Od początku roku wszystkie indeksy warszawskiej giełdy mocno zyskały. Jak przewiduje pan rozwój sytuacji w najbliższych miesiącach? Czy nadal warto kupować akcje?
Podobno, jeśli nagłówki prasowe krzyczą „hossa na giełdzie", to znak, że wyceny akcji zaczną niebawem spadać. Na rynku panuje optymizm, również moim zdaniem giełda ma jeszcze potencjał wzrostu. Utrzymujące się zwyżki przyciągają na parkiet kolejnych graczy. Przy rekordowo niskich stopach procentowych nie opłaca się trzymać pieniędzy w banku, giełda jest więc atrakcyjną alternatywą. Jeśli nie bezpośrednio akcje, to jednostki funduszy inwestycyjnych.
Uważam, że to wciąż czas małych i średnich spółek. Trudno udzielać jakichś szczególnych rad, bo dobre inwestowanie polega na wyławianiu niedowartościowanych perełek niż wyborze jakiejś branży.
Jest sezon dywidendowy – na pewno warto się przyglądać, co firmy oferują akcjonariuszom pod tym względem.
Jak postrzega pan rozwój rynku kapitałowego w długim terminie?
Mam tak samo mało optymistyczne zdanie jak w zeszłym roku, kiedy kandydowałem do Rady Giełdy. W ciągu tych kilku miesięcy od wyboru nowych władz GPW niewiele się zmieniło. Płynność obrotów na giełdzie jest niska, tak samo jak aktywność inwestorów indywidualnych w porównaniu z poprzednimi latami. Słabo wygląda rynek IPO, a duże stopy redukcji zapisów w transzach inwestorów indywidualnych świadczą o tym, że Polacy lubią brać udział w pierwszych ofertach publicznych.
Tak więc rynek wymaga gruntownej naprawy. Dużo się na ten temat mówi, debatuje i narzeka na różnych konferencjach, ale niewiele z tego wynika.
Pańska recepta?
Oczywiście najwięcej do zrobienia, jeśli chodzi o poprawę sytuacji na rynku kapitałowym, miałby rząd. Potrzebne są przede wszystkim ulgi podatkowe dla inwestorów giełdowych, zniesienie lub przynajmniej ograniczenie podatku od zysków. Ale to przecież część osób z tej ekipy porównywała giełdę do kasyna, kiedy dokonywano zmian w OFE. Posłów inwestujących na giełdzie można chyba policzyć na placach jednej ręki. Mamy też rok wyborczy i rząd ma „ważniejsze" sprawy na głowie, na pewno obniżanie czy likwidacja podatku od zysków kapitałowych nie jest priorytetem.
Równie dużo do zrobienia mają inne instytucje rynku – potrzebne jest zmniejszenie opłat transakcyjnych przez GPW i domy maklerskie. Większy wolumen transakcji szybko zrekompensowałby chwilowy spadek przychodów z tego źródła.
Upieram się, że zniesienie ograniczeń wahań kursów i likwidacja notowań jednolitych przyczyniłaby się do uatrakcyjnienia inwestowania na GPW. Podobnie jak skrócenie sesji i skorelowanie jej z handlem na amerykańskim rynku.
Patrząc od strony spółek, powinno się tak poprawić regulacje, by decyzje GPW czy Komisji Nadzoru Finansowego nie były uznaniowe. Każdy prezes spółki giełdowej przyzna pewnie, że jeśli chodzi o nadzór, śruba jest przykręcona absurdalnie mocno.
Praktycznie każdego roku pojawia się pan w nowej spółce giełdowej, co cieszy graczy nastawionych bardziej spekulacyjnie. Jakie są plany na ten rok?
Cały czas obserwujemy rynek, jesteśmy aktywni, nie wszystkie działania muszą skutkować przejęciem. Zresztą w obecnych realiach regulacyjnych zastanawiamy się, czy raczej nie odchudzić grupy.
Aktualnie grupa pracuje nad uporządkowaniem struktury. Część aktywów i pasywów będzie wydzielona ze spółek i przeniesiona do specjalnego wehikułu.
Co dokładnie zostanie wydzielone?
Chodzi o składniki majątkowe, które nie są wykorzystywane do bieżącej działalności, a które absorbują służby księgowe i prawne. Zarządy niebawem powinny przedstawić szczegółowe plany podziału, które będą musiały zatwierdzić walne zgromadzenia akcjonariuszy.
Inwestorzy spekulują, że już pan przejął kolejną firmę – ale nie bezpośrednio. W AD. Drągowski pojawiła się Danuta Rączkowska, którą rynek z panem kojarzy. Samo przejęcie przypomina akwizycję Budvaru rok temu.
Też czasem przeglądam fora internetowe i wiem, że wchodzę – lub zaraz wejdę – do wielu spółek notowanych na GPW. Nic na to nie poradzę. Nowym inwestorem AD. Drągowski jest pani Danuta Rączkowska, a nie Mariusz Patrowicz. Tyle mam do powiedzenia.
Indeksy giełdowe od początku roku idą w górę, ale spółki z pana portfela radzą sobie gorzej niż rynek – kursy potraciły po kilka, kilkanaście procent.
Notowaniom nie pomagają takie decyzje jak bezzasadne wykluczenie IFSA ze składu indeksu WIG250 i nieuwzględnienie spółki w mWIG40. Na tego typu uznaniowe działania nie mamy żadnego wpływu.
Może to kwestia wyników finansowych. Duże straty netto, jakie w 2014 r. poniosło część spółek, są papierowe, wynikają z wyceny posiadanych instrumentów. To nic nadzwyczajnego dla firm, które zajmują się działalnością inwestycyjną. Ale chociażby Atlantis czy Fon zarabiają realne pieniądze na udzielaniu pożyczek, wykazały zyski na poziomie operacyjnym. Atlantis w zeszły roku księgował co miesiąc ponad 200 tys. zł z tytułu odsetek od pożyczek gotówkowych. Biznes jest bezpieczny i w zasadzie niezależny od żadnej koniunktury, nie wymaga żadnej infrastruktury ani nakładów.
Jakim czynnikiem ryzyka dla tego biznesu są rekordowo niskie stopy procentowe?
Niewielkim. Pożyczki są udzielane osobom i podmiotom, które z różnych powodów nie mogą liczyć na banki czy inne instytucje. My podejmujemy ryzyko zapewnienia im finansowania, ale to kosztuje. Oprocentowanie pożyczek to zazwyczaj kilkanaście procent w skali roku. Najważniejsze są jednak zabezpieczenia – nieruchomości czy płynne papiery wartościowe. Dlatego to nie jest oferta dla przeciętnego Kowalskiego.
Nie udzielamy wsparcia, jeśli nie mamy zapewnionego adekwatnego zabezpieczenia w przypadku kłopotów ze spłatą. Jak dotąd takie kłopoty się nie zdarzyły, potrafimy być zresztą elastyczni.
Na jakim etapie jest sprawa zarzucanej panu manipulacji akcjami Chemoservisu?
Absurdalny zarzut dotyczy sztucznego kształtowania TKO (teoretyczny kurs otwarcia – red.). Ponownie rozpoznaje ją sąd pierwszej instancji. Wierzę, że wyrok będzie taki sam jak w 2013 r. – czyli uniewinniający. I pewnie znów prokuratura wniesie apelację. Sprawa ciągnie się od pięciu lat i nie spodziewam się, niestety, szybkiego finału.
Grupa Patrowicza | Słabiej od rynku
W portfelu DAMF Investu, wehikułu kontrolowanego przez Mariusza Patrowicza, znajduje się sześć spółek z rynku głównego: Atlantis (53,7 proc. akcji, kapitalizacja 21 mln zł), Fon (76,8 proc. papierów, wycena 35 mln zł), Elkop (72,8 proc. akcji, kapitalizacja 15,5 mln zł), Investment Friends (52,5 proc. walorów, kapitalizacja 8,4 mln zł), IF Capital (50,8 proc. akcji, wycena 7,6 mln zł) oraz Resbud (69,1 proc. papierów, kapitalizacja 23 mln zł).
Podczas gdy indeks szerokiego rynku od początku roku zyskał 9,9 proc., notowania wszystkich wymienionych firm spadły. Najmocniej Fonu – o 20 proc., a najmniej IF Capital – o 1,9 proc.
Spółki zajmują się głównie działalnością inwestycyjną oraz udzielaniem pożyczek. Wycena portfeli inwestycyjnych spowodowała spustoszenie w wynikach netto Atlantisu, Fonu i IFSA (po ponad 20 mln zł strat). Wyniki operacyjne wszystkich firm – poza Resbudem – były na plusie.
CV
Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UW, w biznesie działa od 1989 r. Zaczynał od sklepu RTV AGD w Płocku. Na warszawskim parkiecie jako większy inwestor jest aktywny od 2007 r. Pośrednio kontroluje spółki: Atlantis, Fon, Elkop, Investment Friends, IF Capital oraz Resbud. Zajmuje 111. miejsce na liście 500 największych polskich przedsiębiorców miesięcznika „Sukces".