Do tego dochodzi kapryśność rynku, który w zasadzie dowolnego dnia może wzrosnąć, jak i spaść oraz fatalna kondycja szerokiego rynku, którą obrazuje przełamanie na wykresie indeksu cenowego dla całej WGPW dołka z października ub.r.

Od strony technicznej wyraźnie jest zarysowana na WIG20 konsolidacja w obszarze 1300-61 pkt. i dopiero jej opuszczenie pozwoli pomyśleć o trwalszym ruchu. A tak rynek będzie się zapewne szarpał w tym obszarze w zależności od chwilowego stanu emocjonalnego uczestników rynku.

Wyjaśnieniu się sytuacji na naszym parkiecie nie sprzyjają notowania na zagranicznych giełdach, gdzie również brak jest wyraźnego trendu. Nasdaq po imponującej wtorkowej sesji wczoraj nie potrafił przebić się powyżej 1815 pkt., a do tego na tej wysokości pojawił się bardzo duży obrót, sugerujący, iż złamanie oporu nie będzie takie łatwe. O giełdach Eurolandu nie ma co wspominać, bo tam od pięciu miesięcy trwa ruch horyzontalny i dopóki się on nie zakończy tamte rynki nie będą miały wpływu na to, co się u nas dzieje.

Z wydarzeń gospodarczych w USA mamy dziś cotygodniowy raport z rynku pracy i wskaźniki wyprzedzające koniunktury, ale te informacje rzadko nadawały kierunek rynkom. U nas zostaną opublikowane dane o produkcji przemysłowej za marzec. Musiałyby dużo odbiegać od oczekiwań, by choć chwilowo wpłynąć na rynek.