Zresztą początek dzisiejszej sesji, dość słaby początek ze zwyżką WIG20 o niecałe 1%, potwierdza obawy o dalszy bieg zdarzeń w USA. Jednocześnie takie zachowanie rynku jest kolejnym sygnałem, że na rynku dominuje trend spadkowy. Skoro przez kilka ostatnich tygodni powszechnie uznawano poziom 1285 pkt. dla WIG20 jako kluczowy dla przyszłej koniunktury i został on niedawno przełamany to raczej trudno się spodziewać, by po kilku dniach spadków indeksy mogły trwale rosnąć. Co więcej pomimo tego, że wczoraj WIG20 wybronił wsparcie w strefie 1217-23 pkt., to jednak przełamał inną barierę związaną z połową świecy z 3 stycznia. Zatem każda sesja tego tygodnia przynosi umocnienie pozycji podaży.

Dlatego nie mam wygórowanych oczekiwań co do dzisiejszych notowań. Dość słabe otwarcie pokazuje, że utrzymanie wzrostu do końca sesji nie jest takie oczywiste i nie można wykluczyć, że w związku z tym, że długo opieraliśmy się spadkom na świecie, teraz inwestorzy każdą poprawę koniunktury na zagranicznych parkietach będą wykorzystywać do skracania pozycji tak, by nadrobić "zaległości".

Sytuacja WIG20 jest dość klarowna. Wsparciem jest strefa 1217-23 pkt. wynikająca z niewielkiej luki hossy z 3 stycznia i zamknięcia z 18 grudnia. Oporem jest wczorajsza luka bessy z górnym ograniczeniem przy 1257 pkt. Oba te poziomy są dziś do osiągnięcia, ale z uwagi na panujący na rynku trend bardziej obawiałbym się o wsparcie. Rozwój wypadków w czerwcu potwierdza też analogię o której kiedyś wspominałem, z sytuacją z jesieni 1999 r. Wtedy też po rocznej fali wzrostowej nastąpiła najpierw dość płytka korekta, po niej odbicie, które zostało uznane za powrót do trendu wzrostowego. Dopiero po nim, kiedy okazało się, że była to tylko pułapka, spadki nabrały tempa i wydatnie zwiększyły dynamikę.