Po tym, jak na początku listopada nasz rynek wyprzedził spadki na świecie, teraz wracamy do starego scenariusza, gdzie trwają giełdowe szachy. Podczas wyraźnych spadków w Eurolandzie popyt się u nas cofa, więc nie ma sensu mocniej sprzedawać, bo trzeba byłoby silnie zbijać ceny. Zatem lepiej jest czekać. Jeśli na świecie koniunktura będzie się dalej pogarszać to na którymś odbiciu i u nas pokaże się większa podaż.
Patrząc na wykres DAX-a mam coraz mniej wątpliwości, że kolejne sesje przyniosą spadki. Na wykresie minutowym utworzyła się kilkudniowa formacja głowy z ramionami, która jest częścią powstającej na wykresie dziennym takiej samej figury. Po ostatnich sesjach widać, ze klimat inwestycyjny powoli się zmienia i inwestorom coraz bardziej brakuje wiary w dalsze wzrosty. Nie ma ku nim zbyt mocnych przesłanek fundamentalnych, a same oczekiwania wystarczają tylko do pewnego momentu. Przypomnijmy, że na jesieni ub.r. rynki rosły głównie na oczekiwaniach, które później się nie spełniły. Teraz inwestorzy będą ostrożniejsi.
Ciekawie robi się też w Budapeszcie, gdzie dzisiejsza zniżka doprowadza do przełamania dość stromej linii półtoramiesięcznych wzrostów. To może być sygnałem, że teraz będziemy mieć do czynienia z kolejnym ruchem w ramach trendu bocznego, trwającego od blisko 4 miesięcy. Warto na zamknięciu zwrócić uwagę na poziom tego indeksu, bo rynki naszego regionu są bardzo podobnie postrzegane przez zagranicznych inwestorów.