REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tydzień na rynkach. Gospodarka Europy zaczyna martwić inwestorów

Fala negatywnych informacji makroekonomicznych oraz pesymistycznych prognoz zaczyna wyraźnie pogarszać nastroje inwestorów.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel. Komisja Europejska obniżyła przewidywane tempo wzrostu gospodarczego w Niemczech z 1,8 do 1,1 proc. na 2019 r. oraz dla strefy euro z 1,9 do 1,3 proc.

Foto: AFP

Z europejskiej, a szczególnie niemieckiej, gospodarki nie przestają napływać negatywne informacje i sygnały. Ich kumulacja musiała w końcu znaleźć odzwierciedlenie na parkietach naszego kontynentu.

Europejskie obawy przenoszą się na Wall Street

Czarę goryczy przelały nie tylko fatalne dane o sięgającym 7,4 proc. grudniowym spadku produkcji przemysłowej w Niemczech, ale także coraz bardziej pesymistyczne prognozy publikowane przez główne ośrodki analityczne. Do tego chóru w miniony czwartek dołączyła Komisja Europejska, która obniżyła przewidywane tempo wzrostu gospodarczego w Niemczech z 1,8 do 1,1 proc. na 2019 r. oraz dla strefy euro z 1,9 do 1,3 proc., sygnalizując jednocześnie, że spowolnienie potrwa dłużej, niż się wcześniej spodziewano.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że indeks giełdy we Frankfurcie spadł w czwartek o 2,7 proc., najmocniej od grudnia ubiegłego roku, i niebezpiecznie zbliżył się do 11 000 punktów, czyli do poziomu mogącego stanowić techniczne wsparcie. Czy ono wytrzyma, przekonamy się zapewne już w najbliższych dniach, ale słabe fundamenty makroekonomiczne nie dają wielkiej nadziei na hossę na europejskich parkietach. Mocno w dół poszły także pozostałe wskaźniki w Niemczech grupujące spółki małe, średnie oraz firmy sektora technologicznego.

Perspektywy amerykańskiej gospodarki na razie aż tak złe nie są, choć kłopoty mogą się pojawić szybciej, niż się oczekuje. Między innymi z powodu niedawnego kilkutygodniowego zawieszenia działalności części rządowej administracji, którego konsekwencje mogą być widoczne w dynamice PKB już wkrótce, zanim przyjdzie czas na „właściwe", cykliczne spowolnienie. Na razie nastroje na nowojorskim parkiecie popsuły wieści z Europy, a także pogłoski, że może nie dojść do zapowiadanego spotkania Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem, co sugerowałoby brak postępów w negocjacjach dotyczących relacji między USA i Chinami. Zresztą korekta już się Wall Street „należała", biorąc pod uwagę, że S&P500 od ubiegłorocznego grudniowego dołka zyskał 16,5 proc. I wszystko wskazuje na to, że korekta w końcu nadeszła. Bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia dla S&P500 wychodzi co prawda na zero, ale czwartkowy, niemal 1-proc. spadek i naruszenie w ciągu dnia poziomu 2700 punktów to pierwsze wyraźne jej oznaki.

Realizacja zysków zdaje się zbliżać także na rynkach wschodzących, którym dodatkowo w ostatnich dniach szkodzi umacniający się dolar. MSCI Emerging Markets nie zdołał trwale pokonać szczytu z sierpnia ubiegłego roku i od środy rozpoczął korekcyjny ruch w dół.

Ożywienie małych spółek

Czwartkowe gwałtowne pogorszenie się nastrojów na europejskich parkietach najmocniej odczuł indeks naszych największych firm. Sięgający w jego przypadku 1,8 proc. spadek z nawiązką zniwelował poprzedzającą go zwyżkę. W rezultacie bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia wypadł dla WIG20 niemal 1 proc. pod kreską, co jednocześnie oznacza pojawienie się niekorzystnych sygnałów.

Ponowne zejście poniżej 2400 punktów to sukces niedźwiedzi, tym większy, że wskutek tego tworzy się formacja podwójnego szczytu zarówno w krótkoterminowym horyzoncie, jak i w dłuższej perspektywie. Ważniejszy wydaje się fakt, że atak na szczyt z sierpnia ubiegłego roku ostatecznie okazał się nieudany, co powinno skutkować poważniejszą spadkową korektą. To, jak dalece będzie ona poważna, zależeć będzie głównie od rozwoju sytuacji w światowym otoczeniu.

Na razie największy niepokój budzi DAX, ale należy się spodziewać korekty także na Wall Street, więc z tej strony byki na pomoc nie mają co liczyć. Najbliższego wsparcia można wypatrywać w okolicach 2300 punktów, ale biorąc pod uwagę choćby skalę wcześniejszej fali wzrostowej oraz negatywne sygnały makroekonomiczne, byłby to najniższy „wymiar kary", po którym można by się obawiać dalszego ciągu przeceny. W czwartek spośród największych spółek przed spadkiem zdołały się uchronić jedynie walory CCC, co świadczy o zdecydowanym pogorszeniu się nastrojów. Potwierdza to także skala spadków, w przypadku połowy blue chips przekraczająca 2 proc., choć trudno jeszcze mówić o typowych oznakach wychodzenia inwestorów zagranicznych z naszego parkietu, sądząc choćby po niewielkich obrotach. Przełamania sierpniowego szczytu nie potwierdził także wskaźnik szerokiego rynku i choć w jego przypadku tygodniowa zniżka (do czwartku) była stosunkowo niewielka, to negatywne sygnały są podobne jak w przypadku WIG20.

Foto: GG Parkiet

Znacznie lepiej przedstawia się sytuacja w segmencie małych i średnich spółek. W pierwszej połowie tygodnia mWIG40 zdołał bardziej zdecydowanie wyrwać się z trwającej od połowy stycznia konsolidacji i poradzić sobie z oporem w okolicy 4100 punktów. Niestety czwartkowa sesja w znacznej mierze ten wysiłek zniweczyła, choć wspomniany poziom udało się bykom obronić, a w skali czterech sesji utrzymać prawie 1-proc. zwyżkę.

Perspektywa spadkowej korekty nie wydaje się być dla wskaźnika średniaków zbyt groźna. Od dołka z listopada ubiegłego roku mWIG40 poszedł w górę o zaledwie 9 proc., a więc znacznie mniej niż WIG20, a ponadto może się on okazać nieco bardziej odporny na negatywne wpływy otoczenia. Patrząc na czwartkową sesję z punktu widzenia liczby taniejących akcji, widać jednak wyraźną przewagę podaży. Przed przeceną uchroniły się walory jedynie dziesięciu spółek. W tej grupie wyróżniały się zwyżkujące o 6 proc. papiery Grupy Azoty. Po drugiej stronie znalazły się przeceniane o ponad 8 proc. akcje CI Games, ale także kontynuujące korektę wcześniejszej zwyżki papiery Play, które traciły ponad 4 proc.

Bez większych przeszkód kontynuuje rajd indeks najmniejszych firm. W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia zyskał 1,8 proc. i był to już siódmy z rzędu wzrostowy tydzień sWIG80. Od drugiej połowy grudnia ubiegłego roku zdołał on pójść w górę o prawie 10 proc., ale dynamika tego ruchu zdecydowanie zwiększyła się w pierwszych dniach lutego. Lekką rysą w tej tendencji jest cofnięcie się indeksu przed osiągnięciem 11 500 punktów, które można uznać za pierwszy poważniejszy poziom technicznego oporu.

Pozytywny znak to z kolei zwiększający się (choć wciąż stosunkowo niski) wolumen obrotów. Należy jednak zwrócić uwagę, że w ostatnich dniach indeksowi pomagało dynamiczne odreagowanie silnie przecenionych wcześniej walorów przedstawicieli sektora finansowego, czyli Idea Banku, Altusa i Skarbca, przy jednoczesnej słabości spółek przemysłowych i reprezentantów sektora budowlanego. Taki układ nie wróży zbyt dobrze z punktu widzenia perspektywy średnioterminowej i koresponduje ze słabymi danymi makroekonomicznymi napływającymi z Niemiec i strefy euro.

Dolar szkodzi surowcom, z wyjątkiem miedzi

Surowcowy CRB Index od połowy stycznia znajduje się w fazie stabilizacji wokół poziomu 180 punktów, od którego oddala się jedynie minimalnie. Nie oznacza to jednak, że na giełdach towarowych niewiele się dzieje. Wręcz przeciwnie, lokalnie wahania notowań są spore. Jednym z głównych czynników niekorzystnie wpływających na ceny towarów jest umacniający się w ostatnich dniach dolar.

Jednym, ale ani nie jedynym, ani nie wszechobecnym. Jego wpływ najmocniej zdaje się odczuwać złoto, którego notowania, po osiągnięciu 1325 dolarów za uncję w ostatnich dniach stycznia, zaliczają sięgającą niespełna 1 proc. spadkową korektę. Nie stanowi ona na razie większego zagrożenia dla średnioterminowego trendu wzrostowego na rynku kruszcu korzystającego ze złagodzenia retoryki ze strony amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Obawy związane z pogorszeniem się koniunktury w globalnej gospodarce przeważyły nad innymi czynnikami w przypadku ropy naftowej. Notowania amerykańskiej WTI, po niedawnym wzroście do 55 dolarów za baryłkę, weszły w fazę spadkowej korekty, która sprowadziła je w okolice 52 dolarów, co oznacza tygodniowy (do czwartku) spadek o prawie 5 proc. Nie pomogły tu informacje o ograniczeniu wydobycia przez Arabię Saudyjską i Rosję wobec rekordowej produkcji i wzrostu zapasów surowca w Stanach Zjednoczonych. Wyraźnie mniejszy był spadek w przypadku europejskiej Brent, której notowania od początku lutego trzymają się w okolicach 62 dolarów za baryłkę.

Na tym tle, w kontekście słabnącej koniunktury i umacniającego się dolara, nietypowo zdaje się zachowywać rynek miedzi. Kontrakty terminowe na ten metal w ostatnich dniach poszły w górę o ponad 2 proc., docierając do lokalnego szczytu z września ubiegłego roku, będącego jednocześnie górnym ograniczeniem trendu bocznego obowiązującego od lipca 2018 r. Od stycznia obecnego roku zyskały one jednak już 10 proc. Powodem tego optymizmu są rachuby dotyczące złagodzenia relacji między USA a Chinami oraz działania chińskich władz zmierzające do zapobieżenia hamowaniu tamtejszej gospodarki.

Roman Przasnyski

główny analityk, Gerda Broker


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA