Inwestorzy wystrzegają się inwestowania w nierentowne i mocno zadłużone spółki. Chyba że dostrzegają szansę na zmianę niekorzystnej sytuacji firmy. Udana restrukturyzacja przynosi wymierne korzyści nie tylko spółce, ale i posiadaczom jej akcji. Wszędzie tam, gdzie pozytywne efekty restrukturyzacji ujawniły się w wynikach, notowania ruszały w górę. – Patrząc czysto statystycznie, najlepszy moment na inwestycje jest wtedy, gdy po restrukturyzacji wyniki przestają się pogarszać i zaczynają powoli rosnąć. Strategia jest jednak obarczona sporym ryzykiem. Alternatywnie możemy inwestować w momencie, gdy wszystkie karty są już na stole. Ciężko jest jednak po tej strategii oczekiwać ponadprzeciętnych zysków – wskazuje Kamila Hajdamowicz, analityk BM Banku BGŻ BNP Paribas.
Wynikowa przemiana
Powody do zadowolenia mogą mieć posiadacze akcji Asbisu, który nie tak dawno zabrał się do naprawy swoich finansów. Kłopoty dystrybutora sprzętu IT były pochodną kryzysu w Rosji i na Ukrainie, gdzie firma prowadziła znaczną część swoich interesów. – W rezultacie spółka przeżyła prawdziwe załamanie przychodów. Zmuszona była wyprzedawać towary z magazynów i negocjować z bankami obsługę ogromnego zadłużenia – tłumaczy Seweryn Masalski, zarządzający z MM Prime TFI. Ostatnie raporty finansowe wskazują, że najgorsze powinna mieć już za sobą. Po kilku kwartałach zakończonych stratą, ku radości inwestorów, w III kwartale br. spółka wypracowała zyski i to na wszystkich poziomach rachunku wyników.
– Wyniki za III kwartał to światełko w tunelu – co prawda są gorsze niż rok wcześniej, ale już lepsze niż w poprzednim kwartale: udało się wypracować minimalny zysk netto. Spółka mocno ograniczyła koszty, ścięła zatrudnienie o kilkadziesiąt procent, co pozwoliło wypracować pozytywny wynik operacyjny na wszystkich rynkach i minimalny zysk netto na całej działalności. Co ważniejsze, pozytywne przepływy pieniężne z działalności operacyjnej sprawiły, że dług netto istotnie się zmniejszył. Mimo to nie możemy być pewni, że najgorsze za nami. Kolejny kwartał potwierdzi, czy poprawa jest trwała – uważa Masalski.
Wynikowa przemiana nie umknęła uwadze inwestorów. Powrót spółki do rentowności pozwolił notowaniom Asbisu odbić się od dna z 0,67 zł we wrześniu o 140 proc. do 1,61 zł na koniec listopada. Cena jest wciąż dużo poniżej maksimum wynoszącego 8 zł z grudnia 2013 r., czyli niedługo przed wybuchem ukraińskiego kryzysu.
Koniec z nierentownymi kontraktami
O wyjście na prostą walczą spółki z branży budowlanej, która do dziś jeszcze nie uporała się ze wszystkimi skutkami najpoważniejszego kryzysu ostatnich lat. Firmy, które przetrwały, są dziś w dużo lepszej kondycji niż kilka lat temu, choć część z nich dopiero niedawno zaczęła przynosić zyski.