O ile u nas nie ma większych zmian i dalej bardzo dobrze wypadają TPS i PEO, a ciąży rynkowi spadający PKN, to w Eurolandzie koniunktura coraz wyraźniej słabnie. FTSE jest na plusie, ale w Paryżu i Frankfurcie zniżki wynoszą po ok. 0,8%. Można to wiązać z obawami o płynność Vivendi, który spada trzecią sesję z rzędu. Kontrakty na Nasdaq są cały czas na minusie, co także budzi zaniepokojenie, bo indeks znów dotarł do oporu i niekoniecznie musi go przebić. O 14.30 poznamy lipcową inflację na poziomie cen konsumentów w USA. Wcześniej publikowany PPI pokazał zupełny brak presji cenowej w gospodarce. CPI ma wzrosnąć o 0,1-0,2% i każdy wynik mniejszy od spodziewanego może zostać źle odebrany jako kolejne potwierdzenie słabnięcia koniunktury gospodarczej. Warto pamiętać, że rynki zignorowały wczoraj fatalny indeks aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfia, który spadł do -3,1 pkt. z wcześniejszych 6,6 pkt. Dlatego inwestorzy będą dziś bardzo czuli na punkcie publikowanych danych. Przed 16.00 ma jeszcze zostać podany indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan i to również będzie istotna informacja dla rynków. Rynków znajdujących się w bardzo newralgicznym punkcie, bo kolejny wzrost przesądzi o rozpoczęciu kolejnego etapu korekty wzrostowej, spadek zaprzeczy pozytywnemu sygnałowi na S&P500 i DJIA z dnia wczorajszego.