Jesienią ub.r., gdy wskazywał pan, że PKB może się w tym roku powiększyć o mniej, niż 3 proc., zamiast blisko 4 proc., jak oczekiwał rząd, był pan w tych prognozach odosobniony. Dziś wydaje się, że pański scenariusz się sprawdza. Spowolnienie z I połowy roku było rzeczywiście widoczne już pod koniec ub.r.?
Już wtedy było jasne, że będzie przerwa w napływie funduszy unijnych w związku z wygaśnięciem jednej perspektywy budżetowej UE i powolnym uruchamianiem nowej. Na to nałożyła się jeszcze zmiana rządu, co nie przyspiesza projektów inwestycyjnych. Inwestycje finansowane z funduszy UE charakteryzują się dużym mnożnikiem, więc ich spadek musiał skutkować słabszym tempem wzrostu PKB.