Chodzi głównie o przełamanie przez Nasdaq linii krótkoterminowych wzrostów, co jest wstępem do zakończenia wzrostowej korekty. Taką samą prostą przebił też DAX, co pozwala przypuszczać, że i inne indeksy zrobią niedługo to samo.

Zanim jednak to się stanie nasz rynek może pozostawać silniejszy od parkietów dojrzałych. Inwestorzy będą się chcieli przekonać, że rzeczywiście mamy do czynienia z powrotem bessy na zagraniczne giełdy. Tego dziś jeszcze z całą pewnością nie możemy powiedzieć, ale przesłanek ku temu jest sporo. Warto zwrócić uwagę na kurs euro, który wczoraj znacznie się wzmocnił względem dolara. Umacniające się euro towarzyszyło silnej fali spadkowej z końca maja, czerwca i pierwszej połowy lipca. Można więc przypuszczać, że będzie teraz podobnie. Do tego reakcja amerykańskich inwestorów na opublikowane wczoraj dane była typowa dla trendu spadkowego. Dobre informacje zostały zbagatelizowane, a złe przyczyniły się do dużego spadku. Oczywiście reakcja była prawidłowa, bo spadek indeksu zaufania konsumentów może sygnalizować osłabienie popytu konsumpcyjnego w drugiej połowie roku. Ale w zasadzie przez ostatni miesiąc inwestorzy raczej bagatelizowali złe wiadomości, dając tym świadectwo, że są wliczone w ceny.

Jeśli chodzi o nasz rynek, to zasięg korekty wraz z osiągnięciem 38,2% zniesienia dwumiesięcznych spadków został wypełniony. Zresztą w podobnej skali straty odrobiły indeksy światowe. Można więc przypuszczać, że o wyraźne przekroczenie wczorajszego maksimum będzie bardzo trudno.

Decyzja RPP nie powinna mieć większego znaczenia, bo cięcia o 50 pkt. bazowych spodziewają się prawie wszyscy. Dużo ważniejsza jest rządowa informacja, że w związku z mniejszymi dochodami z prywatyzacji dług publiczny może na koniec roku przekroczyć 50% PKB. W dłuższym okresie to bardzo negatywny czynnik.