Z obrotami było jeszcze gorzej, niż przez dwie poprzednie sesje, co stawia pod znakiem zapytania wiarygodność dzisiejszego testu wsparcia. Wydaje się, iż wnioskiem z czwartkowych notowań jest to, że wsparcie trzeba rozszerzyć na strefę 1031-41 pkt. Gdyby obroty były dziś większe, można byłoby powiedzieć, że test wsparcia zakończył się sukcesem byków, zapowiadając tym samym przynajmniej kilkudniową poprawę koniunktury. Ale po takiej sesji trzeba być z takimi tezami ostrożnym. Dopóki WIG20 nie zamknie się ponad 1053 pkt., dopóty zagrożenie dalszymi spadkami będzie duże.

Niezbyt dobrą informacją jest też to, iż do obrony wsparcia przyczyniły się głównie dwie spółki: Pekao i Prokom. Ich ceny wzrosły po około 2%, ale obroty, jak na całym rynku, były marne. Nie potrzeba większego kapitału, by jedną, czy drugą spółką spowodować ruch indeksu. Zanim nie pojawią się większe obroty trudno coś prognozować na przyszłość. Jedno co można powiedzieć to, iż nie zanosi się na to, by na akcjach w najbliższym czasie można było dobrze zarobić. Ale taka gra w szachy, jak w tym tygodniu, może jeszcze trochę potrwać. Myślę, że do chwili przełamania przez S&P500 lipcowego dołka, co przekonałoby ostatecznie, że na rynki światowe bessa powróciła w całej okazałości.

Za chwile poznamy ISM sektora usług. Ewentualny spadek poniżej 50 pkt. może przesądzić o kolejnych spadkach w USA, co ponownie zbliżyłoby "pięćsetkę" do lipcowego minimum.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu