Energetyka

Reforma energetyki w powijakach

Zamiast konkretów na temat planowanych zmian w branży mamy niepewność i polityczne przepychanki, skutkujące dymisjami prezesów w energetycznych koncernach.
Adobestock

 

W spółkach energetycznych trwają przygotowania do wydzielenia aktywów węglowych, ale wciąż nie wiadomo, jak ten proces dokładnie ma wyglądać: ile ma kosztować, jaką cześć długów koncernów ma objąć i – co może okazać się najważniejsze – czy na transakcje zgodzą się związki zawodowe. Co więcej, w kuluarach pojawiają się informacje, że może dojść do utworzenia nie jednej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE), lecz dwóch. Wciąż nie wiadomo też, co stanie się z kopalniami węgla kamiennego Tauronu i Enei. Zamiast konkretów mamy natomiast polityczne przepychanki, skutkujące dymisjami prezesów w energetycznych koncernach.

Coraz mniej czasu

Mija rok od czasu pojawienia się pierwszych informacji o powstaniu NABE, do której mają trafić elektrownie węglowe Polskiej Grupy Energetycznej, Enei i Tauronu oraz kopalnie węgla brunatnego PGE. Od tego czasu koncepcja nabrała kształtów, ale wciąż pozostaje wiele niewiadomych. Wśród analityków giełdowych największe zainteresowanie budzi kwestia zadłużenia firm energetycznych – dla wyceny transakcji kluczowe bowiem będzie, jaka część długów przejdzie do NABE wraz z aktywami. Na razie pojawiły się tylko nieoficjalne informacje, że może to być 18 mld zł. To jednak dopiero wstępne przymiarki, bo rozmowy z bankami na ten temat wciąż trwają.

Z naszych informacji wynika ponadto, że nie jest pewne, czy powstanie jedno NABE, czy może też NABE2. Do tej drugiej spółki trafiłyby lepsze elektrownie, które miałyby szansę funkcjonować bez państwowego wsparcia. Takie rozwiązanie mogłoby być odpowiedzią na zarzuty o brak konkurencyjności na rynku po reformie, który może skończyć się mocnym wzrostem cen energii. Na ten problem zwraca uwagę m.in. prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Wskazuje, że planowana reforma polegać ma na utworzeniu bardzo dużego podmiotu, z bardzo silną pozycją rynkową i znaczącym udziałem w rynku. – Mówimy o podmiocie, który będzie wytwarzał 55 proc. energii elektrycznej i posiadał 70 bloków energetycznych, czyli około dwie trzecie jednostek wytwórczych centralnie dysponowanych – stwierdził Rafał Gawin, prezes URE, podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego w Gdańsku. Zaznaczył jednocześnie, że koncepcja, która powstała w Ministerstwie Aktywów Państwowych, nie odpowiada na kilka ważnych pytań. – Jak ten nowy podmiot będzie oddziaływał na rynek i jego uczestników? Jak ma wyglądać rynek po wdrożeniu tej koncepcji? Co należy zrobić, by osiągnąć cel zapewnienia długookresowego utrzymania stabilnego poziomu cen energii? – zastanawia się Gawin.

Do tego dochodzi bunt działających w koncernach energetycznych związków zawodowych, którzy na reformę się nie zgadzają. – Proces transformacji sektora, bez wcześniejszego zawarcia umowy społecznej, nie będzie możliwy. Musimy najpierw razem z polskim rządem ustalić podstawowe kwestie, takie jak gwarancje zatrudnienia i wysokość wynagrodzeń pracowników energetyki, a także zasady funkcjonowania elektrowni w przyszłości. Obszar wydobycia ma już taką umowę podpisaną, a energetycy są na etapie domagania się takiego dokumentu i to budzi duże kontrowersje, frustrację i niepewność wśród załogi – podkreśla Piotr Serafin, przewodniczący Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Tauronie.

Problem w tym, że rozmowy rządu z górnikami trwały wiele miesięcy i można spodziewać się, że także w przypadku branży energetycznej nie będą to łatwe negocjacje. Na cały proces musi jeszcze zgodzić się Komisja Europejska i tu też rozmowy mogą okazać się bardzo trudne. Czasu natomiast jest coraz mniej. Zgodnie z harmonogramem nabycie aktywów węglowych przez Skarb Państwa ma nastąpić na przełomie II i III kw. 2022 r. – To już niedługo, ale zarazem jest to odpowiedni czas na przeprowadzenie negocjacji i przygotowanie jednostek do wydzielenia aktywów węglowych. Wierzymy, że ten proces się uda, bo od tego zależy reforma systemu energetycznego. W przeciwnym razie w związku z rosnącymi cenami CO2 doszłoby do poważnych implikacji finansowych w grupach energetycznych – powiedział w Parkiet TV Paweł Śliwa, wiceprezes PGE.

Zaskakującym pomysłem podzielił się na łamach „Parkietu" prezes Enei Paweł Szczeszek, który stwierdził, że chętnie zostawi w grupie kilka starych bloków węglowych z Elektrowni Kozienice. – Moglibyśmy zburzyć kotły węglowe, ale pozostawić turbiny parowe, które będą częścią nowych bloków gazowo-parowych. Według wstępnych obliczeń dałoby to nam oszczędności przy realizacji inwestycji, sięgające nawet 2 mld zł. Pozwoliłoby też szybciej wybudować nowe moce, a przez to uniknąć problemów z niewydolnością firm wykonawczych, bo wszystkie grupy energetyczne chcą stawiać bloki gazowe w tym samym czasie – wyjaśnił Szczeszek. – To oczywiście dopiero koncepcja, która wymaga jeszcze głębszych analiz. Pokazuje natomiast, jak złożony i skomplikowany jest cały proces wydzielenia aktywów – dodał prezes Enei.

Brak pomysłu

Do dziś nie padły ze strony Ministerstwa Aktywów Państwowych żadne konkrety dotyczące tego, jak ma wyglądać system wsparcia, który umożliwi funkcjonowanie elektrowni węglowych do czasu całkowitego odejścia od węgla. Nie wiadomo też, co stanie się z należącą do Enei kopalnią Bogdanka i z trzema kopalniami z grupy Tauron. Wiadomo jedynie, że nie pozostaną w grupach energetycznych, skoro te pozbawione zostaną elektrowni węglowych. Nieoczekiwana deklaracja prezesa Tauronu Pawła Strączyńskiego, że chciałaby kopalniami Tauronu zainteresować Jastrzębską Spółkę Węglową, nie tylko wywołała popłoch na rynku i wzburzenie zarządu JSW, ale też pokazała, że rząd nie ma żadnego pomysłu na to, jak uporządkować sektor górniczy.

Ostatnie dni obfitowały natomiast w dymisje na najwyższych szczeblach energetycznych firm. Najpierw nieoczekiwanie ze stanowiska odwołana została Wioletta Czemiel-Grzybowska, prezes PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna – spółki, która skupia elektrownie i kopalnie PGE. Według naszych informacji decyzja była efektem politycznych przepychanek, a przede wszystkim narastającego konfliktu z lokalną posłanką Małgorzatą Janowską. Nasze źródła wskazują, że nie bez znaczenia było także dystansowanie się Czemiel-Grzybowskiej od działań związanych z tworzeniem NABE.

Z kolejną dymisją mieliśmy do czynienia w Tauronie. Ze stanowiska prezesa katowickiego koncernu zrezygnował Paweł Strączyński, który zostanie w spółce do 21 lipca. Nasze źródła zbliżone do spółki wskazują przede wszystkim na silny konflikt ze związkami zawodowymi, które mocno naciskały radę nadzorczą na zmiany w zarządzie. Jak ustaliliśmy, naciski na dymisję prezesa były najsilniejsze tuż przed ostatnim kongresem PiS, bo lokalni politycy chcieli jak najszybciej uspokoić nastroje związkowców. W kuluarach głośno mówi się też o tym, że stery w Tauronie ma przejąć jeden z lokalnych działaczy PiS. Strączyński miał fatalne relacje ze związkowcami, ale był dobrze oceniany przez analityków, jako zagorzały zwolennik utworzenia NABE.

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.