Jedni dopatrywać się w tym będą pozytywnego sygnału, bo przecież takim jest fakt małych obrotów na poziomie ważnego wsparcia. Drudzy powiedzą, ze to niedobrze, bo rynek nie ma sił mocniej odbić się od bariery o tak kluczowym znaczeniu. W zasadzie obie strony mają tu rację, a całość składa się na kolejną sesję charakterystyczną dla trendu bocznego. Dlatego też niewielkie są szanse, iż dziś dojdzie do jakiegoś przełomu na rynku, zapowiadającego bardziej dynamiczne ruchy w przyszłości.
Spółką, która wyróżnia się na tle panującego marazmu jest Jelfa. Jej kurs spada o ponad 5% do 46,40 zł, co jest najniższą ceną od ponad pół roku. Kiedyś pisałem, iż trwająca ponad 2 miesiące powolna tendencja spadkowa grozi przyspieszeniem w pewnym momencie. I z tym mamy teraz do czynienia. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co jest bezpośrednią przyczyną takiego zachowania inwestorów. Może oczekują kiepskich wyników za I kwartał, a może są zaniepokojeni planami Ministerstwa Skarbu włączenia pakietu akcji Jelfy do tworzonego holdingu z udziałem mniejszych państwowych spółek farmaceutycznych. Tak, czy inaczej, sytuacja posiadaczy tych walorów pogarsza się znacznie, o czym dobrze też świadczy tworząca się dziś luka bessy. Takiej luki na tym rynku od bardzo dawna już nie widzieliśmy. W takiej sytuacji nie należy się spodziewać, by niedźwiedzie ograniczyły swoją działalność wcześniej, niż po sprowadzeniu kursu w okolice 40 zł, gdzie przebiega linia trendu rosnącego prowadzona po dołkach z 1998 i 2000 r.
Dziś na giełdach Eurolandu upływa pod znakiem odreagowania ostatniej zniżki. Indeksy w Paryżu i Frankfurcie zyskują po około 0,6%.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu