W tym tygodniu wypadło na wtorek. Obroty rzędu 42 mln zł zupełnie dyskwalifikują sesję jako czynnik pomocny przy określeniu koniunktury na następne dni. W mocy pozostają wszystkie wnioski z dnia wczorajszego z przełamaniem na WIG linii szyi głowy z ramionami na czele. Dziś od rana WIG20 porusza się wokół wczorajszego zamknięcia, co tylko potęguje marazm na parkiecie.
Na usprawiedliwienie naszego rynku można powiedzieć, że w Eurolandzie też nic ciekawego się nie dzieje. Indeksy nieco odbijają po poniedziałkowej przecenie, ale brak temu wzrostowi dynamiki. Zresztą trudno oczekiwać entuzjazmu kupujących. DJIA przebił się na ostatniej sesji poniżej lipcowego dołka, potwierdzając tym samym powrót do bessy. Wcześniej zrobił to już Nasdaq, będący w trakcie wykonywania zasięgu spadków, wynikających z wysokości głowy z ramionami (indeks powinien osiągnąć przynajmniej 1080 pkt.). Analiza techniczna w przypadku tych indeksów jest zgodna i pozwala prognozować dalsze spadki.
Wątpliwości, czy indeks wrócił do bessy, pozostają jeśli chodzi o S&P500. I te wątpliwości mogą zostać rozwiane dziś, gdyby publikowany o 16.00 indeks aktywności gospodarczej ISM spadł poniżej 50 pkt. Ale nasz parkiet nie będzie już miał szans na tą informacje zareagować, bo końcowy fixing trudno uznać za skuteczną możliwość reakcji na napływające informacje. Przy tak niskich obrotach, jak dziś, jest on sposobnością do ustawienia cen na następną sesję.
Nie pozostaje nic innego, jak przemęczyć się do końca dnia. 1040 pkt. jest bardzo blisko, ale przy dzisiejszych obrotach byki powinny bez większych problemów obronić to wsparcie.
Krzysztof Stępień