Jedna, dwie złe informacje i w szeregach byków zaczyna robić się nerwowo i każdy chce zrealizować choć niewielki zysk. Rzućmy okiem na wykresy najważniejszych giełd w Europie. CAC dotarł do 61,8% zniesienia ostatniej fali spadków i 38,2% zniesienia tegorocznych zniżek, nie zdołał przełamać pięciomiesięcznej linii trendu spadkowego. Dlatego jest możliwe, że na tej wysokości odbicie się zakończy, choć tego jeszcze nie można ostatecznie przesądzić. DAX-owi zabrakło kilkadziesiąt punktów do 38,2% zniesienia tegorocznych zniżek. Wzrost zatrzymał się na linii ponad trzymiesięcznych spadków i w pobliżu sierpniowego dołka. Zniżki z tego tygodnia można traktować jako ruch powrotny do linii trendu, łączącej szczyty z sierpnia i września, ale gdyby dziś nastąpił spadek taka interpretacja nie będzie już możliwa. Również londyński FTSE100 znalazł się na wysokości 38,2% zniesienia spadków, trwających od początku roku. Wnioski są zatem takie same, jak w przypadku indeksów z Francji i Niemiec. Środowa przecena sprowadziła te wskaźniki do poziomu sprzed 4-6 sesji, tworząc tym samym znaczący nawis podażowy nad tymi rynkami. Kupujący akcje przez ostatnie dni, średnio licząc, mają już na nich straty, więc w przypadku napłynięcia na rynki jakieś negatywnej informacji mogą zacząć je ucinać, nie chcąc doprowadzić do ich powiększenia. Dlatego lepiej dla giełd Eurolandu byłoby, aby indeksy szybko wróciły w pobliże ostatniego szczytu, co uspokoiłoby tą grupę inwestorów. Dzisiejsze notowania pokazują, ze nie będzie to takie łatwe.