Wydaje się, że po chwilowej panice, która zaowocowała wzrostem cen surowca do 120 USD inwestorzy zaczęli wyceniać scenariusz, w którym ryzyko wydłużenia konfliktu jest ograniczone, ale ten optymizm ma na razie ograniczone potwierdzenie w faktach. Prezydent Trump może wysłać dowolną liczbę postów na Truth Social, ale nie odblokują one transportu cieśniną Ormuz i nie wznowią z dnia na dzień wygaszonej produkcji ropy i gazu w Zatoce Perskiej. Strategia kreowania alternatywnej rzeczywistości długo działała, ale trudno powiedzieć, jak miałaby się powieść w tym przypadku – konflikt, którego większość Amerykanów, również wyborców prezydenta, nie chciała, coraz wyraźniej może go kosztować co najmniej Izbę Reprezentantów po jesiennych wyborach połówkowych. Obecnie szanse Republikanów na zachowanie w niej większości wydają się iluzoryczne.

To powiedziawszy, marzec zakwestionował kilka bardzo popularnych opinii, które dominowały nagłówki gazet w ciągu poprzednich dwóch miesięcy. Po pierwsze, pogłoski o śmierci dolara najwyraźniej (znowu) okazały się przesadzone. O ile nie wykluczamy absolutnie, że powróci on do trendu spadkowego w dalszej części roku, skrajne pozycjonowanie inwestorów spekulacyjnych otwiera drogę do tymczasowego spadku poniżej 1,15 na kursie EUR/USD. Tego rodzaju sytuacja otwiera drogę do zatrzymania relatywnej siły rynków wschodzących, w szczególności azjatyckich (Korea, Tajwan), które determinowały zachowanie całej grupy przez ostatnich kilkanaście miesięcy – są to państwa wysoko wrażliwe na ceny surowców energetycznych. Nie jesteśmy optymistami, jeżeli chodzi o naszą część Europy. O ile DAX wydaje się dość mocno wyprzedany, WIG20 zachowywał się na razie zaskakująco dobrze i mamy wątpliwości, czy ta siła zostanie podtrzymana.

W scenariuszu relatywnej siły dolara naprawdę ciekawie zaczyna wyglądać rynek amerykański, być może nie w długim horyzoncie czasowym (wyceny pozostają bardzo wysokie), ale z uwagi na wyprzedanie spółek softwarowych i Magnificent 7. W ostatnim czasie w obu tych miejscach rynku pojawiły się sygnały sugerujące formowanie dołka, a chociaż niepewność geopolityczna powoduje na rynku spory chaos i utrudnia ich identyfikację, najpopularniejsza transakcja tego roku, czyli „sell America” zasługuje na przynajmniej tymczasowe problemy. A propos innych „zatłoczonych zakładów” (ang. crowded trades), ostatnie dni potwierdzają, że po tak silnych wzrostach jak w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy, złoto niekoniecznie będzie w stanie dać zabezpieczenie, gdyby percepcja wpływu wojny na gospodarkę miała się pogorszyć.