco tańsze od porównywalnej światowej sztuki.

Dodam, że na okładce wspomnianego raportu zamieszczono obraz Beksińskiego sprzedany rekordowo w Sopockim Domu Aukcyjnym. Dzieło pochodzi z importu. W latach 80. Piotr Dmochowski, paryski marszand i kolekcjoner, lansował Beksińskiego w świecie. Ten oraz inne obrazy sprzedał do Muzeum Sztuki Współczesnej w Osace. Po likwidacji muzeum obrazy wróciły do Polski. Nie zrobiliśmy nic, żeby dzieła Beksińskiego stały się światowym towarem.

Żeby zamknąć wątek rabunkowego importu, powiem na koniec, że namierzyłem teraz w amerykańskim internecie aukcję poloników. Wystawiany jest m.in. obraz Jerzego Kossaka „Napoleon nad Berezyną". Amerykanie świetnie się bawią, obserwując, jak Polacy walczą o swoje śmiesznie tanie obrazy. Kossak ma satyryczną wprost estymację od 10 dolarów do 1000. Niezły rozrzut cen!

Zarejestrowanych jest kilkunastu licytujących. Podejrzewam, że są to sami inwestorzy znad Wisły. Tanio kupią w Ameryce i z bajkowym zyskiem sprzedadzą Kossaka na wygłodniałym krajowym rynku. Do znudzenia powtarzam, że odkrywanie i kupowanie poloników na świecie to dobry zysk. Każdy może tak zarabiać!

Moda na PRL

Kolekcjonerzy i inwestorzy emocjonują się aukcjami numizmatów. Warto poznać wyniki aukcji Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk. Rośnie moda na numizmaty epoki PRL. Na przykład idealnie zachowany banknot o nominale 50 zł wylicytowano do 4,4 tys. zł. Na cenę miała też wpływ seria. Przed nami co najmniej dwie wielkie aukcje – aukcja Warszawskiego Centrum Numizmatycznego oraz gwiazdkowa aukcja w firmie Michała Niemczyka.

Co ciekawego proponuje rynek sztuki? Na przykład 29 października Krakowski Dom Aukcyjny proponuje malarstwo przedwcześnie zmarłego Romana Zakrzewskiego (www.krakowskidomaukcyjny.pl). Artysta malował w duchu swojego mistrza Jerzego Nowosielskiego.

Z kolei 4 listopada Pragaleria sprzeda sztukę użytkową z kolekcji Beaty Bochińskiej (www.pragaleria.pl). Będą meble, ceramika, szkło, sprzęt oświetleniowy. Efektownie wygląda radio-bransoletka z lat 70. W katalogu aukcji znalazłem informację, że to klasyczne dzieło designu, znajdujące się między innymi w kolekcji Metropolitan Museum of Modern Art. Cena wywoławcza wynosi 200 zł.

Rozpętało się piekło! Tydzień temu napisałem w „Parkiecie", że aktor Leonard Pietraszak przekazał Muzeum Okręgowemu w Bydgoszczy kolekcję obrazów uczniów Jana Stanisławskiego oraz kilka obrazów mistrza. Powołałem się na publikację w internecie, gdzie dar oszacowano na 1,6 mln. zł.

Czytelnicy zaprotestowali. Telefonowali i pisali, że obrazy uczniów Stanisławskiego nie są tyle warte. Całe szczęście napisałem też w artykule, że jak w grudniu zostanie otwarta wystawa i wydany będzie naukowy katalog, to sami szczegółowo wycenimy zbiór. Kto podał do internetowej publikacji ostro zawyżoną wycenę?

Mamy oto klasyczny przykład propagandy sukcesu na rynku sztuki. Może chodzi o to, żeby wywindować ceny dostępnych w bieżącym handlu obrazów malarzy reprezentowanych w kolekcji?

Na rynku sztuki przepłacają ci klienci, którzy kierują się tylko informacjami zawartymi w mediach. Tutaj wygrywa ten kolekcjoner lub inwestor, który jest podmiotem transakcji. Informacja o cenie powinna być dla nabywcy zaledwie inspiracją do własnych analiz opłacalności zakupu.

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.