A przecież w Niemczech indeks silnie spada od początku tygodnia. Jego zachowanie jest niezwykle istotne dla nas, bo DAX bardzo długo bronił ubiegłoroczny dołek, ale byki ostatecznie spasowały. Nasz rynek także pozostaje relatywnie silny, ale nie można pominąć faktu, że coraz więcej światowych indeksów przekracza dołki z jesieni ub.r. Zaczyna to coraz bardziej przypominać sytuację z hossy internetowej, kiedy to entuzjazm obejmował coraz to nowe rynki. Teraz na odwrót - "księgowa" bessa dosięga kolejne parkiety. Trudno uwierzyć, aby nasz rynek mógł tu być wyjątkiem.

WIG20 zaczął notowania na poziomie 1080 pkt, czyli wsparcia, które bronił przez minione dwie sesje. Jednak dziś wygląda na to, że ono nie wytrzyma i osuniemy się w kierunku kolejnej bariery przy 1050 pkt. W zasadzie wyznaczanie tych wsparć nie ma większego znaczenia, bo jestem przekonany o nieuchronności przełamania poziomu 1000 pkt. Kolejne odbicia są na tyle nieduże, ze nie wzbudzają wątpliwości, że trend spadkowy będzie trwał. Najlepszym przykładem, jak akcje zaczynają parzyć w rękach, były wczorajsze notowania, gdzie wysokie otwarcie zostało wykorzystane do dystrybucji papierów w rynek.

O ile w przypadku dojrzałych rynków można coraz bardziej mówić o kapitulacji popytu, to w naszym przypadku nic takiego nie następuje. Dlatego rokowania na dzisiejszy dzień są jak najbardziej pesymistyczne. Bardziej można się zastanawiać, ile spadniemy, niż czy spadniemy.