Reklama

Malarze rosyjskich milionerów

Różnorodna oferta aukcji na każdą kieszeń.

Publikacja: 13.06.2015 18:15

Na 24 tys. zł wyceniono obraz Piotra Potworowskiego, cenionego klasyka powojennej sztuki.

Na 24 tys. zł wyceniono obraz Piotra Potworowskiego, cenionego klasyka powojennej sztuki.

Foto: Desa Unicum/Marcin Koniak

Krajowy rynek dawnej sztuki od kilku lat radykalnie maleje. Wegetuje w cieniu aukcji powojennego malarstwa, na których często padają rekordy cenowe. Zasoby dawnego dobrego malarstwa się wyczerpały. Trafiają się jednak dzieła legendarnych dawnych mistrzów. Na przykład na aukcji 11 czerwca w Desie Unicum (www.desa.pl) wystawiono za rekordową cenę 1,2 mln zł obraz Wilhelma Kotarbińskiego (1849–1921), który został wylicytowany do kwoty 1,5 mln zł.

Kotarbiński miał wyjątkowo ciekawą biografię. W 1871 roku znalazł się Rzymie, podjął studia malarskie, żył w biedzie. Korzystał z pracowni przy legendarnej ulicy artystów Via Margutta, związany był z kolonią rosyjskich malarzy. Bywał u malarza Henryka Siemiradzkiego, który w Rzymie miał piękną rezydencję odwiedzaną przez królów.

W późniejszych latach Kotarbiński razem ze światowej sławy rosyjskim malarzem Michałem Wrublem tworzył freski w soborze św. Włodzimierza w Kijowie. W czwartym tomie „Słownika artystów polskich" czytamy, że zdobił freskami rezydencje moskiewskich milionerów. Obrazy u niego zamawiał Paweł Tretiakow, słynny rosyjski kolekcjoner sztuki, którego imię nosi wielkie muzeum w Moskwie. Kotarbiński podobno umarł w biedzie. Na międzynarodowych aukcjach i w światowej literaturze znany jest jako rosyjski malarz.

„Rosyjski malarz"

W polskich wzmiankach o Kotarbińskim pisze się tak, jakby czymś nagannym było malowanie obrazów dla Rosjan. Faktem jest, że gdyby nie malował dla Rosjan, to po 2000 roku nie byłby notowany na światowych aukcjach. Drogo płacą za niego właśnie Rosjanie, ponieważ uważają go za swojego artystę. Tak samo za swojego malarza uznają wspomnianego Henryka Siemiradzkiego.

W XIX wieku Polacy jechali do Rosji nie tylko jako zesłańcy na Syberię. Tysiące Polaków z własnej woli zatrudniało się w Rosji, np. u kolejnych carów, za ciężkie pieniądze byli lekarzami lub inżynierami. Sztandarowym przykładem może być inżynier Stanisław Kierbiedź (1810–1899). W 1864 zbudował w Warszawie most Aleksandryjski, nazwany tak na cześć cara Aleksandra, potocznie zwany mostem Kierbedzia. Przez całe zawodowe życie tak owocnie pracował dla Rosjan, że w nagrodę dostał m.in. tytuł generała-majora.

Reklama
Reklama

W malarstwie sztandarowym przykładem pracy dla Rosjan jest Siemiradzki (1843–1902). I bardzo dobrze! Dzięki temu po 2000 roku przypomniał sobie o nim świat. Największe firmy aukcyjne oferowały obrazy Siemiradzkiego na „rosyjskich aukcjach".

Opowiadał mi Tadeusz Chruścicki, niezapomniany dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, jak dzięki Siemiradzkiemu doszło do powstania krakowskiego muzeum. Patriotyczna legenda głosi, że Siemiradzki ofiarował narodowi swój sztandarowy obraz „Pochodnie Nerona" i był to symboliczny akt założycielski Muzeum Narodowego. Dyrektor Chruścicki opowiadał, że wcześniej Siemiradzki namawiał cara, aby kupił od niego ten obraz. Car nie był zainteresowany nawet proponowanym zakupem na raty. Dopiero wtedy Siemiradzki ostentacyjnie podarował rodakom malowidło. Być może po to, żeby zagrać carowi na nosie. Obraz zdobi Sukiennice. Jest to kawał dzieła sztuki (385 na 704 cm).

W 1986 roku ukazała się genialna książka biograficzna o Siemiradzkim, który za życia był w Europie cenionym malarzem akademickim, m.in. sławił dzieje chrześcijaństwa. Tę pierwszą biografię napisał prof. Józef Dużyk, który przez lata pracował w Rzymie. Miał tam bezpośredni dostęp do archiwów związanych z naszym malarzem.

W Polsce po 2000 roku sensację budziły kolejne rekordy cenowe ustalane przez Rosjan na światowych aukcjach na obrazy Siemiradzkiego. Zdumiewa mnie, dlaczego nikt wtedy nie wznowił książki Dużyka? Na pewno można by dobrze zarobić na jej wznowieniu, a czytelnicy poznaliby kompletnie nieznaną biografię naszego wielkiego artysty.

Szkoda, że domy aukcyjne nie zajmują się edukacją w dziedzinie sztuki. Nie mają na to pieniędzy? Renomowane na świecie domy aukcyjne nie tylko wydają książki, ale kręcą także filmy edukacyjne. Systematycznie organizują kursy lub wycieczki dla kolekcjonerów. Może dlatego w świecie rynek sztuki kwitnie?

Rynek dostawcy

Dobre, dawne obrazy zdarzają się u nas coraz rzadziej. Generalnie polski rynek sztuki jest rynkiem dostawcy. Jeśli właściciel nie wstawi w komis obrazów, to nie ma czym handlować. Oferta zbierana jest do ostatniej chwili, przez to zwykle brak czasu na fachowy, atrakcyjny opis aukcyjnego towaru.

Reklama
Reklama

13 czerwca w krakowskiej Desie (www.desa.art.pl) oferowana jest rynkowa rzadkość, mianowicie obraz Stanisława Wyspiańskiego (cena wyw. 630 tys. zł). Nie został opisany w katalogu właśnie dlatego, że nie starczyło czasu. Na świecie antykwariusz ma tylko jeden kłopot: jak sprzedać towar. Polski antykwariusz ma dwa problemy: komu sprzedać sztukę, ale najpierw skąd ją zdobyć?! Tak sytuację niskiej podaży komentuje wybitny marszand Andrzej Starmach.

Tak samo na 13 czerwca zaplanowano aukcję sztuki dawnej Sopockiego Domu Aukcyjnego (www.sda.pl). To aukcja specjalistyczna secesji i art deco. Mimo braku podaży zgromadzono ciekawe obiekty: obrazy, grafiki, meble, biżuterię, szkła. Zabytkową ceramikę stołową kupić można już za 120 zł. Są też przedwojenne plakaty dotyczące naszych sukcesów gospodarczych, idealnie nadają się do eleganckiej dekoracji służbowego gabinetu.

Przed wakacjami odbędzie się także kolejna wielka aukcja dzieł klasyków powojennej sztuki. Odbędzie się w Desie Unicum 23 czerwca. Obowiązkowo będzie obraz Wojciecha Fangora, dziś najchętniej licytowanego powojennego artysty. Warto zwrócić uwagę na muzealnej wartości „Pejzaż z Kornwalii" Piotra Potworowskiego.

Będzie też obraz Rafała Olbińskiego (zdjęcie obok). W katalogu odważnie, chyba z lekką przesadą, przyrównano Olbińskiego do Salvadora Dali, genialnego hiszpańskiego surrealisty.

Kto będzie licytowany na aukcjach, kiedy z kolei wyczerpią się zapasy dobrych obrazów powojennych klasyków, np. Wojciecha Fangora lub Jana Tarasina? Zapewne artyści sprzedawani na aukcjach najmłodszej sztuki, gdzie wszystkie ceny wywoławcze wynoszą 500 zł.

W ostatnich dniach odbyła się jubileuszowa 50. z kolei aukcja najmłodszej sztuki Sopockiego Domu Aukcyjnego (www.sda.pl). Z okazji aukcyjnego jubileuszu we wstępie do katalogu wydrukowano dziesięć najwyższych notowań na tych aukcjach. Okazuje się, że aż w sześciu wypadkach na dziesięć najdrożej kupowaną malarką jest Zofia Błażko. Obrazy artystki kupowano za kwoty od 8,5 tys. do 17 tys. zł. Po siedmiu latach organizowania aukcji najmłodszych średnia cena sprzedaży wynosi około 1,2 tys. zł.

Reklama
Reklama

Aukcje najmłodszej sztuki zaczęto organizować po kryzysie finansowym 2008 roku, kiedy istotnie spadł popyt na krajowym rynku. Zdominowały one krajowy handel sztuką. Rocznie odbywa się 55 aukcji najmłodszej sztuki, gdy w sumie w kraju organizowanych jest 200 aukcji sztuki i antyków.

Gdyby inne firmy, wzorem Sopockiego Domu Aukcyjnego, opublikowały najwyższe notowania ze swoich aukcji, poznalibyśmy dzisiejszą czołówkę. Oczywiście nie ma gwarancji, że ci, dziś młodzi malarze będą wysoko notowani na krajowym rynku również za dziesięć lub 20 lat. Tak samo nie ma gwarancji, że za 20 lat ceniona będzie sztuka Wojciecha Fangora. Moim zdaniem największym zyskiem z zakupu sztuki jest codzienne obcowanie z nią w domu.

[email protected]

Parkiet PLUS
Wzmocnić Ogólnoeuropejski Indywidualny Produkt Emerytalny
Parkiet PLUS
Mimo wzrostu płac Polacy zmniejszają świąteczne wydatki i biorą kredyty
Parkiet PLUS
Kluczowe rynkowe trendy 2025 r., które będą rzutować na 2026 r.
Parkiet PLUS
Mikołajkowy prezent dla kredytobiorców od RPP. Ale nie dla deponentów
Parkiet PLUS
Czy polskie społeczeństwo w sferze finansowej postępuje uczciwie?
Parkiet PLUS
Inwestorzy nie boją się o obligacje deweloperów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama