Zbiórka została zorganizowana w formie crowdfundingu udziałowego, czyli publicznej emisji akcji do 1 mln euro skierowanej do inwestorów indywidualnych. Do sprzedaży trafiło 40 000 akcji, każda warta 100 zł. Papiery rozeszły się jak świeże bułeczki. W ciągu doby nabyło je 9124 inwestorów, choć akurat w tym przypadku bardziej mówimy o darczyńcach, wśród których dominowali kibice klubu.

Szansa na przetrwanie

„Gdzie szukać indywidualnych inwestorów? Na stadionach. 2 mln zł od 4525 inwestorów w 9 h 39 minut" – chwalił się podczas wtorkowej zbiórki na Twitterze Arkadiusz Regiec, szef Beesfundu, platformy, na której zorganizowano emisję. I faktycznie w sieci pojawiło się mnóstwo wpisów fanów krakowskiego klubu, którzy chwalili się objęciem udziałów, a na dowód załączali zdjęcie potwierdzenia transakcji. „Byli tacy, którzy mówili, że to się nie może udać lub że potrwa tygodnie... Jestem pewien, że Jarosław Królewski na rannej zmianie ogłosi wykonanie zadania! Wisła Kraków – jestem skrajnie dumny" – pisał w nocy na Twitterze Tomasz Jażdżyński, prezes Gremi Media, jeden z głównych pożyczkodawców Wisły. Nie mylił się. Do rana emisja została objęta w całości. Okazuje się jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. – Rozważamy większą sprzedaż akcji, dajemy sobie tydzień na podjęcie decyzji – mówił Onetowi Jarosław Królewski, prezes Synerise i również jeden z pożyczkodawców klubu.

Nikt przecież nie ukrywa, że Wisła stoi na skraju bankructwa i potrzebuje kapitału, by chociaż otrzymać licencję na grę w ekstraklasie w kolejnym sezonie. „Wygląda na to, że sytuacja Wisły wygląda/będzie wyglądać mniej więcej tak: 4 mln pożyczki 4 mln z akcji 2,7 mln z transferów 3 mln z karnetów 0,5 mln ze zrzutek. Razem 14,2 mln, czyli 2 mln więcej niż zadłużenie licencyjne płatne do 31 marca 2019" – wyliczał na Twitterze Krzysztof Stanowski, dziennikarz sportowy. Wsparcie kibiców okazało się więc bardzo istotne. Ale nie tylko klub może mieć powody do zadowolenia.

Potencjał crowdfundingu

Niewątpliwie dużym wygranym całej akcji jest platforma Beesfund oraz sama forma finansowania, czyli crowdfunding udziałowy. – Padł rekord. Jeszcze nigdy nie odnotowaliśmy tak dużego zainteresowania emisją na naszej platformie – mówił Regiec. Do środy na Beesfundzie emisje przyciągały średnio 420 inwestorów. Po wtorkowej zbiórce statystyka ta wzrosła do 835. To pokazuje potencjał emisji wśród firm, które mają specyficzne i szerokie grono odbiorców.

Foto: GG Parkiet

W przypadku Wisły ci odbiorcy to kibice. Ale wcześniejszy rekordzista – Browar Jastrzębie – sprzedał akcje piwoszom i zgarnął aż 3,87 mln zł. – Uważam, że efekty zbiórki to ogromny sukces – powiedział Piotr Piekarski, prezes Jastrzębia. Cieszy go nie tylko kwota, ale też nowo zawiązana społeczność ponad 4 tys. akcjonariuszy. – Nasi akcjonariusze to ogromny potencjał sprzedażowy, rozmiar tej grupy przerósł moje oczekiwania. Prowadzimy działania, by ta społeczność zaczęła żyć wokół browaru – mówił Piekarski. Co ciekawe, Jastrzębie szykuje też debiut na NewConnect. Walne zgromadzenie odbędzie się 22 czerwca. – Zostanie podjęta uchwała o zamianie akcji imiennych na okaziciela. Jeśli to zostanie zarejestrowane przez sąd, mamy szanse na debiut pod koniec 2019 r. – mówi Piekarski. Crowdfunding udziałowy to swego rodzaju Pre-IPO. Tak przynajmniej nazywają go ludzie z branży. To powinno cieszyć GPW, która na nadmiar debiutów nie narzeka. APTA