Chaos jest tak ogromny, że tak naprawdę trudno określić, jakie jest stanowisko obu stron, jaką strategię obrały i na jakie ustępstwa byłyby w stanie przystać. Już sam powrót do negocjacyjnego stołu byłby dla inwestorów promyczkiem nadziei. Na razie brak jakichkolwiek nowych informacji jest najlepszą nowiną dla uczestników rynku, którzy wciąż żyją wiarą, że konflikt nie będzie się zaostrzać.

Nie dość, że nastroje są chimeryczne, to wiele rynkowych prawideł i zależności uległo w ostatnim czasie zachwianiu. Dotyczy to m.in. rynku surowców. Po posiedzeniu OPEC i ze względu na kilkutygodniową przerwę w dostawach libijskiej ropy po kursie ropy nie można było wywnioskować, że nad globalnym wzrostem gospodarczym piętrzą się czarne chmury strachu przed wzrostem restrykcji w handlu. Dopiero wizja dostępności ropy z Libii wywołała potężną reakcję. Baryłka w Londynie została przeceniona jednego dnia o ponad 7 proc., czyli najsilniej od ponad dwóch lat. Przed rynkiem ropy nie ma jednak naszym zdaniem znacznego spadkowego potencjału. W obliczu strachu przed wojną handlową nie dziwi słabość metali przemysłowych oraz platyny i palladu. Zniżki cen złota poniżej 1250 USD za uncję na długoterminowe minima przy potężnych napięciach geopolitycznych nie są czymś tak oczywistym, ale należy je złożyć na karb utrzymywania się wysokiej rentowności długu USA i siły amerykańskiej waluty.

Jednym z głównych beneficjentów zamieszania jest bowiem dolar, za którym stoi wiarygodny bank centralny podążający jasno wytyczoną ścieżką w kierunku normalizacji polityki, i rozpędzona gospodarka, która dość nieoczekiwanie znów zaczęła wyróżniać się siłą. Można ją porównać do solidnego ucznia, który przez wiele semestrów nie schodzi poniżej pewnego przyzwoitego pułapu. W jego dzienniczku nie znajdziemy zbyt wielu wzorowych ocen, ale nie ma tam też dwój.

W ubiegłym roku strefa euro była natomiast jak klasowa czarna owca, które nagle zabrała się do nauki. Wielu ta przemiana tak zaimponowała, że w ich oczach Euroland zasłużył na awans z oślej do pierwszej ławki, ale w ostatnich miesiącach nowy kandydat na prymusa znów obniżył loty i pojawiają się obawy, że stare problemy powrócą. ¶