Jednak nie można pominąć, że pomimo dużej presji kupujących w poniedziałek nie doszło do przełamania oporu na poziomie 1257 pkt., wyznaczanego przez lukę bessy z końca czerwca. Z drugiej strony indeks zdołał wybić się ponad listopadowy szczyt i to on jest teraz pierwszym wsparciem. Interesujące jest przy tym to, że pomimo ustanowienia przez WIG20 nowego szczytu rzadko która spółka wchodząca w jego skład pokonała poprzednie maksimum. To świadczy o zawężaniu się tendencji wzrostowej.
Wydaje się, że głównym czynnikiem, który będzie kształtował koniunkturę w kolejnych dniach, staną się rynki zagraniczne. I dlatego można być zaniepokojonym reakcją inwestorów na wczorajszy wskaźnik ISM. Rzeczywiście był on gorszy od oczekiwań, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem jednak wzrósł. Nie chcę przez to powiedzieć, iż była to dobra wiadomość, ale chodzi głównie o to, jak została zinterpretowana. Jeszcze niedawno inwestorzy zwróciliby uwagę na to, ze jest lepiej, niż w poprzednim miesiącu, teraz zaniepokoili się, że jest gorzej od oczekiwań.
To jest niebezpieczne także z tego względu, ze trwające od 2 miesięcy zwyżki poprawiły nastroje wśród analityków, którzy zaczęli podnosić swoje prognozy. Według ostatnich wyliczeń Thompson First Call, żeby sprostać tym oczekiwaniom następne kwartały musiałyby przynieść diametralną poprawę kondycji przedsiębiorstw, a na to raczej się nie zanosi. Zatem uzasadnione są obawy, że czym bliżej sezonu ostrzeżeń w USA, tym większe jest prawdopodobieństwo rozczarowań ze strony spółek.
WIG20 ma na dzisiaj wsparcie przy 1241 pkt. i szybki powrót poniżej niego byłby niedobrym sygnałem. Oporem pozostaje 1257 pkt.