Znajdują się oni w bardzo trudnym położeniu i co więcej jeśli sesja zakończy się na obecnym poziomie lub niżej, to i perspektywy rynkowe nie będą rysować się w jasnych barwach. Obrona 1285 pkt. na zamknięciu stwarzałaby pewne wątpliwości w kwestii tego, czy już ostatecznie opuściliśmy trend boczny, ale na pewno nie poprawiałaby nastrojów. Zresztą skoro popyt do tej pory nie zabrał się za odrabianie strat, to można się spodziewać, że to już dziś nie nastąpi. No chyba, że byki zastosują strategię z poprzednich dni, pociągnięcia rynku w górę w końcowej fazie sesji, na co nie potrzeba zbyt dużo kapitału. Ja jednak obawiałbym się pogłębienia zniżki, choć jednocześnie muszę przyznać, że obroty na poziomie 100 mln zł, jakie teraz mamy nie są jakoś bardzo zadowalające. Z drugiej strony wymowny jest fakt, iż żadna spółka z WIG20 nie oparła się dziś podaży.

Utrzymujące się na niewielkim plusie kontrakty na Nasdaq pozwalają giełdom w Eurolandzie odrobić część strat. Jednak ostatnie sesje nauczyły, by nie przywiązywać większej wagi do notowań kontraktów, które wcale nie oddają tego, co dzieje się w czasie sesji w USA. Można wręcz powiedzieć, że dopóki kontrakty po każdym większym spadku wskazują na odbicie, dopóty trwalszej poprawy koniunktury na amerykańskich parkietach nie będzie. Spoglądając na wykres Nasdaq100 widać wyraźnie, że do wsparcia w postaci wrześniowego dołka zostało już bardzo niewiele miejsca i atak na nie może nastąpić w dowolnym momencie. Dziś inwestorzy w USA będą oczekiwań na decyzję FED w sprawie stóp procentowych, choć po ostatniej serii rozczarowujących danych nie ma wątpliwości, że stopy nie zmienią się. Ważniejszy będzie komunikat po posiedzeniu FED. Wcześniej o 14.30 poznamy dane za I kwartał na temat wydajności pracy. Spodziewany jest jej wzrost o 7%. Potem o 16.00 zmiana zapasów, ale bez uwzględniania sprzedaży detalicznej, co zmniejsza znaczenie tej informacji dla rynków.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu