Szybko rosnąca w Polsce branża konopna liczy na większą liberalizację, jak w innych krajach Europy (Czechy, Malta, a wkrótce Luksemburg czy Szwajcaria). Rodzime regulacje pozostają bowiem jednymi z najbardziej restrykcyjnych na kontynencie. Mający największe szanse na uchwalenie projekt PiS wprowadza rozwiązania, które umożliwią uprawę konopi innych niż włókniste, ale prowadzoną wyłącznie w instytutach badawczych i nadzorowaną przez ministra rolnictwa. Konrad Gładkowski, prezes Centrum Medycyny Konopnej, zwraca jednak uwagę na proponowaną przez partię rządzącą możliwość uprawy w Polsce konopi w celu uzyskania surowca farmaceutycznego.

– To ważny krok dla tysięcy pacjentów. Terapia prowadzona pod opieką lekarza, który śledzi proces leczenia i przeprowadza wizyty kontrolne, już dzisiaj pomaga wielu osobom w walce z ich dolegliwościami. Lekarze mogą przepisywać pacjentom medyczną marihuanę, choć w przeszłości zdarzały się problemy z dostępnością leku. Zezwolenie na uprawę to świetna decyzja – przekonuje. I zaznacza, że rozwój sektora upraw marihuany może być dla kraju dobrą inwestycją. – To olbrzymia szansa dla polskich firm i budżetu – komentuje Gładkowski.

Wtóruje mu Jacek Kramarz, wiceprezes East Hemp Group. Jak podkreśla, proponowane zmiany idą w dobrym kierunku. – Konopie inne niż włókniste mogą być stosowane w Polsce jako lek, po uprzedniej rejestracji surowca jako preparatu farmaceutycznego. Dotąd surowiec był importowany, przede wszystkim z Kanady i Holandii, co wpływało negatywnie na jego dostępność i ciągłość dostaw – wyjaśnia.

Ważą się zatem losy polskiego rynku, który – jak wskazuje Damian Olędzki, założyciel marki HempKing (producent wyrobów na bazie konopi siewnych), może być w najbliższych latach najszybciej rosnącym sektorem konopnym na świecie. Już w ub.r. rynek olejków CBD nad Wisłą wzrósł niemal o 90 proc. A z prognoz wynika, że w 2028 r. konopna branża w naszym kraju może generować aż 2 mld euro przychodów. dus