Przypomnijmy, że zamknięcie poniżej tego poziomu będzie jednocześnie oznaczać, że zwyżki z przełomu lutego i marca były ruchem powrotnym do średnioterminowej linii trendu wzrostowego i przesądzi o zmianie trendu w średnim okresie na malejący. Widać więc, iż sesja ta będzie bardzo ważna, bo byki nie mają dziś już żadnego wyboru - albo wybronią wsparcie, co da szansę na ruch do 1400 pkt. albo silny sygnał sprzedaży stanie się faktem. Wnioskując po znacznie wyższym, niż w ostatnich dniach poziomie obrotów bardziej realna jest ta druga możliwość, która zresztą byłaby naturalną konsekwencją tego, z czym mamy do czynienia od ponad miesiąca, czyli braku świeżego kapitału na rynku.

W kontekście takiej sytuacji naszego rynku na dalszy plan schodzi wyczekiwanie na dzisiejsze posiedzenie FED. Nasz rynek dziś czekać już nie może. Ale temu tematowi trzeba poświęcić kilka słów, bo jest on ważny w dłuższym terminie. Inwestorzy spodziewają się zaostrzenia nastawienia w polityce monetarnej i przeniesienia akcentów z walki z osłabieniem koniunktury na ochronę niskiego poziomu inflacji. Uwzględniając główny powód zaskakująco dobrej kondycji amerykańskiej gospodarki w IV kwartale ub.r., jakim było utrzymywanie się wydatków konsumenckich na wysokim poziomie, wzrost inflacji trzeba uznać za główne zagrożenie dla odradzającej się gospodarki. Wynika to z tego, że ewentualny wzrost inflacji będzie przekładać się na spadek realnych dochodów osobistych, a to zaś na ograniczanie wydatków konsumenckich. Widać z tego, że możliwości interpretacji dzisiejszej decyzji FED są znaczne i chyba nie należy się spodziewać, ze będzie to jakaś przełomowa informacja dla rynków.