REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Debata „Parkietu": Giełda to nie bank, ryzyko będzie zawsze

W jakiej kondycji jest rynek kapitałowy? Nad tym zastanawiali się uczestnicy debaty „Odbudowa zaufania na rynku kapitałowym – realne wdrożenie zasad ładu korporacyjnego w kontekście PPK i zmian na rynku OFE", zorganizowanej przez redakcję „Parkietu".

W debacie udział wzięli: od lewej Krzysztof Szułdrzyński, partner PwC, Forum Rad Nadzorczych, Katarzyna Przewalska, dyrektor Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów, Piotr Nowjalis, członek rady nadzorczej Dino i CCC, Rafał Mikusiński, zastępca przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych, Andrzej Stec, redaktor naczelny Gazety Giełdy i Inwestorów „Parkiet”.

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Spotkanie, które odbyło się na Giełdzie Papierów Wartościowych, rozpoczęła dyskusja na temat tego, jaki jest poziom zaufania Polaków do rynku kapitałowego. Poprzedziła ją krótka interaktywna ankieta, z której wynikało, że 95 proc. osób obecnych na spotkaniu ocenia, że kondycja polskiego rynku kapitałowego jest fatalna. – W porównaniu z wcześniejszymi latami, w tym momencie jest historycznie najgorzej, nie mówię tego jedynie z własnego punktu widzenia. Od lat przeprowadzamy badanie na próbie inwestorów, by ocenić sytuację na rynku. Jeszcze przed rozkwitem afery GetBacku wskaźnik był bardzo nisko, najniżej jak pamiętam – zauważył Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Rynek kapitałowy na 2+

– W skali ocen od 1 do 6, rynek kapitałowy oceniłbym na 2+ ze względu na kompletny brak zaufania ze strony inwestorów indywidualnych. Można obliczyć średnią ważoną tego zaufania, można wziąć pod uwagę zaufanie, jakim giełdę darzą inwestorzy instytucjonalni i instytucje rynku finansowego. Jednak myślę, że wszystkie zainteresowane podmioty powinny się przede wszystkim zastanowić, jak odbudować zaufanie inwestorów indywidualnych, a następnie zrobić wszystko, aby to się udało – podkreślał Rafał Mikusiński, zastępca przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.

Kondycję polskiego rynku kapitałowego w skali od 1 do 6, na poziomie 2 ocenił również Krzysztof Szułdrzyński, partner PwC, który podkreślał, że jego ocena jest wystawiana z perspektywy akcjonariuszy mniejszościowych, ponieważ, jak powiedział, jest sporo do zrobienia na rynku, aby właśnie tych drobnych akcjonariuszy chronić.

– Nie jestem zwolennikiem określenia „fatalnie", ponieważ myślę, że nie jest aż tak źle. Ja oceniłbym rynek na 3+, dlatego, że jest jednak trochę osób, które inwestują za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Rynek od kilku lat nie notuje najlepszych wyników, ale gdyby giełda się ożywiła, to myślę, że wtedy aktywa by napłynęły – stwierdził Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Ocenę na poziomie 3 polskiemu rynkowi kapitałowemu wystawił również Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych, który podkreślił, że zadaniem wszystkich zgromadzonych osób i instytucji przez nich reprezentowanych jest odbudowywanie zaufania do rynku.

Katarzyna Przewalska, dyrektor Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów podkreśliła, że urzędowi, który reprezentuje, zależy na tym, by zaufanie Polaków do rynku kapitałowego było jak najwyższe. – Przyłączam się do głosów, które nie są zbyt pesymistyczne. Oceniam rynek na 3 i myślę, że jest to dobra ocena. Uważam, że od tej pory może być już tylko lepiej, i miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie. Pojawiają się nowe produkty i reformy, które, liczę na to, że to zaufanie po pewnym czasie odbudują – mówiła.

Niska popularność giełdy

Zgromadzeni goście zostali zapytani przez prowadzącego debatę redaktora naczelnego „Parkietu" Andrzeja Steca o to, czy spółki potrzebują giełdy i rynku kapitałowego.

– Spółki nie czerpią z rynku garściami, ponieważ nie za bardzo jest z czego. Przy takim poziomie wycen i stóp procentowych, z jakimi mamy na rynku do czynienia, emisja nowych akcji się nie opłaca. Natomiast w pewnym zakresie możemy mieć na to wpływ – zauważył prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, Mirosław Kachniewski. Zwrócił również uwagę, że niskie wyceny spółek są skutkiem pewnych czynników. – Niskie wyceny nie biorą się z niczego, lecz są wynikiem braku zaufania. Inwestorzy nie są przekonani do tego rynku, raczej z niego wychodzą niż na niego wchodzą. Jeżeli na rynku nie pojawiają się ciekawi emitenci, to sprawia, że nie ma na nim także nowych inwestorów, którzy chcieliby na niego wkroczyć. Aby to przerwać, należy podjąć konkretne działania – dodał.

Mirosław Kachniewski spytany, czy sytuacja, z jaką mamy do czynienia na rynku kapitałowym, jest efektem wysokiego wzrostu gospodarczego oraz tego, że spółki mają rozmaite sposoby finansowania, w postaci chociażby kredytów, stwierdził, że taka ocena byłaby bardzo optymistyczna i kierowałaby w stronę oczekiwania na recesję. Jednakże jego zdaniem uwarunkowania są inne. – Stwierdziłbym raczej, że wysoki wzrost gospodarczy powinien sprzyjać wzrostowi liczby spółek giełdowych, a tym samym liczby inwestorów. Spółki generujące coraz większe zyski powinny przyciągać coraz więcej inwestorów, a tak nie jest ze względu na brak zaufania do rynku. Inwestowanie na rynku wiąże się nie tylko z ryzykiem rynkowym, ale też z poczuciem, że ktoś postąpi nieuczciwie, ale nie będzie miał z tego tytułu żadnych konsekwencji – wyjaśniał prezes SEG.

Rynek to nie bank

– Polski inwestor jest jak polskie społeczeństwo: mobilny. Dlatego jeżeli będziemy mieli argumenty, które przekonają go do rynku, wtedy on się tym rynkiem zainteresuje. Trzeba rozmawiać z inwestorami, pytać ich, jakie tematy i klasy aktywów ich interesują. Teraz, gdy na polskim rynku giełdowym jest flauta i trudny czas, to w takim momencie obserwujemy jak rozkładają się oczekiwania – mówił Mirosław Kachniewski. – Ciekawe dla inwestorów są chociażby głośne ostatnio kryptowaluty; coraz głośniej mówi się o tym, żeby pokazywać rynki zagraniczne. Rzeczywiście brak zaufania do rynku jest widoczny, ale obserwujemy też zmęczenie tym rynkiem. Taka atmosfera nie nastraja do inwestowania, a zmysły i krytycyzm inwestorów jest wyostrzony – zauważył.

– Od pewnego czasu staramy się stworzyć rynek bez ryzyka, tyle że taki rynek już istnieje, to jest bank. Natomiast jeżeli chcielibyśmy stworzyć giełdę wolną od ryzyka, to takie działanie byłoby z góry skazane na niepowodzenia, ponieważ istotą rynku kapitałowego jest w pewnym stopniu ryzyko. Brak ryzyka oznacza brak zysków. Gdy próbujemy stworzyć taki nierealny byt, wtedy narażamy się na śmieszność, ponieważ nie można stworzyć giełdy wolnej od ryzyka. Oczywiście są pewne rodzaje ryzyka, czy to biznesowe, czy związane z nieuczciwym postępowaniem, które staramy się minimalizować. Ale minimalizowanie wszystkich na starcie i długie analizowanie wniosków sprawia, że narażamy się na coraz to większą śmieszność – stwierdził Mirosław Kachniewski. Dodał także, że sztuczne poczucie minimalizowania czy wręcz niwelowania ryzyka stwarza proces analizy prospektów, które pojawiają się na giełdzie. Długi proces analizy sprawia bowiem, że w uczestnikach rodzi się poczucie, że został on sprawdzony tak dokładnie, że ryzyko nie istnieje. – Gdyby takie analizy trwały jeden dzień, nikt nie dziwiłby się, że zdarzają się wpadki. Albo idziemy do banków, albo na giełdę, na giełdzie musi być ryzyko – podsumował.

Zbyt młoda kadra menedżerska

Jako podstawowy element, którego brakuje na polskim rynku kapitałowym, Piotr Borowski wskazywał niezależnych członków rad nadzorczych. – W Polsce wprowadzono wiele rozwiązań zachodnich, dlaczego zatem wciąż nie udało nam się, również za rynkiem zachodnim, wprowadzić funkcji niezależnego członka rady nadzorczej? Zapewne jedną z przyczyn jest fakt, iż w Polsce rady nadzorcze wciąż traktowane są jak zło konieczne – wyjaśniał. Ponadto jak zauważył, polskim menedżerom na tle menedżerów na Zachodzie brakuje doświadczenia. Tam menedżer odchodzi do rady nadzorczej po przejściu całej ścieżki korporacyjnej, na której spędził 30–40 lat. – W Polsce wiek członków rad nadzorczych i zarządów oraz samych prezesów firm jest znacząco niższy niż na Zachodzie. Dotyczy to całej kadry menedżerskiej w Polsce – podkreślał Borowski.

Debata była także okazją do zastanowienia się nad regulacjami, które obejmują rynek kapitałowy.

– Jest wśród nas zgoda, że regulacje w Polsce są dość szerokie. Wynika to z tego, iż są one determinowane kilkoma czynnikami, po pierwsze regulacjami unijnymi czy negatywnymi doświadczeniami, które prowadzą do stwarzania kolejnych regulacji. Rola nadzoru nad rynkiem jest bardzo ważna, natomiast trzeba podkreślić, że tych regulacji jest zbyt dużo – mówiła Katarzyna Przewalska. Podkreśliła także, że za eliminowanie ryzyka odpowiedzialni są wszyscy uczestnicy rynku kapitałowego.

Sądy i sędziowie nie rozumieją rynku

Jarosław Dominiak zaznaczył także, że innym problemem rynku kapitałowego jest nieodpowiednie przygotowanie polskiego sądownictwa do prowadzenia spraw dotyczących rynku kapitałowego. – Z perspektywy inwestora indywidualnego problemem są sądy w Polsce, ponieważ z jego punktu widzenia one nie istnieją. By dochodzić swoich praw poszkodowani zwracają się do nas. Wiemy, jak funkcjonują sądy. Nawet, gdy nadużycia są potwierdzone, to sąd nie rozumie tego problemu. Niestety, to jest walka z wiatrakami. Wśród osób, które idą na rynku kapitałowym na skróty, jest duża świadomość, że ryzyko jest małe – tłumaczył.

Według Mirosława Kachniewskiego kwestia rozwiązywania problemów rynku kapitałowego na drodze sądowej jest skomplikowana. – Problem polega na tym, że idziemy w złym kierunku, jeśli chodzi o nadzór. To nie powinno polegać jedynie na tym, żeby osadzić kogoś w więzieniu czy nałożyć milionowe kary. Nadzór powinien wspierać małych inwestorów w sądach administracyjnych, co nie jest proste. Pracowałem przy takich sprawach przez ponad 10 lat i wiem, że są to sprawy trudne, a sędziowie nie są do nich przygotowani – mówił prezes SEG.

Czy Polacy uwierzą, że PPK to nie OFE

Dyskusją na temat sytuacji na rynku kapitałowym stała się ważna także ze względu na nowy program oszczędnościowy, czyli pracownicze plany kapitałowe, który w największych firmach prywatnych, czyli tych, które zatrudniają ponad 250 osób startuje już 1 lipca. Jak w takiej sytuacji na rynku przekonać pracowników do PPK?

– Na pewno rynek sam się nie obroni, to jest wysiłek wszystkich zaangażowanych w niego osób. To dość niepokojące, że nie zbudował takiej pozycji, jak chociażby sektor bankowy. W tym momencie rynek kapitałowy przypomina młodszego brata, który przechodzi okres dojrzewania i stwarza same problemy. To jest ważne dla gospodarki, zwłaszcza gospodarki opartej na nowych technologiach i dla systemu finansowego. Rynek kapitałowy jest potrzebny, jako drugi filar systemu finansowego – przekonywał Paweł Borys. – Byłbym jednak ostrożny w kwestii zachęcania wszystkich Polaków do inwestowania. Takie formy zinstytucjonalizowane jak PPK są najlepszą metodą, by mobilizować kapitał długoterminowo – dodał i zauważył, że rynek kapitałowy ma pewne problemy z wiarygodnością. – Wciąż wierzę w rynek kapitałowy, mamy szanse być nowoczesnym, największym rynkiem w tej części Europy. On się rozwija mamy ciekawe branże, perspektywy są dobre – zaznaczał jednak Paweł Borys.

Nauczmy wreszcie po co oszczędzać

Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych pracownicze plany kapitałowe to także szansa na zmianę świadomości i kultury finansowej Polaków. – Jestem wielkim fanem nie tylko PPK, ponieważ popieram działania w kwestii długoterminowych oszczędności emerytalnych Polaków. Nasza świadomość i szeroko pojęta kultura finansowa nie są na wysokim poziomie i wszelkie tego typu działania, jak wprowadzenie PPK, są okazją do zmian – zauważył Jarosław Dominiak.

Piotr Nowjalis podkreślił także edukacyjną rolę PPK. – Oceniam ten program pozytywnie ze względu na kwestię edukacji. Każdy kolejny rząd do tej pory zachęcał Polaków do konsumowania, by napędzać rynek i konsumpcję. Dobrze, że nareszcie pojawił się program, który będzie uczył Polaków oszczędzania – tłumaczył.

Na wiele pozytywnych aspektów PPK zwracała uwagę Katarzyna Przewalska. – Jest to pierwszy program, który może stanowić poważną reformę w kierunku oszczędzania z przeznaczeniem na lata po aktywności zawodowej. Projekt wymusza oszczędzanie ze swoich wynagrodzeń i to jest świetny element edukacyjny – mówiła. Podkreśliła, że ma nadzieję, iż PPK wywołają zainteresowanie programami oszczędzania w Polsce.

Co nowego w strategii finansowej

Debata była także okazją, by spytać przedstawicielkę Ministerstwa Finansów o strategię rynku kapitałowego, jaką przygotowuje resort. – Strategia przewiduje wiele nowych korzystnych rozwiązań, np. w zakresie dywidend w przypadku inwestorów indywidualnych. Omawiane będą również m.in. zasady ładu korporacyjnego i roli GPW, która – jak zapisano w strategii – miałaby być była ważniejsza – informowała Katarzyna Przewalska. Dodała, że odbywają się kolejne sesje konferencji uzgodnieniowej.

– Myślę, że dyskusja zakończy się w przyszłym tygodniu. Jednak chcielibyśmy, by pewne kwestie w strategii i projekcie pozostały otwarte na czas wdrożenia strategii. Przyjęcie dokumentu przez rząd to początek drogi. Później chcielibyśmy stworzyć zespoły tematyczne, w których będziemy dyskutować nad wdrożeniem poszczególnych elementów ze strategii na wypadek, gdyby pojawiły się nowe okoliczności, ponieważ chcemy, aby ta strategia służyła rozwojowi rynku – podkreśliła przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA